czwartek, 31 sierpnia 2023

Warszawa przyłapana... w sierpniu 2023

W czerwcu i lipcu większość czasu, szczególnie w weekendy, spędziłam poza Warszawą. Dopiero teraz zaczęłam nadrabiać kulturalne zaległości, szczególnie, że na obejrzenie niektórych ekspozycji to był dosłownie ostatni dzwonek.

Pierwszą z takich wystaw była trzecia edycja Urban Art Area - prezentacji twórczości artystów związanych z szeroko pojmowanym street artem organizowanej przez Leonarda Art Gallery. W tym roku po raz pierwszy scenerią dla działań artystów nie były zakamarki Centrum Praskiego Koneser, ale przestrzeń modernistycznej Trybuny II Toru Wyścigów Konnych na Służewcu, czyli miejsce bardzo ważne dla polskiej sztuki ulicznej. Mur otaczający tor był jedną z pierwszych aren działalności streetartowców w Warszawie. Zaczynała tam chyba większość klasyków gatunku. Teraz street art przeniósł się na drugą stronę. Na wystawie zgromadzono prace ok. 80 artystów. Każdy z nich bez niczyjej ingerencji zaprojektował swój fragment przestrzeni. Szczególnie podobały mi się realizacje Tankpetrola, Sepe, Tope i Gu-Tang Clan, ale też zabrakło dwóch ważnych dla mnie nazwisk: Bartka Stypki i Pauliny Domagalskiej. Niestety ekspozycja była bardzo krótka. Trwała zaledwie trzy tygodnie, między 23 lipca, a 15 sierpnia 2023 r. i udało mi się ją obejrzeć dopiero dwa dni przed zamknięciem.


















Dwie kolejne ekspozycje można jeszcze zwiedzać, ale tylko do 3 września 2023 r. Mowa o wystawach "Zgruzowstanie Warszawy 1945–1949" w Muzeum Warszawy i "Kolor życia. Frida Kahlo" w Podchorążówce w Łazienkach.

"Zgruzowstanie Warszawy 1945–1949" to już kolejna ekspozycja w ciągu kilku ostatnich lat poświęcona odbudowie Warszawy. Tematyka jest mi bardzo bliska, a tym razem problem został pokazany od strony nieco bardziej technicznej niż zazwyczaj, bo poprzez budulce użyte w czasie odbudowy. Całość zajmuje siedem sal i jest bardzo spójna, bowiem zaczyna się od strat, jakie architektura stolicy poniosła w czasie II wojny światowej, przez porządkowanie zgliszcz (odgruzowywanie i wyburzenia), po odbudowę. Są zatem i cegły z rozbiórki nie tylko warszawskich budynków, ale i przywożone z innych miast Polski (w imię hasła "Cały naród buduje swoją stolicę" - temat dziś budzący sporo kontrowersji). Jest wreszcie gruzobeton - materiał charakterystyczny dla tego okresu, wytwór przemiału gruzów. Na mapach zaznaczono najważniejsze obiekty, które zostały z niego wykonane. Przy okazji można również zobaczyć skarby, jakie w czasie odbudowy znaleziono wśród ruin, m.in. fragmenty ozdobnych elementów elewacji, kafli i porcelany, nawet osiemnastowiecznej! Jednym ze współczesnych kontekstów jest rzeźba Moniki Sosnowskiej, artystki, która wykorzystuje w swoich pracach m.in. beton i zbrojone pręty. 











Prezentacja twórczości Fridy jest natomiast niewielka. Pokazano na niej zaledwie trzy obrazy artystki, zresztą nie bardzo charakterystyczne, do tego kilkanaście zdjęć oraz film z 1941 r. nakręcony przez przyjaciela malarki, Nickolasa Muray'a. Przed wejściem na ekspozycję zaaranżowano wnętrza La Casa Azul - Niebieskiego Domu, w którym Frida przyszła na świat, wychowała się, tworzyła i zmarła. Całość jest niezwykle kolorowa, jak tytuł wystawy. Ekspozycja może rozczarować, ale mimo wszystko uważam, że warto ją zobaczyć, bo dzieła tego formatu niezbyt często goszczą nad Wisłą. 












