Powoli, powoli wreszcie widać tę wiosnę. U mnie na wsi zazieleniło się i pięknie kwitnie magnolia. Rzadko mam okazję oglądać ją w pełnej krasie. Zazwyczaj przekwita przed moją pierwszą wizytą po zimie. Na klombach pojawiły się i inne wczesne kwiaty - hiacynty, cebulice, pąki mają tulipany. I choć to dopiero początek sezonu, to zdążyłam już znów zachwycić się mazowiecką przyrodą.
Ale ta pora roku wspaniale prezentuje się również w miastach. Kwitnącą Warszawę pokażę Wam jutro w nowym odcinku Warszawy przyłapanej, ja wiosnę znalazłam również... w Katowicach, których kompletnie dotąd nie postrzegałam jako miasta zielonego. Bywałam tu dość często jako nastolatka. Wtedy turystyka całkiem omijała to miejsce. Powietrze dusiło, osady kopalniane pokrywały ściany budynków, ukrywając ich faktyczną urodę. Teraz wróciłam po wielu latach i... musiałam uczyć się Katowic od nowa, tak wiele się tu zmieniło! Współczesne Katowice są jednym z najbardziej eklektycznych miast, jakie odwiedziłam. Obok okazałych dziewiętnastowiecznych kamienic, całkiem ciekawych przykładów architektury PRL-u i postindustrialnych terenów pokopalnianych wyrosły nowoczesne gmachy - jedne bardziej, inne mniej udane, ale tworzące razem interesujący obraz nakładających się na siebie warstw tkanki miejskiej. Lubię takie połączenia. Centrum jest gwarne, pełne już restauracyjnych i kawiarnianych ogródków, czy leżaków na świeżym powietrzu. I choć na Rynku nie ustawiono jeszcze donic z palmami, które tyle razy widywałam na internetowych fotografiach, to teraz pięknie kwitną wiśnie posadzone w ramach rewitalizacji przeprowadzonej w latach 2012-2016. Ciszy, spokoju i... doskonałej śląskiej kuchni można poszukać na terenie Nikiszowca, dawnej kolonii robotniczej złożonej z szeregowej zabudowy z czerwonej cegły. Obecnie i tu chętnie zaglądają turyści, ale ta część Katowic cały czas wygląda jak przez ostatnie sto lat, choć zmiany są nieuniknione (na obrzeżach osiedla właśnie buduje się wielkopowierzchniowy sklep znanej niemieckiej sieci).
Nie mogłam sobie odmówić również wizyty w Muzeum Śląskim, które darzę olbrzymim sentymentem jeszcze z czasów, gdy mieściło się w budynku dawnego Grand Hotelu z przełomu XIX i XX w. przy Alei Korfantego. Od 2015 r. instytucja zajmuje zrewitalizowaną przestrzeń dawnej Kopalni Węgla Kamiennego "Katowice" wchodzącą w skład katowickiej Strefy Kultury. Powierzchnie ekspozycyjne mieszczą się pod ziemią!
Mi zależało przede wszystkim na obejrzeniu wystawy Tomasza Górnickiego pt. "Dormitorium" eksponowanej w Galerii jednego dzieła. Posępna jest to wystawa. Całą przestrzeń pomieszczenia wypełniają zużyte metalowe łóżka z wojskowego szpitala polowego. Wśród nich ustawiono figury dzieci, w różnych pozach, ubrane lub nie, większość owiniętych kocami. Resztę widz musi dopowiedzieć sobie sam, jednak żadna z przychodzących do głowy refleksji nie jest optymistyczna. To nie jest miejsce do spania na wypełnionym zabawami obozie letnim. Raczej też nie szkolny internat. Dzieci sprawiają wrażenie zaniedbanych i osamotnionych, jedno ma na głowie worek niczym więźniowie w filmach o terrorystach. Górnicki jest wrażliwym rzeźbiarzem. Kilka lat temu swoje prace umieszczał w przestrzeni Warszawy w bardzo nietypowych miejscach. Miały zwracać uwagę na samotność w wielkim mieście, bezdomność i inne ludzkie krzywdy, jednak dość szybko były usuwane (mi udało się znaleźć tylko jedną, rzeźbę z tryptyku "Oppressed" - możecie ją zobaczyć we wpisie pt. "Warszawa przyłapana... w lutym 2018"). Na krzywdę dzieci patrzy się najtrudniej, nawet jeśli tylko lub aż przez pryzmat sztuki i nawet jeśli tej krzywdy w dziele sztuki dopatrujemy się sami. To nie jest ekspozycja, czy raczej instalacja, dla każdego, ale bez dwóch zdań warta jest zobaczenia. W Muzeum Śląskim gościć będzie do jesieni 2026 r. (pierwotnie miała zakończyć się 29 marca 2026 r.).
W gmachu głównym muzeum, na dwóch poziomach, mieszczą się ekspozycje stałe i czasowe. Zajmują wspólną przestrzeń i płynnie przechodzi się od jednej do drugiej, zwłaszcza na poziomie -2, gdzie prezentowane są dwie wystawy stałe, "Galeria polskiej sztuki nowoczesnej 1800-1945" i "Galeria plastyki nieprofesjonalnej" oraz aktualne ekspozycje czasowe.
