sobota, 7 lutego 2015

Tatrzańska Łomnica - nie tylko narty

Zimą Tatrzańska Łomnica przyciąga przede wszystkim amatorów białego szaleństwa, także z Polski, choć to tylko ok. 30 km od granicy. Nic dziwnego - warunki do uprawiania narciarstwa czy snowboardingu są tam doskonałe. Trzy poziomy trudności stoków, nowoczesne wyciągi (wagoniki oraz podgrzewane kanapy), darmowe parkingi i czyste darmowe toalety, a dzieci do szóstego roku życia jeżdżą za darmo. Jeśli wjedzie się do najwyżej położonej stacji, można jechać w dół ponad 5 km. To co prawda nie Alpy, które jeszcze długo będą przekraczać nasze możliwości finansowe, ale pojeździć można - tym bardziej, że na stoku zwykle spędzamy nie więcej niż 3-4 godz. dziennie. Przy stoku znajduje się także nowoczesny bar z leżakami (Jerzyk upodobał tam sobie herbatę owocową w przerwach między zjazdami) i kilka sklepów sportowych, a na wyższych stacjach, do których dojeżdżają wagoniki kolejki linowej - restauracje z doskonałą kuchnią.









Są nie tylko bary i sklepy, ale także kramy z pamiątkami - podobne do tych spod Gubałówki. Niestety ciężko jest tam znaleźć coś ciekawego. W większości dominuje pseudogóralska tandeta i po prezenty lepiej wybrać się do galerii znajdującej się w centrum. Jednak kolorowe pierniczki i malowane dzwonki mnie urzekły...



Sama Tatrzańska Łomnica sprawia wrażenie dość sennego miasteczka, szczególnie w okolicach południa, gdy większość sklepów zamyka się na przerwę obiadową - niczym południowcy w czasie sjesty. Dla rodziny z dziećmi - idealnie! Nie ma rozkrzyczanej młodzieży i tłumów w restauracjach jak na Krupówkach. Miasto dzieli na pół tzw. Droga Wolności. Po jednej jej stronie znajduje się rozległy park biegnący aż do stoków narciarskich i kolei linowej na Łomnicę (mnóstwo przestrzeni, by zagospodarować niespożyte pokłady dziecięcej energii!). Wśród drzew ukryte są dawne hotele i pensjonaty, niektóre pamiętające początki rozwoju turystyki w Tatrzańskiej Łomnicy sięgające przełomu XIX i XX w. Nad miastem góruje piękny secesyjny budynek Grand Hotelu Praha z 1905 r. Jest ładnie odnowiony i dziś to wciąż jeden z najbardziej ekskluzywnych hoteli w mieście. Podobny - Hotel Łomnica z 1893 r. położony w centrum, w pobliżu dworca - niestety niszczeje. Rozwój turystyki w Tatrzańskiej Łomnicy to okres analogiczny do popularyzacji naszego Zakopanego, a jakże odmienna jest architektura obu miast, choć pod koniec XIX w. oba znajdowały się pod panowaniem Austro-Węgier. W Zakopanem wykształcił się nasz narodowy styl zakopiański niespotykany nigdzie indziej. Grand Hotel Praha i Hotel Łomnica to z kolei znakomte przykłady architektury secesyjnej, której nie powstydziłby się Wiedeń.




Hotel Morava z lat trzydziestych XX w. - niestety wielokrotnie przebudowywany

Stara Morava, w której się zatrzymaliśmy

Grand Hotel Praha

Grand Hotel Praha

Grand Hotel Praha

Hotel Łomnica

Po drugiej stronie, oprócz wspomnianego Hotelu Łomnica, znajduje się kilka restauracji i sklepów sportowych, stacja Tatrzańskich Kolei Elektrycznych (tzw. elektriczki kursującej wzdłuż Wysokich Tatr), dom towarowy ze sklepem spożywczym i restauracją i nieco dalej kolejny park, a za nim poczta. Miasteczko ma dużo terenów zielonych, chociaż o tej porze roku właściwszym byłoby określnie "białych". Póki co nikomu na szczęście nie przyszło do głowy, by w ich miejscu budować nowe hotele i mam nadzieję, że tak zostanie.