Przy okazji wizyty w Łazienkach warto zobaczyć również rzeźbę "Kariatyda z kamieniem" Auguste'a Rodina, która 17 czerwca 2023 r. stanęła na trawniku nieopodal Wodozbioru. Jej pełna nazwa to "Kariatyda uginająca się pod ciężarem kamienia" i jest większą wersją figury z najważniejszego, nieukończonego dzieła artysty - "Bramy piekieł", która miała składać się z 200 prac i ozdobić wejście do Muzeum Sztuk Dekoracyjnych w Paryżu. Rzeźbiarz rozpoczął pracę nad tym monumentalnym dziełem w 1881 r. "Kariatyda" zaś zostanie w Łazienkach do 19 listopada 2023 r.


Natomiast w Kordegardzie zagościła wystawa jednego dzieła, za to jakiego! "Panorama Somosierra" miała być trzecim, po "Panoramie Racławickiej" i "Przejściu armii Napoleona przez Berezynę" panoramicznym obrazem Wojciecha Kossaka, tym razem przy współautorstwie Michała Wywiórskiego. Niestety malarz wykonał jedynie olejny szkic w skali 1:10, na więcej nie pozwoliły władze carskie. I to właśnie ten szkic, dość pokaźnych rozmiarów, pochodzący z kolekcji Muzeum Narodowego Ziemi Przemyskiej w Przemyślu jeszcze do 10 września 2023 r. można podziwiać w Kordegardzie. No robi wrażenie!



Podobnie jak w ubiegłym roku, i w tym, w okresie letnim w Ogrodach Zamku Królewskiego można zobaczyć rzeźby ze zbiorów Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku. Wystawa nosi tytuł "Obecni. Prace z kolekcji Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku", a jej tematem jest rzeźbiarski portret. Wśród 12 prac wybitnych twórców, wśród których znaleźli się Barbara Zbrożyna, Irena Molin-Sowa, Jelena Jovanovic, Anna Paszkiewicz, Xawery Dunikowski, Alfons Karny, Jan Ślusarczyk, Adam Myjak, Bernard Ossowski i Stefan Wierzbicki, zaprezentowano podobizny ludzi kultury i sztuki oraz wizerunki postaci zrodzonych w wyobraźni artystów. Choć wszystkie prace powstały w XX w., są bardzo różnorodne i wykonane w odmiennych stylistykach - od ujęć realistycznych, po wręcz geometryczne i kubistyczne. Moim zdaniem ubiegłoroczna edycja była ciekawsza, nie tylko za sprawą wyboru rzeźb, ale i aranżacji wystawy, bowiem wówczas część prac ukryta była w gąszczu alejek wyznaczonych przez żywopłoty, co robiło kapitalne wrażenie. Tegoroczną ekspozycję można odwiedzić jeszcze do 30 września 2023 r.







Dawny wybieg dla niedźwiedzi brunatnych przy warszawskim ZOO jakiś czas temu zmienił kolor na złoty. To "Złota Wyspa" - nowy projekt Pawła Althamera. Po tym, jak w 2020 r. na wybieg, zlokalizowany poza ogrodzeniem Ogrodu Zoologicznego, przy Al. Solidarności, wtargnął młody mężczyzna, władze ZOO zdecydowały się zabrać stamtąd zwierzęta. Teren zaczął niszczeć. Teraz dostał nowe życie stając się miejscem spotkań międzypokoleniowych, performansów i aktywności, które mają pomóc mieszkańcom, otoczonym na co dzień pędem miasta, wyciszyć się i zajrzeć w głąb siebie. Być może wówczas to miejsce nieco ożywa, bo gdy stoi puste, jest nieco "od czapy". Mi jako pierwsze skojarzanie do głowy przychodzi... grób.



Przy okazji obchodów Roku Jerzego Nowosielskiego udało mi się wreszcie dotrzeć do Dominikanów na Służewie. W kościele pw. Św. Dominika w Warszawie znajduje się krzyż autorstwa Nowosielskiego wykonany metodą ikonopisania. Uwagi warte jest samo wnętrze świątyni wzniesionej w latach 1983-1994 według projektu Władysława Pieńkowskiego - niezwykle surowe w formie, z betonowymi żebrami i światłem wpadającym przez misterne ażurowe wypełnienia ścian. To jedno z najlepszych kościelnych wnętrz w stolicy, nie tylko za sprawą dzieła wybitnego malarza. 


