Matura Andrzeja na połowę maja uziemiła nas w Warszawie. Nie licząc majówki i weekendów na wsi, nie wyprawiałam się nigdzie dalej. Miałam za to czas, żeby nadrobić wystawowe zaległości, bo znowu wypadłam trochę z regularności odwiedzania stołecznych galerii i muzeów. Obejrzałam... 5 wystaw!
Na początek prawdziwa petarda, czyli niezwykle krótka prezentacja prac Marka Bimera pt. "Oświecenie", którą można było oglądać od 16 maja do dzisiaj (pierwotnie miała zakończyć się w piątek, ale została przedłużona o dwa dni). Ach, co to była za wystawa! Na czterech poziomach budynku dawnej hurtowni farmaceutycznej przy Barskiej, na powierzchni ponad 1200 m2, pokazano świetlne instalacje, rzeźby i dizajnerskie lampy Marka Bimera. Obiekty doskonale wyeksponowano w postindustrialnych wnętrzach, wykorzystując jako powierzchnię wystawienniczą sterylne sale, łazienki, a nawet pomieszczenia w piwnicy, pełne rur, zaworów i ciśnieniomierzy. Dzieł było w sumie ponad 100 i miały różne rozmiary. Jedne budowały klimat samym miejscem prezentacji, inne tworzyły przemyślane kompozycje, jeszcze inne przywodziły na myśl muzealną kolekcję. Główną rolę na wystawie grało światło i forma. Światło podkreślało formę. Czasem świeciło jasno, czasem przygasało. W niektórych instalacjach wykorzystano również wodę. Ależ to robiło wrażenie! Dawno już nie przeżyłam takiej ekscytacji sztuką, czy też artystycznym dizajnem, bowiem twórczość Bimera jest i jednym, i drugim. To pierwsza w Polsce tak obszerna monograficzna wystawa tego artysty. Była warta obejrzenia również ze względu na niecodzienne wnętrza. Marek Bimer w wywiadach podkreślał, że szukał dla prezentacji swojej twórczości nie tylko dużej powierzchni poprzemysłowej, ale zależało mu przede wszystkim, żeby było to miejsce, w którym nikt wcześniej nie prezentował sztuki. Wyszło znakomicie, zresztą ja szalenie lubię, gdy sztuka eksponowana jest właśnie w taki niestandardowy sposób. Na szczęście dzieje się to coraz częściej, żeby wspomnieć chociażby cykliczne wydarzenie Hotel Warszawa Art Fair w Hotelu Warszawa, czy ubiegłoroczną wystawę Art Warsaw Miodowa w budynku dawnego Wydziału Stomatologicznego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, zresztą o wnętrzach dość podobnych do hurtowni z Barskiej. Mam nadzieję, że ten trend będzie się utrzymywał.
Udało mi się obejrzeć również zakończoną 17 maja 2026 r. wystawę pt. "Miasto zwierząt. Domicella Bożekowska" wystawianą w Koszarach Kanonistów w Łazienkach Królewskich. Była pierwszym od wielu lat tak reprezentatywnym pokazem dorobku tej artystki, w którym najważniejszym motywem były zwierzęta. Bożekowska była wnikliwą obserwatorką świata przyrody, przez całe życie otaczała się rozmaitymi zwierzętami, żeby wspomnieć chociażby Fugę - pół psa, pół wilka, mangusty, czy fretki, które traktowała jak członków rodziny. Na wystawie można było zobaczyć rzeźby, rysunki, fotografie przedstawiające rzeźbiarkę w towarzystwie zwierząt, czy zdjęcia mozaiki zaprojektowanej przez Bożekowską. Przed budynkiem Koszarów Kantonistów ustawiono rzeźbę dzika, którą na co dzień podziwiać można na terenie warszawskiego ZOO. Ekspozycja była niewielka, ale pełna ciepła. We wszystkich pracach widać było wrażliwość artystki, jej uwielbienie dla świata przyrody i doskonały warsztat. A tak po ludzku, te prace były po prostu ładne!
Wciąż natomiast można jeszcze zobaczyć kilka innych niezłych wystaw.
Kolejną doskonałą ekspozycję przygotowała Fundacja Rodziny Staraków. Gościć będzie jeszcze do 7 czerwca 2026 r. w przestrzeni wystawienniczej Spectra Art Space w biurowcu Spectra. Nosi tytuł "ŚWIATŁO. Praktyki odporności". Jej głównym motywem jest światło i jego wpływ na różne aspekty naszego życia, przede wszystkim postrzeganie świata i emocje. Wystawa wzięła nazwę od tytułu obrazu Jerzego Tchórzewskiego pt. "Człowiek i światło" z 1956 r. Wybrano zatem i prace, które wykorzystują światło naturalne, załamując je w różnoraki sposób, odbijając, czy tworząc refleksy, i takie, gdzie temat został potraktowany metaforycznie - światło jako symbol nadziei (żeby wspomnieć jedynie przysłowiowe światełko w tunelu), która pozwala człowiekowi dostosowywać się do zmieniających się warunków, czy odnajdować sens, gdy wszystko wokół się wali, zatem budować swoją odporność, by móc iść do przodu. Przyznam szczerze, że w przypadku niektórych eksponatów trudno mi było zrozumieć ich związek z tematem wystawy. Pokazano przykłady twórczości całej plejady artystów. Oprócz wspomnianego Jerzego Tchórzewskiego, również m.in. Mirosława Bałki, Andrzeja Dłużniewskiego, Wojciecha Fangora, Stefana Gierowskiego, Władysława Hasiora, Koji'ego Kamoji'ego, Tadeusza Kantora, Jadwigi Sawickiej, Henryka Stażewskiego, Władysława Strzemińskiego, czy Barbary Pniewskiej. Dzieła pochodzą nie tylko z kolekcji Fundacji Rodziny Staraków, ale również ze zbiorów Muzeum Sztuki w Łodzi.
