Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chorwacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chorwacja. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 12 października 2020

Park Narodowy Paklenica. Wąwóz Wielka Paklenica i szlak do jaskini Manita peć

Im jestem starsza, tym bardziej się dziwię, jak człowiek z wiekiem i kolejnymi etapami życia się zmienia! Gdyby ktoś jeszcze kilkanaście lat temu zapytał mnie, czy wolę morze, czy góry, bez wahania wskazałabym skaliste szczyty. Wyszłam za mąż za chłopaka, który tak jak ja lubił górskie wędrówki i przez pierwsze lata, nawet, gdy urodziło nam się pierwsze dziecko, przemierzaliśmy szlaki wszystkich pasm w Polsce. Dopiero z dwójką po raz pierwszy od lat pojechaliśmy na wakacje nad morze, najpierw nad Bałtyk, potem na południe Europy i... tak już zostało. Wygrała wygoda (wszak plaża to przecież jedna wielka piaskownica) i potrzeba wygrzania coraz starszych kości. Jednak zamiłowanie do wędrówek gdzieś tam w nas zostało i choć od lat wybieramy morze, to zawsze tak planujemy wyjazdy, by przynajmniej raz w trakcie dłuższego stacjonarnego pobytu, gdziekolwiek jesteśmy, wyruszyć na szlak. Do bagażnika oprócz klapków i sandałów wrzucamy także buty trekkingowe. Gdy więc w zeszłym roku postanowiliśmy wakacje spędzić w Chorwacji i zastanawialiśmy się nad odpowiednią miejscowością (ostatecznie zatrzymaliśmy się w Nin), jednym z kryteriów była bliskość gór. Gdy zaś w przewodniku zobaczyłam zdjęcia z jaskini Manita peć w Parku Narodowym Paklenica, od razu wpisałam ten szlak na listę miejsc do odwiedzenia. 


Park Narodowy Paklenica, jeden z ośmiu parków narodowych Chorwacji, został utworzony w 1949 r., w południowej części masywu Welebit (Velebit), jednej z najwyższych części Gór Dynarskich, przede wszystkim by chronić krasowe kaniony Mała i Wielka Paklenica (Mala i Velika Paklenica). To właśnie przez ten drugi wiedzie szlak do jaskini. W obrębie Welebitu znajduje się jeszcze jeden park narodowy, Park Narodowy Welebitu Północnego, wyodrębniony w 1999 r. W 2017 r. oba wraz z innymi chronionymi obszarami na terenie Chorwacji oraz Albanii, Austrii, Belgii, Bułgarii, Chorwacji, Hiszpanii, Niemiec, Rumunii, Słowacji, Słowenii, Ukrainy i Włoch zostały wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO jako pierwotne lasy bukowe Karpat i innych regionów Europy. 


W Parku Narodowym Paklenica roślinność stanowi ok. 55% powierzchni, reszta to goła rzeźba krasowa. A jednak nazwa parku ma pochodzenie jak najbardziej botaniczne. Wywodzi się prawdopodobnie od słowa paklina - określenia żywicy sosny czarnej wykorzystywanej w miejscowej medycynie ludowej do leczenia ran oraz do konserwacji drewna, m.in. łodzi. Nie jest to, co prawda, miejsce tak spektakularne jak Park Narodowy Jezior Plitwickich i Park Narodowy Krka, ale jeśli kochacie naturę, a nie lubicie tłumów turystów, to właśnie tu powinniście skierować swoje kroki.


Na terenie parku do wyboru jest w sumie ok. 150 km dobrze oznaczonych szlaków, my skupiliśmy się na jednym, pięciokilometrowym, wiodącym do jaskini Manita peć i jednocześnie jednym z najpopularniejszych nie tylko ze względu na atrakcyjność groty, ale i dlatego, że jest to raczej prosta trasa spacerowa. Nawet małe dzieci bez problemu dadzą sobie radę. Trzeba tylko zaopatrzyć się w dużą ilość wody, bo po drodze jest tylko jedno miejsce, gdzie można uzupełnić zapasy. 