W ostatnim okresie przez media przetoczyła się batalia o zachowanie przeznaczonego do likwidacji Muzeum Ziemi Polskiej Akademii Nauk. Do samej placówki mam stosunek zupełnie obojętny. Byłam tam tylko raz, w dodatku na wystawie czasowej, i było to najbardziej archaiczne i nieprzyjazne zwiedzającym muzeum, jakie odwiedziłam w ciągu minionych lat. Szczegóły tego, jak zostaliśmy potraktowani, opisałam już w poście pt. "Warszawa przyłapana... w maju 2021". Natomiast willa architekta Bohdana Pniewskiego będąca obecną siedzibą muzeum jest obiektem absolutnie unikatowym i dużą stratą byłoby, gdyby trafiła do instytucji, która nie udostępni jej dla zwiedzających.

A o zupełnie nowym muzeum, które otworzy się we wrześniu przeczytacie w rekomendacjach poniżej.

REKOMENDACJE NA WRZESIEŃ

Od 15 września 2023 r. w Kordegardzie będzie można obejrzeć rysunki Jana Matejki. Ekspozycja zatytułowana będzie "Jan Matejko. Przedobrazy" i będzie prezentować 43 rysunki i szkice zarówno do słynnych dzieł historycznych, m.in. do Rejtana, Hołdu Pruskiego, Kazania Skargi czy Unii Lubelskiej, jak i prace mniej znane, wśród nich szkice do obrazów zaginionych. Wystawa będzie dostępna przez miesiąc, do 15 października 2023 r.

25 sierpnia 2023 r. w Zachęcie rozpoczęła się ekspozycja pt. "Adolf Ryszka. Przestrzeń niesie cień". Ryszka był jednym z ciekawszych rzeźbiarzy XX w. Wypracował bardzo charakterystyczny styl rzeźb figuralnych. Dwa lata temu widziałam ciekawą monograficzną wystawę jego twórczości we wspomnianym już Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku. W Zachęcie pokazano i najbardziej znane realizacje artysty, i prace nieznane. Można je obejrzeć do 29 października 2023 r.

Inna wystawa rzeźby ruszy z kolei 9 września 2023 r. w Starej Oranżerii w Łazienkach Królewskich. W tym zabytkowym wnętrzu zagoszczą bardzo nowoczesne prace Marii Papy Rostkowskiej z marmuru. Ekspozycja nosi tytuł "Obietnica szczęścia. Maria Papa Rostkowska" i potrwa do 3 grudnia 2023 r. 

Jesień to również czas cyklicznych festiwali. 

22 września 2023 r. rozpocznie się piętnasta, jubileuszowa, edycja festiwalu Warszawa w budowie. Wystawa główna tym razem gościć będzie w Muzeum Woli i będzie nosić tytuł "Zimno już było", ponieważ w tym roku motywem przewodnim wydarzenia będzie ocieplenie klimatu. Dla mnie temat wybitnie na czasie, bowiem podczas moich lipcowych wakacji w Turcji hotelowy termometr w szczytowym momencie upałów pokazywał 51℃! Czasu na odwiedzenie jest bardzo dużo, bo aż do 24 marca 2024 r.

Z kolei w terminie 28 września - 1 października 2023 r. równolegle odbywać się będą tegoroczna odsłona Warsaw off ART i trzynasta edycja Warsaw Gallery Weekend. Pierwsze z wydarzeń wraca po rocznej przerwie do Elektrowni Powiśle i będzie mieć tytuł "Internet Wariors". W ramach drugiego z nich 37 galerii zaprezentuje prace polskich i zagranicznych artystów na łącznie 43 wystawach! Pełną ich listę znajdziecie na festiwalowej stronie internetowej, ja zaś będę celować szczególnie w następujące miejsca i ekspozycje, z których większość na szczęście potrwa nieco dłużej niż oficjalne ramy festiwalu:

- LE GUERN i wystawa prac Krzysztofa Franaszka pt. "Morfa" prezentująca instalacje świetlne, obiekty z asfaltu i rzeźby ceramiczne, którą będzie można zobaczyć najkrócej, bo tylko przez cztery festiwalowe dni, do 1 października 2023 r. 