W Kordegardzie do 14 czerwca 2026 r. trwa ekspozycja pt. "Południk 21. Czapski - Kozera". Zaprezentowano na niej rysunki ze szkicowników Józefa Czapskiego, które zostały zestawione z inspirowanymi twórczością Czapskiego kolażami Grzegorza Kozery, wykonanymi w trakcie podróży do Argentyny, Brazylii i Urugwaju śladami słynnego kolorysty. Szkice Czapskiego są zapisem wrażeń, próbą uchwycenia momentów z otaczającego świata. Kozera do tematu podszedł natomiast nieco humorystycznie, choć jego układanki są bardzo celne. Tytuł wystawy natomiast nawiązuje do przebiegającego w pobliżu Kordegardy 21 południka, który geograficznie połączył obu twórców. Wyszło fajnie, tylko niestety to jest jedna z tych ekspozycji, które ogląda się fatalnie, nie mówiąc o fotografowaniu. Wszystkie prace znajdują się za szkłem, co w zestawieniu z olbrzymimi oknami galerii, nawet zasłoniętymi, daje potworną ilość odbić przeszkadzającą w odbiorze dzieł.
Niemal po sąsiedzku z Kordegardą, w Galerii "Okno na Kulturę", można natomiast podziwiać jedną z dwóch części (chronologicznie drugą), wystawy pt. "Ewa Kuryluk. Kangór w Operze". Jej pierwsza część prezentowana jest w Galerii Opera, mieszczącej się na terenie Teatru Wielkiego – Opery Narodowej, gdzie pokazano obrazy artystki z lat 1971–1978, czyli z ostatniego okresu, kiedy zajmowała się tym rodzajem sztuki. Utrzymane są w stylistyce określanej mianem fotorealizmu symbolizującego. Artystka tworzyła je na podstawie zdjęć, które w większości sama wcześniej wykonała. To autoportrety i portrety bliskich jej osób - matki, brata Piotra, partnera Helmuta Kirchnera i przyjaciół - Leszka Kołakowskiego i Jerzego Nowosielskiego z żoną. Większość z nich pokazano publicznie po raz pierwszy. Oprócz obrazów są również zdjęcia robione przez Ewę Kuryluk przy użyciu samowyzwalacza, niektóre dość humorystyczne. Do mnie taki rodzaj malarstwa nie bardzo przemawia. Wolę późniejsze prace artystki, te subtelne, na białym płótnie. I właśnie takie zebrano w Galerii "Okno na Kulturę". To nowojorskie instalacje z lat 1981–1995. Wystawa została przygotowana z okazji osiemdziesiątych urodzin artystki. Jej tytuł nawiązuje do wcześniejszej ekspozycji Ewy Kuryluk z 1973 r. w Galerii Współczesnej mieszczącej się w tym czasie na tyłach Teatru Wielkiego. Jeden z pokazywanych wówczas obrazów, "Salome Warszawianki" jest również prezentowany na bieżącej ekspozycji, którą można oglądać do 30 czerwca 2026 r.
REKOMENDACJE NA CZERWIEC
WYSTAWY
26 czerwca 2026 r. w Muzeum Sztuki Nowoczesnej otwarta zostanie wystawa pt. "Jesteś w sercu zmiany. Surrealizm i antyfaszyzm" poświęcona surrealizmowi, który z jednej strony był ruchem głęboko zaangażowanym politycznie, a z drugiej pozostawał w opozycji do faszyzmu i kolonializmu. Celem ekspozycji jest pokazanie surrealizmu nie tylko jako stylu w malarstwie ukazującego senne wizje i fantazje oderwane od rzeczywistości. W Muzeum Sztuki Nowoczesnej będzie można zobaczyć obrazy, grafiki, fotografie oraz projekty całej plejady artystów polskich i zagranicznych, m.in. Pabla Picassa, Maxa Ernsta, Joana Miró, Władysława Strzemińskiego, Katarzyny Kobro, Erny Rosenstein, Tadeusza Kantora, Henryka Strenga/Marka Włodarskiego, Jonasza Sterna, czy Alfreda Lenicy. Wystawa potrwa do 10 stycznia 2027 r.
***
Warszawa przyłapana to cykl postów ukazujących się ostatniego dnia każdego miesiąca, opisujących to, co aktualnie dzieje się w stolicy i zapowiadających ciekawe wydarzenia kulturalne. Nie są to wpisy stricte podróżnicze, bowiem dość szybko się dezaktualizują. Jeśli jednak planujecie wizytę w Warszawie, to w najnowszym odcinku zawsze znajdziecie moje rekomendacje ciekawych wystaw w muzeach i imprez plenerowych. Cykl ma też charakter kronikarski i pozwala po jakimś czasie spojrzeć z pewnej perspektywy na zmiany, jakie wciąż zachodzą w tym niebanalnym mieście.



























































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz