środa, 13 maja 2020

Las Bemowski. Natura i historia

Warszawa należy do tych nielicznych europejskich stolic, które mają lasy w swoich granicach. Uwierzycie, że w skład Lasów Miejskich Warszawy wchodzi aż 15 kompleksów leśnych? Podobnym wynikiem mogą poszczycić się chyba tylko Berlin i Sztokholm.



Jeśli tu zaglądacie, to pewnie wiecie, że natura nie jest moją mocną stroną i najlepiej czuję się wśród miejskiego zgiełku. A jednak wszystkie obostrzenia związane z koronawirusem sprawiły, że jakoś Warszawa cieszy mnie ostatnio nieco mniej. Brakuje mi muzeów, kawiarnianych i restauracyjnych ogródków, które o tej porze powinny już zalewać chodniki i place, lodów, czy nawet podłego kebaba jedzonego ukradkiem, tak żeby nikt nie widział. Mam nadzieję, że moje ukochane stołeczne restauracje, bistra i kawiarnie przetrwają ten trudny okres. Ciąży mi też kaganiec w postaci maseczki, choć mówią, że to dla naszego bezpieczeństwa.

Ale jest coś jeszcze, co łamie mi serce: zamknięte w domach dzieci, którym zaraza odebrała nie tylko szkołę, ale przede wszystkim możliwość spędzania czasu na podwórku z rówieśnikami, co jest właściwe dla ich wieku. Nie dość, że boiska i place zabaw są zamknięte (Warszawa boiska ma otworzyć jutro), to jeszcze na spacer mogą wychodzić tylko w towarzystwie dorosłych (moje mają 10 i 12 lat, więc jeszcze się na to łapią). Na blokowisku, gdzie mieszkamy, nie ma wielu alternatyw dla chłopaków w tym wieku, szczególnie pod opieką taty i mamy. Spacer? Obciach! Pozostaje komputer w przerwach w nauce. Wrrrr...



I tu z pomocą przyszła nam... szkoła! Jerzyk, aktualnie uczeń czwartej klasy podstawówki, pod koniec kwietnia miał na przyrodzie temat poświęcony ochronie przyrody. W ramach jednego z ćwiczeń miał wymienić przykłady parków narodowych (ostatnim miejscem, które odwiedziliśmy przed koronawirusem był m.in. Białowieski Park Narodowy) oraz rezerwatów przyrody. Wtedy przypomniałam sobie o dwóch rezerwatach położonych na terenie Lasu Bemowskiego. W ramach majówki postanowiliśmy więc zrobić sobie lekcję przyrody w plenerze i przy okazji pooddychać świeżym powietrzem bez maseczek, z dala od tłumów. To chyba lepsze niż osiedlowy spacerniak dookoła bloku, prawda? Tydzień później pojechaliśmy jeszcze raz...



Leń marcowy

Las Bemowski, a właściwie Uroczysko Bemowo, położony jest częściowo w granicach Warszawy, a częściowo gminy Stare Babice, jednak całym kompleksem zarządza Miasto Stołeczne Warszawa. To pozostałość Puszczy Mazowieckiej, którą dawniej władali książęta mazowieccy, potem królowie Polski i przez którą na przestrzeni dziejów przetaczały się rozmaite batalie wojskowe, już w okresie potopu szwedzkiego i potem, w czasie powstania kościuszkowskiego oraz obu wojen światowych. Poza walorami przyrodniczymi można tu więc znaleźć także pamiątki historyczne, z których chyba najbardziej znanymi są Fort Radiowo, zwany wcześniej Fortem Babice, czyli Fort IIA wzniesiony za rządów carskich w latach 1883-1886, jedyny ukończony z planowanych czterech, które miały wchodzić w skład zewnętrznej linii fortyfikacji Twierdzy Warszawa tworząc przedpole głównego pierścienia obrony oraz Radiostacja Babice, o której więcej będzie w dalszej części tekstu.