- Propaganda z prezentacją nieoczywistych prac duetu Kijewski i Kocur noszącą tytuł "Everything Not Saved Will Be Lost" dostępną do 8 października 2023 r.

- Galeria LETO, która wspólnie z emi_art_warsaw zaprezentuje zbiorową wystawę pt. "La Mansarde d'Emilie" prezentującą do 14 października 2023 r. prace m.in. Aleksandry Waliszewskiej, Maurycego Gomulickiego i Xawerego Wolskiego

- Olszewski Gallery i wystawa "Chlust" prezentująca zdjęcia Stanisława Ignacego Witkiewicza do 10 listopada 2023 r.

- Galeria Piktogram z ekspozycją pt. "The Dream House World" Agaty Ingarden dostępną do 11 listopada 2023 r.

- siedziba Fundacji Galerii Foksal z wystawą "Jangare" Małgorzaty Mirgi-Tas, która potrwa do 18 listopada 2023 r. 

- Galeria Monopol i ekspozycja pt. "Słońce było pierwsze" prezentująca prace trzech artystów: Bartłomieja Hajduka, Tomasza Mroza i Teofila Ociepki do 25 listopada 2023 r.

I jeszcze obiecane nowe muzeum. 29 września 2023 r. dla zwiedzających otworzy swoje drzwi Muzeum Historii Polski zlokalizowane na terenie Cytadeli. Póki co w gmachu będą prezentowane wystawy czasowe. Pierwsza z nich nosi tytuł "Wielkie i małe historie. Tworzenie kolekcji Muzeum Historii Polski" i będzie prezentować kilkaset eksponatów z kolekcji placówki oraz opowiadać o ich pozyskiwaniu od darczyńców, jako znalezisk archeologicznych oraz odzyskanych strat wojennych. Ekspozycja stała ruszy dopiero za trzy lata.

Będzie się działo we wrześniu!

***

Warszawa przyłapana to cykl postów ukazujących się ostatniego dnia każdego miesiąca, opisujących to, co aktualnie dzieje się w stolicy i zapowiadających ciekawe wydarzenia kulturalne. Nie są to wpisy stricte podróżnicze, bowiem dość szybko się dezaktualizują. Jeśli jednak planujecie wizytę w Warszawie, to w najnowszym odcinku zawsze znajdziecie moje rekomendacje ciekawych wystaw w muzeach i imprez plenerowych. Cykl ma też charakter kronikarski i pozwala po jakimś czasie spojrzeć z pewnej perspektywy na zmiany, jakie wciąż zachodzą w tym niebanalnym mieście.

sobota, 5 sierpnia 2023

Wakacje z nastolatkami. All inclusive na Riwierze Tureckiej (Evrenseki, hotel Serra Garden - nie istnieje, obecnie Sentido Serra Resort)

Olsun, kapris yok. Bi' de bu yanaktan bam, bam, bam... W uszach wciąż brzmią mi jeszcze słowa tureckiego przeboju. To Edis i "Çok Çok", piosenka, przy której hotel Serra Garden w Evrenseki niedaleko Side na Riwierze Tureckiej budził się i zasypiał i w którym w lipcu spędziliśmy nasze pierwsze w życiu wakacje all inclusive.


Przez kilkanaście ostatnich lat wszystkie wyjazdy organizowaliśmy sobie we własnym zakresie. Z biurem podróży byłam dotąd tylko raz, 19 lat temu w Egipcie. Nie był to jednak typowy pobyt wypoczynkowy, bo wybrałam wówczas wycieczkę z rejsem po Nilu, obejmującą tydzień zwiedzania i tydzień plażowania, z opcją wyżywienia HB. Do dziś bardzo miło wspominam tamten czas i wciąż utrzymuję kontakt z kilkoma osobami, które tam poznałam.