Droga początkowo wiedzie pomiędzy pnącymi się pionowo do góry skałami wąwozu Wielka Paklenica, wzdłuż strumienia o tej samej nazwie. To mekka wpinaczy skałkowych. Na okolicznych ścianach wytyczono trasy o różnym stopniu trudności. Wędruje się zaś po kamiennych blokach, trochę jak w Karkonoszach.





W tej części znajduje się też podziemny kompleks wybudowany dla przywódcy Jugosławii Josipa Broz Tito w latach 1950-53, w którym obecnie mieści się oddane do użytku w 2016 r. centrum edukacyjne parku o nazwie "Podziemne tajemnice Paklenicy" z salami wystawienniczymi (akurat była ekspozycja fotografii przyrodniczej) i konferencyjnymi. Dużo miejsca poświęcono tematyce wspinaczkowej. Są ścianki dla najmłodszych oraz filmy instruktażowe dotyczące chociażby terminologii używanej w tym sporcie, czy wiązania węzłów. Jest też niewielki sklepik z pamiątkami.





Dalej mija się ciekawą kapliczkę u podnóża ściany Debeli Kuk, która jest chyba ważna dla ludzi gór, bo ozdobiona jest mnóstwem gadżetów wspinaczkowych.



Przez krótki moment droga jest dość płaska i prowadzi w cieniu drzew. To ostatni moment, by odetchnąć przed morderczym upałem, z jakim w letnich miesiącach trzeba najczęściej się zmierzyć na ostatnim odcinku, prowadzącym już bezpośrednio do jaskini. Z głównego szlaku należy odbić w lewo, w wąską ścieżkę trawersującą zbocze góry. Gdyby pójść dalej prosto, za około godzinę dojdzie się do schroniska o nazwie Dom Górski Paklenica (Planinarski Dom Paklenica). Naszym celem była jednak jaskinia. To był dla nas najtrudniejszy fragment całej trasy. Nie jest stromo, ale na tym odcinku praktycznie nie ma cienia. Zbocze góry porasta jedynie karłowata roślinność, która w różnych regionach nosi różne nazwy, w rejonie Morza Śródziemnego najczęściej garig lub makia (jest trochę wyższa od naszej kosodrzewiny i greckiej frygany), a my na trekking wybraliśmy sobie chyba najcieplejszy dzień w trakcie całego naszego pobytu w Chorwacji. Temperatura przekraczała 35 stopni Celsjusza. Gdy tuż po godz. 8:00 rozpoczynaliśmy marsz, było jeszcze dość przyjemnie, ale z każdą minutą robiło się coraz cieplej. Niestety nie bardzo mieliśmy możliwość przełożenia tej wycieczki na inny dzień, bo w czerwcu, gdy odwiedziliśmy ten kraj, jaskinia otwarta jest dla zwiedzających tylko trzy dni w tygodniu zaledwie przez 3 godz. (więcej w informacjach praktycznych na końcu tekstu). Widoki jednak rekompensują trudy wędrówki. Nieco poniżej wejścia do jaskini jest nawet niewielki punkt widokowy z piękną panoramą.









Jaskinia leży na wysokości 570 m n.p.m. Do zwiedzania udostępniono ją już w 1937 r. Ma 175 m długości, panuje w niej stała temperatura 10 stopni C, więc należy mieć cieplejsze okrycie, ale wierzcie mi, że jak się wchodzi z ponad trzydziestostopniowego upału, to jest to bardzo przyjemna temperatura! Przynajmniej mój polar został w plecaku.







W dwóch salach można zobaczyć rozmaite formy naciekowe: stalaktyty, stalagmity, kolumny, czy nacieki typu kaskadowego. Niektóre z tych formacji mają swoje nazwy od ciekawych kształtów, np. Chełm, Organy, Czarownica.



W grocie żyją 52 gatunki bezkręgowców. Kilka gatunków nietoperzy wykorzystuje ją do zimowej hibernacji (dlatego zimą jaskinia nie jest dostępna dla zwiedzających, działa od kwietnia do października). W czasie wojny domowej po rozpadzie Jugosławii wykorzystywana była do celów wojskowych.

Zwiedzanie odbywa się w grupach z przewodnikiem. Bilet wstępu do parku nie obejmuje jaskini. Płaci się dodatkowo bezpośrednio przed wejściem, tylko gotówką.