Niestety rozrastająca się metropolia próbuje te tereny wchłonąć. W ubiegłym roku głośno było o pomyśle zbudowania osiedla w sąsiedztwie jednego z położonych w obrębie lasu rezerwatów, Łosiowych Błot, co dziwi o tyle, że to przecież teren podmokły! Na szczęście radni gminy Stare Babice, na terenie której leży sporna działka nie wyrazili zgody na zmianę planu zagospodarowania przestrzennego, który przewidywał jej zalesienie. Stanowisko podzielił regionalny dyrektor ochrony środowiska, ustanawiając plan ochrony rezerwatu Łosiowe Błota wraz z jego otuliną, gdzie położony jest ten grunt. Wykluczono jakiekolwiek inwestycje zaburzające dziki charakter rezerwatu, nakazano zalesienie z możliwością pełnienia co najwyżej funkcji rekreacyjno-przyrodniczych.



Bo las to przecież dobro wszystkich mieszkańców, co doskonale widać szczególnie teraz, w dobie epidemii, kiedy jest jednym z niewielu miejsc, dokąd możemy bezkarnie uciec z miasta. Gdy dalsze podróżowanie jest nieco utrudnione, szczególnie docenia się to, co ma się na wyciągnięcie ręki, w granicach własnego miasta, w dystansie od kilku do kilkudziesięciu minut jazdy samochodem lub komunikacją miejską. I muszę przyznać, że o ile centrum Warszawy znam bardzo dobrze, to już tereny zielone, nie licząc parków, są mi kompletnie nieznane. Dopiero w zeszłym roku, dzięki szkolnym zajęciom Andrzeja w ramach Akademii Nadwiślańskiej zaczęłam odkrywać takie zakątki jak Kępa Zawadowska w Wilanowie, teraz zaś przyszła pora na lasy. Las Bemowski znałam dotąd jedynie z rekreacyjnej polany z wiatami i miejscem na ognisko. Teraz, w czasie dwóch wizyt zrobiliśmy dwie około pięciokilometrowe pętle. Za pierwszym razem skupiliśmy się na rezerwatach Łosiowe Błota i Kalinowa Łąka, znajdujących się już poza obrębem Warszawy, ale jak cały las wchodzących w skład Lasów Miejskich Warszawy, więc często uznawanych za stołeczne rezerwaty. Za drugim razem naszym celem była Radiostacja Babice. Oba niespieszne spacery, z przystankami na wodę i kabanosy oraz zdjęcia każdej roślinki, owada i zaskrońca zajęły nam po ok. 2 godz. I wiecie co? W weekend jedziemy znowu, bo nie przedeptaliśmy jeszcze wszystkich ścieżek, a las za każdym razem, przy różnej pogodzie, wygląda inaczej.




Rezerwat Łosiowe Błota


Rezerwat w tym miejscu został utworzony w 1980 r. Zajmuje powierzchnię 31,21 ha. Jest podzielony na dwie części, pomiędzy którymi kiedyś znajdowała się wojskowa stacja radarowa wzniesiona po II wojnie światowej. To właśnie na tej działce stanąć miało osiedle, podczas gdy rezerwat powstał, by chronić charakterystyczne niegdyś dla Kotliny Warszawskiej torfowiska niskie wraz ze stanowiskami rzadkich i chronionych roślin. Można o nich przeczytać na tablicach przy wejściu na nowoczesną drewnianą kładkę, która w 2018 r. zastąpiła starą, rozebraną w połowie lat dziewięćdziesiątych. Nowa ma 57 m długości i 2,5 m szerokości. Pozwala bez uszczerbku dla natury wejść w głąb torfowisk.