Teraz jestem na takim etapie życia, że znów postanowiłam skorzystać z pośrednictwa biura podróży, które wszystko zorganizuje za mnie. Obiecałam też chłopakom, że wreszcie pojedziemy na typowo rekreacyjne wakacje, dlatego zdecydowałam się na wczasy all inclusive. Wybrałam Turcję, choć w przypadku takiej formy wypoczynku miejsce ma niewielkie znaczenie, bo i tak większość czasu spędza się nad hotelowym basenem lub na plaży. Więc czemu akurat Turcja? Ten kraj chodził mi już po głowie od dawna. Przejechaliśmy niemal całe Bałkany, w których tkance wciąż widać ślady ponad pięćsetletniego panowania Imperium Osmańskiego i chciałam wreszcie poznać również kraj sułtanów. I mimo że od początku nastawialiśmy się głównie na plażowanie i zabawy w basenie oraz aktywne wycieczki fakultatywne (rafting i jeep safari), to po cichu liczyłam, że coś uda nam się zwiedzić, bo jednak nie wyobrażam sobie pobytu zupełnie bez wychodzenia z hotelu.


Właściwie jedynym kryterium była dla mnie bliska odległość od Bodrum lub Side, bo chciałam zobaczyć oba te miasta. Jednak w zderzeniu z rzeczywistością okazało się, że drugim kryterium, a w praktyce pierwszym, będzie cena. Wczasy z biura podróży są drogie! Pewnie można znaleźć last minute w korzystnej ofercie w ostatniej chwili, ale jeśli w grę wchodzą szkolne wakacje, czyli wysoki sezon, dzieci w wieku wykluczającym zniżki oraz decyzja podjęta dwa miesiące przed wylotem, to niestety trzeba się liczyć z kosztami. W pierwszym ze znanych biur podróży kwota podana przeze mnie w odpowiedzi na pytanie o budżet wzbudziła tylko ironiczne uśmiechy i mimo, że gotowa byłam coś jeszcze dołożyć, to żadna z zaproponowanych ofert nie spełniła oczekiwań moich i chłopców. Wyszłam zniechęcona i tak zmęczona, że nie miałam już ochoty przeglądać więcej propozycji hoteli. Bez przekonania weszłam jeszcze do drugiego biura. Miła pani wybrała dla mnie trzy opcje. Jedna okazała się być tym, czego szukałam. Cena też była do zaakceptowania. Gdybym w tamtym momencie nie zarezerwowała tego wyjazdu, to myślę, że wcale byśmy nie pojechali, bo zwyczajnie nie chciałoby mi się już szukać.

Hotel Serra Garden (wyburzony w 2025 r.)

Co mnie urzekło w ofercie (poza ceną)? Niska zabudowa, dużo zieleni i... znośny metraż pokoju. Nie miałam wygórowanych wymagań, bo i nie miałam tego hotelu do czego porównać, bowiem w czasie samodzielnych podróży zatrzymywaliśmy się w rodzinnych pensjonatach lub małych hotelach, w których mieściło się co najwyżej kilkanaście pokoi.


Czterogwiazdkowy hotel Serra Garden został zbudowany w 1996 r., zaś w 2014 r. gruntownie odnowiony. Obejmuje 12 trzypiętrowych budynków, łącznie mieszczących 297 pokoi. Na terenie jest bardzo dużo zieleni, przy balkonach na parterach rosną kolorowo kwitnące krzewy, więc Garden w nazwie jest w pełni uzasadnione. Teren nie jest bardzo rozległy, dlatego cały kompleks wydaje się być dość kameralny. A mimo to jest samowystarczalnym miasteczkiem, w którym bez wychodzenia na zewnątrz można nawet zaopatrzyć się w biżuterię (działają dwa salony jubilerskie), zaś w "supermarkecie" obok baru w rozmaite akcesoria do opalania i wody, jak kremy z filtrem, sukienki plażowe, piłki, maski do nurkowania, materace, czy wodoodporna saszetka na telefon, która mi była potrzebna na rafting, walizki, a także pamiątki typu magnesy, tureckie wino oraz pocztówki. Tam również zostawia się kartki do wysłania, bo w całym Evrenseki nie ma ani jednej skrzynki pocztowej! Dochodzą, sprawdzone. 