Nazwa "Galeria polskiej sztuki nowoczesnej 1800-1945" może być nieco myląca, bowiem w bezpośrednim sąsiedztwie wiszą obrazy z XIX i początku XX w., m.in. Jana Matejki, Józefa Chełmońskiego, Olgi Boznańskiej, Aleksandra Gierymskiego, ale i Jacka Malczewskiego, Meli Muter, czy Władysława Skoczylasa. Obok zaś mieści się wystawa czasowa pt. "Poza Edenem. Sztuka współczesna ze zbiorów Muzeum Śląskiego w Katowicach", która zaplanowana została na pięć lat (otwarto ją 27 stycznia 2022 r., zaś dostępna będzie jeszcze tylko do końca bieżącego roku). Motywem przewodnim jest człowieczeństwo w różnych jego aspektach. I w tej części prezentowana jest już sztuka faktycznie najnowsza, za to z najwyższej półki. Wśród autorów można znaleźć takie nazwiska jak Krzysztof M. Bednarski, Maria Pinińska - Bereś, Zbigniew Libera, Władysław Hasior, Adam Myjak, czy Monstfur. "Galeria plastyki nieprofesjonalnej" to z kolei ewenement w skali muzealnictwa. Chyba żadne inne muzeum w Polsce nie posiada tak obszernego i tak różnorodnego zbioru dzieł artystów nieprofesjonalnych. To są bardzo ciekawe prace, bo choć mają niedociągnięcia warsztatowe, to są pełne pasji, ale i wnikliwej obserwacji otaczającego świata, głównie tu, na Śląsku. Również nieprofesjonalnemu artyście, Mieczysławowi Pragnącemu, poświęcona jest ekspozycja czasowa pt. "Pragnący jeszcze bardziej". Jego spuścizna została odnaleziona przy okazji opróżniania domu, w którym mieszkał, po jego śmierci. Zamiast trafić na śmietnik, całość znalazła swoje miejsce w Muzeum Śląskim i teraz jest po raz pierwszy prezentowana publicznie. I choć nie porwała mnie tak jak inne przykłady twórczości artystów samouków, to była dla mnie o tyle ciekawa, że Pragnący urodził się w Strzemieszycach Wielkich, skąd pochodzi moja rodzina ze strony taty, więc poczułam z tym twórcą jakąś więź. Ekspozycję można obejrzeć jeszcze do 17 maja 2026 r.
Poziom -4 należy natomiast do dwóch wystaw stałych: "Światło historii. Górny Śląsk na przestrzeni dziejów" oraz niewielkiej "Galerii śląskiej sztuki sakralnej". Pierwsza z wymienionych to historia tego regionu w pigułce, ale pokazana w nowoczesnej formie, z wykorzystaniem multimediów. Stanowi wydzieloną część i jest najciekawszą ze wszystkich prezentowanych w Muzeum Śląskim. Z kolei "Galeria śląskiej sztuki sakralnej" obejmuje głównie rzeźby o tematyce religijnej od czasów średniowiecznych.
Zdecydowanie Muzeum Śląskie jest jedną z najlepszych placówek muzealnych w Polsce, dość powiedzieć, że narobiłam tam tyle zdjęć, że... wyładowałam baterię w telefonie!
W Katowicach byłam tylko dwa dni, ale z nieukrywaną przyjemnością odkrywałam je na nowo i z chęcią znowu tam wrócę.
REKOMENDACJE NA MAJ I KOLEJNE MIESIĄCE
WYSTAWY
Wystawy czasowe
Krosno
Od 25 kwietnia do 30 maja 2026 r. w BWA w Krośnie trwa wystawa twórczości Jadwigi Sawickiej pt. "W rozliczeniu". Prace artystki jak zwykle pełne są dwuznaczności, niedomówień i pozostawiają miejsce na własną interpretację.
Orońsko
Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku zaprasza od 16 maja 2026 r. do Galerii Oranżeria na wystawę pt. "Anna Hulačová. Kraina obfitości". Anna Hulačová to jedna z najciekawszych współczesnych czeskich rzeźbiarek młodego pokolenia. W swojej twórczości czerpie z mitologii, symboliki religijnej i sztuki ludowej podejmując jednocześnie tematy jak najbardziej aktualne jak relacje człowieka z naturą, przemiany współczesnego świata, czy rozwój technologii. Ekspozycja potrwa do do 5 lipca 2026 r.
(foto: iza & pwz)
***
Gdzieś w Polsce to cykl postów, w których znajdziecie migawki z moich krótszych i dłuższych eskapad po naszym kraju. Jest w nich wszystko to, co nie trafia później do wpisów przewodnikowych, bo albo zbyt szybko się dezaktualizuje jak wystawy czasowe w muzeach, albo na blogu już było, albo nie jest wystarczającym materiałem na oddzielny post, a zasługuje na pokazanie jak rozmaite zabytki znalezione gdzieś w drodze - kościoły, kapliczki, miejskie rzeźby, mozaiki, murale, czy inne detale architektoniczne. Gdzieś w Polsce nie uwzględnia też wydarzeń w Warszawie, o których piszę w bliźniaczym cyklu o nazwie Warszawa przyłapana. Kolejne relacje z Polski ukazują się co do zasady przedostatniego dnia miesiąca, ale nie z taką regularnością jak wspomniana Warszawa przyłapana. Zawsze jednak na końcu znajdziecie zapowiedzi wartych uwagi nadchodzących wydarzeń - wystaw, imprez plenerowych, czy atrakcji dla dzieci, bo to właśnie one w dużej mierze wyznaczają mi kolejne kierunki.























