Jak informuje tablica, w krajobrazie rezerwatu, o tej porze roku zazwyczaj zapełniającego się wodą, niestety ze względu na suszę, teraz kompletnie pozbawionego wilgoci, dominują turzycowiska bagienne. Kępy turzyc (to te kępy zarośli przypominających trawę) osiągają tu wysokość nawet do metra. Można tu spotkać także rzadkie i chronione rośliny jak storczyk plamisty, goździk pyszny, mieczyk dachówkowaty i goryczka wąskolistna. Torfowiska tworzą układ mozaikowy, naprzemiennie z podmokłymi łąkami trzęślicowymi (podobnymi do tych, które zobaczyć można na terenie Kampinoskiego Parku Narodowego), gdzie rosną trzęślica modra, olszewik klimkolistny, czy byliny ziołoroślowe. Nam udało się dostrzec jedynie kaczeńce wznoszące łodygi z pięknymi żółtymi kwiatami wysoko ponad grunt, co sprawiało dość przygnębiające wrażenie. Nie widać było nawet charakterystycznych jeziorek torfowych, torfianek, które przyciągają tu liczne zwierzęta, na czele z łosiami z Puszczy Kampinoskiej, od których zresztą rezerwat wziął swoją nazwę.


Kaczeńce

Rezerwat Kalinowa Łąka


Rezerwat został ustanowiony w 1989 r. Zajmuje niewielką powierzchnię, bo tylko 3,47 ha. Ochroną objęta jest śródleśna podmokła łąka ze stanowiskiem pełnika europejskiego oraz wielu innych rzadkich i chronionych gatunków roślin. Poziom wody na łące zależy od poziomu wód gruntowych, bowiem cały teren położony jest w bezodpływowym zagłębieniu. Rezerwat jest ogrodzony. Ma służyć przede wszystkim zamieszkującym las roślinom i zwierzętom (co roku zimuje tu grupa czapli siwych).





Cała okolica bogata jest w interesujące przykłady roślinności, może niekoniecznie gatunków chronionych, ale wiosną tworzących mozaiki przeplatających się żółci, fioletów i bieli. Spotkaliśmy mnóstwo dość popularnych kwiatów leśnych, które znałam z wielu wizyt w lasach, ale nigdy nawet nie zastanawiałam się nad ich nazwami. Część udało mi się znaleźć w Internecie, część pomogła mi oznaczyć moja koleżanka Magda, która zajmuje się fotografią przyrodniczą. Zajrzyjcie na jej profil @motylechwile na Instagramie i zobaczcie, jakie piękne zdjęcia natury robi i jaką ma przy okazji wiedzę na temat otaczającego nas świata, tego najbliżej nas, który mamy tuż pod nosem, często nawet nie zdając sobie z tego sprawy!

Szczodrzeniec (ruski lub rozesłany)

Wilczomlecz sosnka

Barwinek mniejszy

Dąbrówka rozłogowa

Bluszczyk kurdybanek

Poziewnik miękkowłosy

Konwalia majowa

Rogownica polna

Zawilec gajowy

Radiostacja Babice 


Transatlantycka Radiotelegraficzna Centrala Nadawcza, potocznie zwana Radiostacją Babice, powstała w latach dwudziestych XX w. Była najsilniejszą stacją nadawczą wzniesioną w tym okresie na świecie i jednym z największych osiągnięć technologicznych odradzającej się Polski, z którego do naszych czasów dotrwały jedynie gruzy. Dla odmiany, najmłodsza z tego typu radiostacji, zbudowana w 1924 r. w Grimeton w Szwecji, dziś wpisana jest na listę światowego dziedzictwa UNESCO i wciąż służy marynarce wojennej tego kraju.




Pomysł na budowę kompleksu radiostacji umożliwiających wymianę informacji zarówno w granicach kraju, jak i z zagranicą, i tą najbliższą, i z obydwoma Amerykami, zwłaszcza ze Stanami Zjednoczonymi, gdzie zamieszkiwała duża Polonia, narodził się w Ministerstwie Poczt i Telegrafów już w 1920 r. Zbiegło się to w czasie z budową przez firmę Radio Corporation of America na wyspie Long Island w stanie Nowy Jork potężnej centrali radiotelegraficznej o dużym zasięgu. Polska kupiła od Amerykanów licencję na wykorzystanie technologii. Roboty budowlane, konstrukcyjne i adaptacyjne miały wykonać firmy polskie, Radio Corporation of America miała zaś dostarczyć wyposażanie stacji nadawczej i odbiorczej (zlokalizowanej w Grodzisku Maz.) oraz centralnego biura operacyjnego, w tym montażu i kablowego połączenia elementów składających się na Transatlantycką Centralę Radiotelegraficzną oraz jej uruchomienia. 