Podejście dało nam nieco w kość, więc wracaliśmy już bardziej na luzie. To był czas na pluskanie się w potoku w lodowatej wodzie pozwalającej dać skórze odrobinę wytchnienia od palącego słońca i rozglądanie za motylami. Jednym z symboli parku jest motyl niepylak apollo, którego można spotkać także w Polsce, przede wszystkim w Pienińskim Parku Narodowym i który jest jednym z moich fotograficznych marzeń. Bo jest coś, czego o mnie nie wiecie. Fascynuje mnie świat owadów i pajęczaków. Często wystawiam na próby cierpliwość moich współtowarzyszy podróży, gdy przez pół godziny uganiam się za motylami po miejskich klombach. Dzieciaki zaś wypatrują dla mnie też leśnych chrząszczy. Może kiedyś pokażę Wam okazy znalezione w drodze. Niestety niepylak apollo nadal pozostaje w sferze moich marzeń.



Na koniec jeszcze ciekawostka. W Parku Narodowym Paklenica w latach sześćdziesiątych XX w. kręcono serię niemiecko-jugosłowiańskich filmów o Winnetou na podstawie powieści Karola Maya. Miejsca, które "grały" w produkcjach są odpowiednio oznaczone. Ich odnajdywanie może być dodatkową atrakcją dla dzieci, szczególnie tych, które jak nasze, oglądały filmy.

GARŚĆ INFORMACJI PRAKTYCZNYCH 

Należy wybrać wejście nr 1 Velika Paklenica w okolicach miejscowości Starigrad. Tam kupuje się bilety wstępu i bilet parkingowy - ceny najlepiej na bieżąco sprawdzać na stronie parku. Parking znajduje się ok. 2 km dalej, jednak miejsc jest niewiele, dlatego najlepiej być możliwie wcześnie (również ze względu na upał). Potem auta ustawiane są wzdłuż drogi i może się zdarzyć, że do przejścia będzie dodatkowy kilometr. Z parkingu do jaskini idzie się ok. 1 godz. 30 min. 

Jaskinia Manita peć dla odwiedzających otwarta jest od kwietnia do października: w kwietniu w soboty w godz. 10:00-13:00, w maju, czerwcu i październiku w poniedziałki, środy i soboty w godz. 10:00-13:00, w lipcu, sierpniu i wrześniu codziennie w godz. 10:00-13:00.

Centrum "Podziemne tajemnice Paklenicy" czynne jest od 1 maja do 30 września w godz. 8:00-16:00.

To był dobrze spędzony dzień. Wakacje w Chorwacji były pierwszymi od dawna, gdy nastawiliśmy się głównie na wypoczynek, jednak to było bardzo konstruktywne zmęczenie, po którym jeszcze bardziej docenia się bliskość morza, gdzie niemal zaraz po marszu można spłukać z siebie kurz i trudy wędrówki. Właśnie dlatego tak lubimy kraje, w których można mieć na raz i góry, i morze.


(foto: iza & pwz)

wtorek, 8 października 2019

Czy Zadar to najnudniejsze miasto Dalmacji? Nie sądzę!

- Mamo, czy one zawsze tak fałszują? - chłopaki zatkali uszy zbliżając się do Morskich Organów. Najwyraźniej mieli nadzieję, że natura zagra im co najmniej coś na miarę kompozycji Bacha, czy Vivaldiego. 

Usiedliśmy na stopniach, wsłuchując się w melodię, którą akurat miał ochotę skomponować dla nas Adriatyk i czekając na Piotra, który poszedł dopłacić za parking*. Wcześniej tyle się naczytaliśmy, że Zadar to takie nudne miasto, że zdecydowanie go nie doceniliśmy i zaplanowaliśmy zbyt krótki czas na zwiedzanie. W skali Chorwacji nie uchodzi on bowiem za ładny i ciekawy. Dla nas jednak było to pierwsze ze znanych miast Dalmacji, które odwiedziliśmy i nie mieliśmy go jeszcze do czego porównać, zupełnie jak w przypadku Utrechtu w Holandii. Należę do osób, które przede wszystkim widzą pozytywy. Więcej klimatu odnajduję zazwyczaj w obdrapanych ścianach, czy "zapyziałych" podwórkach choćby Mariboru, czy Ołomuńca niż w wymuskanych, odpicowanych, kapiących przepychem barokowych rezydencjach Wiednia. I często miejsca uznane przez innych za pospolite, dla mnie są bardziej interesujące niż oklepane atrakcje turystyczne. Zadar doskonale wpisał się w tę regułę!