Pokoje są skromnie urządzone, ale czyste i codziennie sprzątane. Nasz miał ok. 27 m2, łóżko podwójne oraz dostawkę, która w praktyce była dodatkowym łóżkiem pojedynczym. Nie zadeptaliśmy się, ale prawda jest taka, że z pokoju wychodziliśmy ok. 9:00-10:00, w ciagu dnia wpadaliśmy tylko na chwilę przebrać się i wracaliśmy dopiero na noc, ok. 23:00. Hotel nie dysponuje pokojami z widokiem na morze, ponieważ znajduje się w drugiej linii brzegowej. Nasz balkon wychodził na brodzik dla dzieci.


Do dyspozycji gości są cztery baseny: główny, zlokalizowany pomiędzy hotelową restauracją a barem, o głębokości 1,40 m, obok niego brodzik dla dzieci, bardziej w głębi kompleksu basen ze zjeżdżalniami (trzy niezbyt wymagające) o głębokości 1,10 m oraz drugi brodzik, z infrastrukturą dla maluszków (to właśnie ten widzieliśmy z okna). Przy każdym znajdują się leżaki i parasole, w praktyce jednak zajęte są od wczesnych godzin porannych. My zostawialiśmy ręczniki i ubrania na murku oddzielającym basen główny od baru, wchodziliśmy do wody, potem zaś po prostu się przebieraliśmy (przebieralnie i toalety mieszczą się po sąsiedzku) i szliśmy na posiłek lub do baru. 





Dzieci mogą skorzystać też ze sporego i dobrze wyposażonego placu zabaw. Na terenie hotelu znajdują się też korty tenisowe oraz stół do ping-ponga.



Posiłki są smaczne i dość urozmaicone. Śniadania (7:00-10:00), późne śniadania (10:00-11:00), obiady (12:30-14:30) oraz kolacje (19:00-21:00) podawane są w restauracji hotelowej. Dodatkowo w tym samym czasie, co obiad w hotelu, można też zjeść lunch w barze na plaży, skromniejszy, ale również pozwalający się najeść, natomiast w godz. 14:30-15:45 serwuje się przekąski przy hotelowym barze, a po nich przez godzinę kawę i ciastka. W porze wieczornej (23:00-23:30) dla głodomorów jest jeszcze tzw. zupa nocna i spaghetti.

Przez niemal cały dzień na specjalnych stanowiskach smażone są też placki gözleme.

Gastronomia hotelowa działa w postaci bufetów. Na śniadanie do wyboru jest duża ilość serów solankowych, wędliny typu mortadela, sałatki, owoce, jogurty z dodatkami, ciasta, dodatkowo na zewnątrz pani smaży omlety na kuchence gazowej. My najczęściej jedliśmy jedynie arbuza popijanego kawą, ale raz zdecydowałam się na omlet i był bardzo smaczny. Ciepłe dania obiadowe i na kolację podawane są w podgrzewaczach. Ja za taką formą nie przepadam, ale na szczęście codziennie od godz. 19:00 przy basenie jest też grill i za każdym razem przygotowywane jest na nim co innego: doner kebab, szisz kebab, kotleciki z indyka, skrzydełka z kurczaka i mój zdecydowany faworyt - jagnię pieczone w całości. Zupy nocnej i spaghetti natomiast nie polecam, są niesmaczne. Brakowało mi również większej ilości ryb i owoców morza w menu. Ryby występują w dwóch wariantach - w sosie z podgrzewaczy oraz smażona na wewnętrznym ruszcie i to nie do końca są smaki, jakich szukam w nadmorskich miejscowościach. Owoców morza natomiast praktycznie nie ma wcale, bo krewetek koktajlowych z bufetów śniadaniowych nie liczę.








W trakcie tygodniowego pobytu przysługuje jedna wizyta w restauracji Ottoman a la carte serwującej kuchnię turecką, ale nie skorzystaliśmy, bowiem przy ponad czterdziestostopniowych upałach i tak jedliśmy niewiele i wystarczał nam wieczorny grill.