Na lokalizację przedsięwzięcia wybrano grunty należące do Skarbu Państwa, położone pomiędzy wsiami Wawrzyszew oraz Babice. Był to obszar dawnego poligonu artyleryjsko-saperskiego wykorzystujący część wspomnianego już fortu IIA. Teren był bardzo podmokły, co pozwalało osiągnąć optymalne warunki przewodzące (nadawcze). Do tego dochodziła niewielka odległość od ówczesnego centrum Warszawy oraz brak zakładów przemysłowych w okolicy mogących zakłócać nadawanie. Naturalnie, w tamtym okresie nie było tu żadnego lasu!



Centrala miała się składać z 10 wież antenowych wykonanych z wyskokojakościowej stali, każda o wysokości 126,5 m (dla porównania Pałac Kultury i Nauki ma 237 m, taras widokowy na trzydziestym piętrze znajduje się na wysokości 114 m)! Do dziś zachowały się niektóre fundamenty stóp tych konstrukcji, które pokazują ich ogrom. Zdjęcia tego nie oddadzą, to trzeba zobaczyć na własne oczy! I pomyśleć, że osiągnęło to państwo, którego przez 123 lata nie było na mapach.



Centrala nadawcza ruszyła 1 października 1923 r., zaś oficjalne uroczystości, z udziałem ówczesnego prezydenta Polski Stanisława Wojciechowskiego, odbyły się 17 listopada tego samego roku. Głowa państwa wysłała tego dnia radiotelegram do prezydenta USA Calvina Coolige'a. Odpowiedź z podziękowaniem przesłana została zza oceanu również drogą radiotelegraficzną.

W 1936 r. zmieniono nazwę Transatlantyckiej Radiotelegraficznej Centrali Nadawczej w Babicach na Urząd Radiotelegraficzny Boernerowo, który funkcjonował do 8 września 1939 r., kiedy dostał się w ręce Niemców i pozostawał w nich przez okres całej II wojny światowej (używali radiostacji do łączności z U-Bootami na Atlantyku). 16 stycznia 1945 r. wycofujące się wojska okupanta wysadziły wszystkie budynki wchodzące w skład radiostacji. Dzieła zniszczenia dokonano po wojnie, gdy duże było zapotrzebowanie na materiały budowlane dla podnoszącej się z gruzów stolicy, szczególnie na metale. To, co dotrwało do naszych czasów jest dziś zabezpieczone i opatrzone stosowną tablicą informacyjną.







O miejscu zrobiło się głośno dzięki społecznikom i entuzjastom. Powstało Stowarzyszenie Park Kulturowy Transatlantycka Radiotelegraficzna Centrala Nadawcza, które skupia się na promocji, konserwacji, ekspozycji, ochronie i badaniach pozostałości po Radiostacji Babice, docelowo zaś na doprowadzeniu do utworzenia Parku Kulturowego oraz muzeum i centrum nauki. Trzymam kciuki, żeby się udało, bo warto takie miejsca upamiętniać i pokazywać. Często nie zdajemy sobie sprawy, jakie skarby kryją się w naszej najbliższej okolicy.

I jak, przekonałam Was do wizyty w Lesie Bemowskim?

Jak dojechać?