Nie ma tu szczególnie imponujących zabytków, bowiem miasto było w czasie II wojny światowej poważnie zniszczone, w zależności od źródła, w 60 do nawet 80%. To dlatego mówi się, że w Zadarze nie ma Starego Miasta w ścisłym tego słowa znaczeniu. Przeważa kamienna zabudowa pamiętająca czasy panowania weneckiego, ale można znaleźć też pamiątki z czasów rzymskich, gdy miasto przeżywało rozkwit dając też początek obecnemu układowi ulic i lokalizacji kościołów, które często wznoszono w miejscach, gdzie wcześniej czczono pogańskie bóstwa. W oczy od razu rzucają się jednak także akcenty modernistyczne. Po wojnie trwała burzliwa dyskusja, czy Zadar odbudować w przedwojennej postaci, czy postawić na nowoczesny minimalizm. Brzmi znajomo? Warszawa w tym czasie stała przed podobnym dylematem. Modernistyczne budynki na cienkich kolumnach to kompromis, jaki udało się wypracować. I to one w dużej mierze budują niepowtarzalny klimat tutejszej starówki. 



Najbardziej turystyczna część o eklektycznej zabudowie, ale i z największym nagromadzeniem zabytków (których jak na taką skalę zniszczeń wcale nie jest tak mało) znajduje się na niewielkim półwyspie, na który dostać się można pieszą kładką lub objeżdżając zatokę. My zostawiliśmy auto pod Bramą Nową (przebitą w dawnych murach obronnych dopiero w 1931 r.), od której prosta droga wiedzie na Plac Ludowy (Narodni trg), latem niemal w całości zastawiony restauracyjnymi i kawiarnianymi ogródkami, ale takimi, jakie lubię najbardziej, z jednolitymi, stonowanymi, nie rzucającymi się w oczy (nawet, jeśli znajdują się na nich logotypy producentów napojów) parasolami i niemal identycznymi stolikami i krzesłami, że czasem ciężko zgadnąć, gdzie kończy się jedna, a zaczyna druga kawiarnia. To od czasów średniowiecznych najważniejszy plac w mieście. Znajduje się tu Ratusz (Gradska Vijećnica) wzniesiony w latach trzydziestych XX w., renesansowy budynek Straży Miejskiej (Gradska Straža) z charakterystyczną wieżą zegarową, czy barokowa loggia miejska z XVI w. (Gradska Loža), ale z nowoczesnymi akcentami w postaci dużych przeszklonych okien i drzwi, współcześnie pełniąca funkcje wystawiennicze. Mimo tak różnorodnych okresów powstania i stylów architektonicznych, niewprawne oko tego nie dostrzeże. Wszystko do siebie pasuje, tworząc harmonijny układ urbanistyczny.






Niemal po sąsiedzku znajduje się drugi, mniejszy, ale pełen uroku Plac Petra Zoranicia, przy którym również ulokowały się kawiarniane ogródki. Turystów tu jakby mniej, a miejsce jest niezwykłe, nie tylko za sprawą nieco bardziej leniwej, sennej wręcz atmosfery, ale przede wszystkim przez wzgląd na to, co znajduje się pod placem! Przez specjalne szyby wmontowane w płyty, którymi wyłożony jest plac można "podejrzeć" zarys rzymskich willi, na których kolejne pokolenia wznosiły "nowe" miasto. Jeśli tu traficie, patrzcie zatem pod nogi!