Na szczególne słowa uznania zasługują kaowcy - kulturalno-oświatowi, w dzisiejszych czasach zwani animatorami (kto się urodził jeszcze w PRL-u, wie, o co chodzi). Gdy spędza się czas głównie na terenie hotelu i na plaży, naprawdę warto się oddać pod ich opiekę! Bez tego pobyt będzie jałowy, przebimbany na leżaku. Ekipę Serra Garden tworzy pięcioro Turków plus dwie lub trzy Słowaczki (Słowacy są jedną z najliczniejszych grup gości tego hotelu). Codziennie są tańce przy basenie, fitness w wodzie, water polo, zawody pływackie, siatkówka plażowa, wreszcie wieczorne animacje. Dzięki tym ludziom hotel żyje. Szczerze, gdy w niedzielę, w przeddzień naszego wyjazdu, mieli wolne, nie wiedzieliśmy, co ze sobą zrobić przez cały dzień.


Codziennie wieczorem, o godz. 21:30 na scenie przy barze odbywają się występy - balet, taniec nowoczesny, pokazy sztukmistrzów. Nie opuściliśmy żadnego.



Goście mogą korzystać ze strefy SPA. Niektóre zabiegi są w cenie pobytu, inne np. hammam, płatne.

Powyżej opisałam to, co wchodzi w czterogwiazdkowy standard tego hotelu. Jak już zaznaczyłam, to był mój pierwszy pobyt w tego typu obiekcie i nie umiem określić, jak warunki w Serra Garden mają się do innych tureckich 4*. Dla mnie i dwóch nastolatków były wystarczające, zresztą nie jesteśmy zbyt wymagający.

Po naszej wizycie hotel działał jeszcze przez jeden sezon. W 2025 r. został wyburzony. Oficjalnym powodem był zły stan techniczny przestarzałych budynków. W jego miejscu stanął nowy obiekt sieci Sentido oddany do użytku 15 lipca 2026 r.

Plaża

Hotelowa plaża oddalona jest od hotelu o ok. 200 m. Dojście asfaltową drogą, którą kursują również busy dowożące turystów z obiektów położonych dalej od morza. 


Plaża jest szeroka, piaszczysta, z łagodnym zejściem do wody. Do dyspozycji gości są leżaki i materace, umiejscowione pod zadaszeniami dającymi więcej cienia niż tradycyjne parasole. Na plaży znajduje się bar all inclusive, w którym o godz. 12:30 podawany jest również posiłek. W czasie jednej z naszych wizyt był to pyszny doner kebab. Niestety o miejsce przy stoliku jest wówczas bardzo ciężko!




Obok baru mieści się boisko do siatkówki plażowej, na którym rozgrywane są mecze pod czujnym okiem animatorów.

Wycieczki

Choć w założeniu miał to być wyjazd typowo wypoczynkowy, to i tak zawsze staramy się zobaczyć na miejscu coś interesującego, dlatego celowo wybraliśmy hotel położony kilka kilometrów od Side. Postawiliśmy również na nieco bardziej aktywny wypoczynek, czyli rafting połączony z przejażdżką jeepami.

Side

Do Side pojechaliśmy transportem publicznym - busem o nazwie dolmuş, bardzo podobnym do przewozów osób znanych chociażby z Zakopanego. Podróż trwa ok. 15 min., koszt przejazdu w jedną stronę to 1 euro od osoby. Taksówka na tym odcinku kosztuje 15 euro. Z Evrenseki można też dojść na piechotę nadmorską promenadą, ale przy ponad czterdziestostopniowym upale jest to zbyt męczące.

Side to urocze miasteczko o starożytnym rodowodzie, z ładną architekturą osmańską, kameralnym portem i niezliczoną ilością sklepików i restauracji. Opowiem Wam o nim w oddzielnym poście, bo zdecydowanie na to zasługuje, chociaż aura nas pokonała i zobaczyliśmy tylko najważniejsze miejsca.


Rafting plus jeep safari

Pierwotnie chcieliśmy jechać na dwie oddzielne wycieczki - rafting oraz przejażdżkę jeepami po górach. Nasze biuro podróży oferowało jednak program łączony, obejmujący jedno i drugie, dlatego zdecydowaliśmy się na zakup atrakcji od rezydenta. W Evrenseki są oczywiście lokalne biura podróży, w których pewnie ceny są niższe, ale w tym skwarze nie mieliśmy siły szukać.