Najlepiej oczywiście samochodem. Przy skrzyżowaniu ul. Radiowej i ul. Leskiego można stanąć na poboczu. Tu, zaraz za zaporą, zaczyna się ścieżka przyrodnicza Śladami Łosia, która prowadzi prosto do rezerwatu Łosiowe Błota i dalej (cała ma ok. 5 km). W dalszej części ul. Leskiego również znajdują się miejsca parkingowe i stamtąd bliżej jest do Radiostacji Babice.

Można dojechać także autobusem do przystanku Fort Radiowo, na którym zatrzymuje się autobus linii 154 w dłuższym wariancie rozkładu jazdy B. W tygodniu to jeden-dwa kursy na godzinę, w soboty i niedziele tylko jeden na godzinę. Druga możliwość to linia 712 i przystanki Ekologiczna lub Klaudyn (oba znajdują się już w II strefie biletowej!), skąd blisko już do rezerwatu Kalinowa Łąka. 

Przy okazji polecam nowy projekt Zarządu Transportu Miejskiego o nazwie Zielona Mapa Warszawy. To 50 tzw. zielonych przystanków w stolicy, do których można dojechać komunikacją miejską. Oczywiście Las Bemowski również znalazł się na tej liście. Zajrzyjcie na stronę Zielonej Mapy Warszawy, by przekonać się, ile jeszcze jest możliwości ucieczki z miasta!

czwartek, 30 kwietnia 2020

Warszawa przyłapana... w kwietniu 2020

Drugi miesiąc codzienności w cieniu koronawirusa. Choć zaraza nie daje za wygraną, ludziom powoli zwraca się namiastkę normalności. Rząd nazywa to odmrażaniem gospodarki, która zatrzymana niemal z dnia na dzień już ledwo zipie. Doskonale widać to w centrum Warszawy, gdzie mnóstwo lokali stoi pustych (nie zamkniętych i czekających na ponowne otwarcie, tylko zupełnie pozbawionych jakiegokolwiek wyposażenia). Upadają firmy z wieloletnią tradycją jak chociażby Pracownia Rękawiczek przy Chmielnej, działająca nieprzerwanie od 120 lat! 

W pierwszym etapie znów otwarto lasy, parki i bulwary, pozwolono dzieciom powyżej 13 lat poruszać się bez opieki dorosłego oraz wpuszczono do sklepów i kościołów więcej ludzi na raz. Nadal musimy nosić na twarzach maseczki, są ograniczenia liczby pasażerów komunikacji miejskiej, ale na ulice powoli wraca życie, a inwestycje oddawane są mieszkańcom do użytku zgodnie z planem. Bez blasku fleszy otwarto trzy nowe stacje metra, od strony Woli. Nie są tak wystawne jak starsze przystanki II linii, ale ciekawie i nowocześnie zaaranżowane oraz pełne światła. Każda jest inna. Jedno, co je łączy to nazwy w formie neonów. Najbardziej podoba mi się Księcia Janusza, ale najładniejszy neon ma Młynów. No i na Płockiej jest obiecana replika kości słonia leśnego.



Za kolorami stacji stoi pewna symbolika. Utrzymana w złoto-rudej tonacji Płocka nawiązuje do przemysłowej spuścizny Woli (geometria wystroju i wzór neonu ma zaś przywodzić na myśl układy scalone i oporniki - to odniesienie do Zakładów Kasprzaka, które niegdyś działały w pobliżu), niebieski Młynów, ozdobiony motywami kół, to ukłon w stronę basenu na Moczydle, zaś Księcia Janusza w barwach zieleni i z wzorami trójkątów to odniesienie do zlokalizowanych w tej okolicy parków, przede wszystkim na Moczydle i Parku Szymańskiego, ale też historycznych Ogrodów Ulricha, w których miejscu obecnie stoi centrum handlowe Wola Park. I tylko pasażerów póki co niewielu.














Na nową pandemiczną rzeczywistość dość szybko zareagował street art. Najpierw przez cały miesiąc na Tamce można było podziwiać obraz, który powstał jako podziękowanie dla pracowników służby zdrowia za ich poświęcenie, wielogodzinne dyżury i narażanie własnego zdrowia. To pomysł serwisu naTemat.pl i Good Looking Studio. 