Warto tu zajrzeć nie tylko z powodu ciekawostek turystycznych, ale i dla chwili oddechu. Wystarczy pokonać kilkanaście schodów, by z rozpalonego upałem miasta trafić do przyjemnego, zielonego zakątka nieco nad nim górującego. To park królowej Jeleny Madijevki ufundowany w 1829 roku, w czasach, gdy Zadar znalazł się we władaniu Monarchii Austro-Węgierskiej, przez austriackiego dowódcę Barona Franza Ludwiga von Weldena. Wojskowy był namiętnym botanikiem i wielbicielem flory dalmatyńskiej. Warto dodać, że ten publiczny park, otwarty dla całej społeczności miasta, powstał na terenie bastionu Grimaldi, wówczas pełniącego jeszcze funkcje wojskowe! Jest najstarszym publicznym parkiem w całej Chorwacji. Wśród drzew można odetchnąć nieco od żaru lejącego się z nieba w upalny dzień, ale i podziwiać panoramę tej części Zadaru oraz niewielkiego portu Fosa i sąsiadującej z nim Bramy Lądowej. Kiedyś w tym miejscu znajdował się most zwodzony, jedyna droga, którą można było dostać się w obręb murów. Port powstał po jego zniszczeniu. Dziś to miejsce nieco na uboczu, z dala od turystycznego zgiełku i przy okazji jedno z najładniejszych w Zadarze.









U stóp parkowego wzgórza znajduje się Plac Pięciu Studni, bezpośrednio pod którym w czasach weneckich mieściła się cysterna miejska z zapasami wody pitnej dla miasta.




Od Placu Ludowego odchodzi ulica Široka, przez miejscowych zwana Kalelarga (od włoskiego określenia Calle Larga funkcjonującego aż do zakończenia II wojny światowej, co znaczy to samo co chorwacka nazwa Široka ulica, czyli po prostu ulica Szeroka). I choć jej rodowód sięga prawdopodobnie jeszcze czasów rzymskich, to dziś wkracza się nią w zupełnie inny, pozornie tu nie pasujący świat. Ulica została prawie doszczętnie zniszczona w czasie nalotów alianckich w 1943 i 1944 r., do tego stopnia, że ciężko było odtworzyć jej przebieg. Odbudowa trwała aż do lat 60-tych XX w. i to właśnie tu rozgorzał wspomniany spór o styl odbudowy miasta. Dla mieszkańców było to bowiem miejsce szczególne, serce miasta, gdzie chodziło się na randki, ale też arteria łącząca dwa główne place. Obecny wygląd to efekt pracy duetu architektów Bruno Milicia i Božidara Rašicy. Teraz zamiast na randki, przychodzi się tu po zakupy. W przeszklonych salonach na parterach urządziły się głównie butki i sklepy z pamiątkami, choć są też kawiarnie. Podcienia zaś to idealne miejsce dla kolejnych ogródków letnich!





Modernistyczny jest również wzniesiony w latach 1964-72 według projektu Mladena Kauzlaricia gmach Muzeum Archeologicznego, znajdujący się niemal vis a vis katedry Św. Anastazji, której ażurowa dzwonnica majaczy w oddali, gdy idzie się Široką. Muzeum gromadzi zbiory sztuki starożytnej i średniowiecznej.



Lokalizacja placówki nie była chyba wybrana przypadkowo, bo w tej części miasta zobaczyć można chyba największe nagromadzenie zabytków z różnych okresów. Wspomniana katedra Św. Anastazji (Katedrale Sv. Stošije) powstała w XII w., choć w późniejszych wiekach była przebudowywana. Natomiast dzwonnica pochodzi z XV w., ale oryginalny jest tylko pierwszy poziom. Charakterystyczna, neoromańska ażurowa wieża została dobudowana w XIX w. To przy okazji doskonały punkt widokowy. Ma 56 m wysokości, zaś na taras widokowy, który znajduje się 14 m niżej wiedzie 180 schodów. Jednak, gdy wcześniej zdobyło się dwukrotnie wyższą wieżę Domtoren w Utrechcie, ta wcale nie jest straszna! W razie czego maruderów można zostawić w kawiarni u podnóża wieży na lodach. A wejść zdecydowanie warto! Choćby dla przepięknego widoku na czerwone dachy starówki, wody Adriatyku z trzech stron obmywające półwysep, ale i oddaloną nieco część dla mieszkańców, z blokami i całą infrastrukturą potrzebną do życia, wszak to przecież ponad dziewięćdziesięciotysięczne, piąte co do wielkości, miasto Chorwacji!