Mozaika na fasadzie domu towarowego (druga znajduje się wewnątrz) - niestety nie udało mi się ustalić, w jakich latach wzniesiono budynek





W Tatrzańskiej Łomnicy siedzibę mają dwa muzea - Muzeum Sportów Zimowych (Ski Museum), obok którego znajduje się kameralna kawiarnia oraz Muzeum Tatrzańskiego Parku Narodowego z ekspozycją poświęconą przyrodzie, etnografii i rozwojowi turystyki w regionie. Szalenie podobał mi się fajansowy serwis kawowy z XIX w. ozdobiony widokami tatrzańskich kurortów.





Są także dwa kościoły - rzymsko-katolicki i ewangelicko-augsburski. Kościół ewangelicki z 1902 r. o bajkowej architekturze przywodzi na myśl alpejskie kurorty. Katolicki kościół Wniebozięcia Najświęstszej Marii Panny również ma bardzo ciekawą, choć powojenną bryłę.

Rzymsko-katolicki kościół Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny

Kościół ewangelicki

Myślę, że w przyszłym roku wrócimy do Tatrzańskiej Łomnicy, bo tak jak miasteczko reklamuje się na bilboardach w Polsce - faktycznie jest to namiastka Alp w naszym regionie.

(foto: iza & pwz)

poniedziałek, 2 lutego 2015

U stóp Łomnicy

Któregoś dnia, jadąc do pracy, z okna autobusu zobaczyłam bilboard reklamujący słowacką Tatrzańską Łomnicę hasłem: "Alpejski weekend? Najbliżej w Tatrach!". Na Alpy pewnie jeszcze długo nie będzie nas stać (choć marzy mi się Salzburg w zimowej szacie), więc pomyślałam, że skoro można poczuć alpejski klimat rzut beretem od polskiej granicy, to czemu by się tam nie wybrać?
Tatrzańska Łomnica przywitała nas mgłą, stalowymi chmurami i gęstymi płatkami śniegu sypiącymi się z nieba. Gdy pierwszego dnia stanęłam na stoku, zaczęłam się zastanawiać, czy tu w ogóle są jakieś góry! Wokół nic, tylko biel. 


I tak przez cztery kolejne dni. Momentami tylko pojawiał się zarys stacji kolei linowej Skalnaté Pleso (Łomnicki Staw) i obserwatorium astronomicznego.



Piątego dnia zaniemówiłam z wrażenia. Całą okolicę zdominował majestatycznie górujący nad miasteczkiem szczyt Łomnicy (Lomnický štít) - drugi co do wysokości (2634 m n.p.m.) w Tatrach. Tak, faktycznie można pomyśleć, że jest się w Alpach!




Łomnica przyciąga i zimą, i latem. Na szczyt najszybciej można się dostać z Tatrzańskiej Łomnicy kolejką linową, która do użytku została oddana w latach 1937-1940, a więc niewiele później niż kolej linowa na Kasprowy Wierch. Podróż odbywa się w trzech etapach. Najpierw czteroosobowy wagonik zabiera turystów do stacji Štart (Start), by tam przesiąść się w większy i nowoczesniejszy, który dociera na wysokość 1751 m n.p.m. do stacji Skalnaté Pleso (Łomnicki Staw). Tam naprawdę jest górskie jezioro! A także obserwatorium astronomiczne wzniesione w latach 1940-1943 i hotel górski. A jak nie ma mgły, to rozpościera się stamtąd przepiękny widok na Tatrzańską Łomnicę.







Stamtąd na szczyt Łomnicy wyruszają charakterystyczne czerwone wagoniki, które są wizytówką całych Wysokich Tatr. Na samą Łomnicę nie ma pieszego szlaku, więc to jedyny sposób, by się tam dostać. Skoro na szczyt nie można wejść na nogach, to jak udało się zbudować tam stację kolejki??? Z uwagi na małą przepustowość tego fragmentu kolei, limitowana jest liczba osób, które każdego dnia mogą wjechać na samą górę. Nie jest też tanio - w tą i z powrotem z Tatrzańskiej Łomnicy na samą Łomnicę to wydatek 44 euro od osoby.






Jeśli ktoś ma lęk wysokości lub 44 euro to dla niego zbyt dużo, może wejść/wjechać na Lomnické Sedlo, czyli Łomnicką Przełęcz (2190 m n.p.m.), skąd również roztaczają się obłędne widoki. Oczywiście, gdy nie ma mgły...







Niestety po dwóch słonecznych dniach, Łomnica znów schowała się w gęstej mgle i pojawiła się dopiero w dniu naszego wyjazdu - na pożegnanie ze Słowacją.


(foto: iza & pwz)