Organizatorem wycieczki jest turecki partner biura (Poseidon Outdoor Sports), dlatego obsługa odbywa się w jęz. angielskim. Dojazd spod hotelu na miejsce zajmuje ok. godzinę. Pierwszą część stanowi jeep safari w niezadaszonych samochodach. Krętymi drogami (asfaltowymi, nie żadnymi bezdrożami) zawieziono nas na punkt widokowy na kanion Tazi na terenie Parku Narodowego Köprülü. Widok bardzo ładny, niestety rzeka w dole wyschnięta.








Po powrocie w dolinę czekał na nas obiad - bardzo smaczny szaszłyk drobiowy smażony na miejscu na grillu, z ryżem i surówkami. Po posiłku otrzymaliśmy kapoki, kaski i wiosła. Jeśli ktoś nie ma butów do wody, to za 3 euro może wypożyczyć na miejscu. 

Razem z pontonami pojechaliśmy w górę rzeki Köprülü. Spływ trwa ok. 2-2,5 godz. i jest rewelacyjną zabawą. Ten odcinek rzeki nie jest bardzo wymagający. Jest kilka spiętrzeń, na których ponton spektakularnie zanurza się w pianie, ale przez większą część czasu płynie się spokojnie, robiąc wyścigi pomiędzy załogami i chlapiąc się nawzajem wiosłami. 




W połowie spływu jest przystanek. Organizator dowozi na miejsce napoje (płatne), dla chętnych jest tyrolka rozpięta pomiędzy dwoma brzegami rzeki (10 euro za zjazd). Za wszystko płaci się już po dotarciu na przystań, bowiem cały dobytek zostawia się w busie, którym przyjechało się z hotelu.


To miała być przede wszystkim wycieczka dla chłopaków, ale ja również bawiłam się rewelacyjnie, zresztą zawsze chciałam wziąć udział w raftingu. Jest to też idealna opcja na upalne dni - woda w rzece ma ok. 10-14℃!  

Na koniec jeszcze kilka słów o tym, jak w naszym przypadku sprawdziła się formuła all inclusive. W mediach można znaleźć mnóstwo tekstów na temat gór jedzenia nakładanych na talerze, alkoholu lejącego się litrami i turystów nie opuszczających murów hotelu przez cały pobyt. Przyznam, że i ja nieco demonizowałam taki rodzaj wypoczynku, ale daleka jestem od wrzucania wszystkich do jednego worka. Na naszym turnusie byli i tacy, którzy jedli dużo, ale i tacy, którzy zadowalali się płatkami z mlekiem na śniadanie. Choć do barów często była kolejka, nie widziałam przez cały pobyt nikogo pijanego. Prawdą jest natomiast, że w trakcie takiego pobytu nie pozna się kraju, do którego się jedzie, nawet wykupując dodatkowe wycieczki fakultatywne. Wówczas lepiej zdecydować się na wycieczkę objazdową jak wspomniany już przeze mnie Egipt z rejsem po Nilu lub zorganizować wyjazd we własnym zakresie. Przy ośmiodniowym pobycie, odejmując dni przyjazdu i wyjazdu, do dyspozycji zostaje 6 dni. My jeden w całości spędziliśmy w górach, połowę drugiego zwiedzając Side. Cztery dni poświęciliśmy na plażowanie oraz rozrywkę w hotelowych basenach, ale z takim nastawieniem wsiadaliśmy do samolotu w Warszawie. Odpoczęłam jak nigdy, ale nie potrafiłabym jeździć jedynie na takie wakacje. Chłopaki chcą powtórki w przyszłym roku, jednak w miejsce, gdzie upał nie będzie aż tak dotkliwy (przez niemal cały nasz pobyt temperatury grubo przekraczały 40℃, hotelowy termometr w szczytowym momencie pokazywał 51!). Przed nami ósma klasa i batalia o przyjęcie do szkoły średniej, więc póki co planów nie robimy, ale po tym pobycie nie skreślamy też all inclusive jako formy spędzania wakacji.

(foto: iza, andy & jerz)