Po sąsiedzku stoi przedromański kościół Św. Donata (Sv. Donat) wzniesiony na planie okręgu, nieco dalej zaś kolejna świątynia o renesansowej fasadzie i ze strzelistą, ale nieco starszą, bo romańską dzwonnicą, czyli kościół Najświętszej Marii Panny (Sv. Marija) należący do zgromadzenia sióstr benedyktynek od 1066 r. i wciąż działający. Do towarzystwa są jeszcze ruiny rzymskiego forum. To właśnie tu w najbardziej namacalny sposób zobaczyć można historię Zadaru - od czasów starożytnych, przez bizantyjskie, panowanie Wenecjan i Habsburgów, aż po okres całkiem współczesny. Tu jak w soczewce widać jak zmieniały się władze, osiedlały kolejne narody, przesuwały granice, jak niszczycielskie były wojny, ale i jaką siłę mają ludzie, by po kolejnych kataklizmach swój dom wznosić od nowa dla kolejnych pokoleń. To także najbardziej pocztówkowy i chyba najczęściej fotografowany zakątek Zadaru. A lody z widokiem na tyle lat historii i majaczący na horyzoncie Adriatyk smakują jak nigdzie indziej!







Wzdłuż brzegu wiedzie schludna promenada, Riva. Przycupnęły przy niej kramy z wszelkiej maści antykami i rękodziełem, zaś bliżej lustra wody stoiska lokalnych biur podróży organizujących rejsy do pobliskiego Parku Narodowego Kornati. Naganiacze to istni poligloci, bez problemu rozpoznają języki, w których rozmawiają przechodnie, by natychmiast powitać ich w ich rodzimej mowie. Trzeba mieć dużo asertywności, by takiemu odmówić! 




Po całym dniu zwiedzania przyjemnie jest usiąść na schodzących ku morzu stopniach i wsłuchać się w muzykę natury. Wspomniane Organy Morskie (Morske orgulje) i zlokalizowana po sąsiedzku instalacja "Pozdrowienie Słońca" ("Pozdrav suncu") to dzieło architekta Nikoli Bašicia. W schodach zamontowane zostały różnej szerokości rurki zakończone piszczałkami. Gdy fale wtłaczają do niech powietrze, wydobywa się dźwięk, raz przenikliwy jak wiatr hulający w pustym domu, raz nostalgicznie zawodzący jak szlochająca dziewczyna. Można tak siedzieć i słuchać aż do zachodu słońca, które w Zadarze są ponoć najpiękniejsze w całej Chorwacji. Nuda, prawda?




Wieczór to także czas, gdy budzi się "Pozdrowienie Słońca". Instalacja ma postać koła o średnicy 22 m wyłożonego 300 płytkami, pod którymi znajdują się baterie słoneczne ładujące się w ciągu dnia, zaś wieczorami tworzące świetlny spektakl. Niestety nie dane nam było go zobaczyć, ponieważ nie byliśmy w mieście po zmroku, poza tym całość była ogrodzona, a część paneli potłuczona, więc nie wiem nawet, czy działały. Wiem natomiast, że kiedyś chciałabym w tym uczestniczyć!



Nie udało nam się również zajrzeć do Muzeum Szkła Artystycznego gromadzącego zbiory szkła z czasów rzymskich, czyli są już dwa powody by znów odwiedzić Zadar. Polubiłam to miasto, chyba najbardziej z tej garstki miejsc, które odwiedziliśmy w tym roku w Chorwacji. Zobaczyłam w nim... Warszawę. Bo tak jak moje miasto, i Zadar podniósł się z gruzów. Najpierw po II wojnie światowej, potem ze zniszczeń, jakich doznał w czasie wojny po upadku Jugosławii w latach dziewięćdziesiątych XX w. Dziś stara się być nowoczesny, nie oglądać się za siebie, ale iść do przodu. To żaden skansen, ale miejsce, które żyje, przestrzeń, w której kolejne pokolenia po dziś dzień budują niepowtarzalną tkankę miasta. Jeśli zatem gdzieś wyczytacie, że Zadar jest nudny i nic tam nie ma, to ja Wam mówię: jedźcie i przekonajcie się sami, jeśli ja Was jeszcze nie przekonałam. A tak na marginesie, nie ma miejsc, w których nic nie ma! 



*Parkowanie (czerwiec 2019 r.):
I strefa (tuż pod murami miasta) - 12 kn/h
II strefa - 10 kn/h