Potem ekipa z Good Looking Studio stworzyła jeszcze pięć murali z mającymi podnieść na duchu mieszkańców hasłami w czterech lokalizacjach: na tzw. patelni przy metrze Centrum, na Waryńskiego przy metrze Politechnika, przy Rondzie ONZ i na ścianie Domu Towarowego Braci Jabłkowskich przy Brackiej.







W wielu miejscach pojawił się też spontaniczny, chodnikowy street art dodający otuchy przechodniom. 



Ale wirus odwrócił też uwagę od innych ważnych spraw. Po cichu dokonano rozbiórki oficyny na tyłach kamienicy Abrama Włodawera przy Łuckiej, co może mieć niebagatelny wpływ na stan samej kamienicy, która wpisana jest do rejestru zabytków. Dziewiętnastowieczna staruszka przeszkadza, bo na działkach dookoła jak grzyby po deszczu wyrastają nowoczesne wieżowce. Szklana Warszawa wypiera tę przedwojenną. Jestem tylko ciekawa, czy współczesna architektura przetrwa tyle lat, co czynszówka z czerwonej cegły. 

Koronawirus nieco pokrzyżował nasze podróżnicze plany. W kwietniu miałam ruszyć z chłopcami na naszą drugą, po Gdyni, wyprawę tylko we troje korzystając z wolnych dni przy okazji egzaminów ósmych klas. Tym razem do Wrocławia. W planach mieliśmy m.in. Afrykanarium, Hydropolis i oczywiście znalezienie jak największej liczby krasnali. Z tego ostatniego nie musieliśmy zrezygnować całkiem, bowiem jednego z wrocławskich krasnali, Podróżnika, od 2017 r., dzięki inicjatywie Biura Promocji Miasta i Turystyki we Wrocławiu, można spotkać na bulwarach nad Wisłą (Bulwar im. Jana Karskiego, vis a vis przejścia podziemnego na wysokości ul. Boleść), po których na szczęście znów można spacerować przy zachowaniu zasad bezpieczeństwa.




I choć pozornie życie powoli zaczyna wracać na normalne tory, to dopiero teraz zacznie być widoczne, ile szkód epidemia wyrządziła dookoła nas, ile sklepów, restauracji, punktów usługowych zniknie z mapy miasta. Bo to się już dzieje.  

WARSZAWA ZE SMAKIEM

Izolacja najbardziej dotyka miejsca, które bez ludzi nie są w stanie egzystować i którym ciężko przenieść działalność do Internetu. To przede wszystkim branża turystyczna i gastronomiczna. Ta druga próbuje przejść na sprzedaż na wynos, ale dla wielu ludzi w tych ponurych czasach nawet taka forma "stołowania się na mieście" jest zbytkiem luksusu. Ofiarą pandemii padła właśnie jedna z przyjemniejszych restauracji w Warszawie, z pięknym ogrodem i dobrą kuchnią, Biała - zjedz i wypij. Cudownie było siedzieć tam wieczorową porą, szczególnie gdy ogród zamieniał się w galerię sztuki, goszcząc m.in. neony Maurycego Gomulickiego. Oby podobnych wiadomości było jak najmniej!



REKOMENDACJE NA MAJ

Zwykle w maju po zimowej przerwie wraca żegluga wiślana, a z fontann znów zaczyna tryskać woda. W tym roku wszystko to musi poczekać, aż świat upora się z zarazą. Warszawskie Linie Turystyczne póki co zostają zawieszone, zarówno na wodzie, jak i kursowanie zabytkowych tramwajów i autobusów. Ma to związek nie tylko z wciąż obowiązującymi limitami pasażerów w komunikacji miejskiej, ale i z niskim stanem wody w Wiśle. Tegoroczny program pokazów w Multimedialnym Parku Fontann jest gotowy, jednak na razie, od 1 maja będzie go można oglądać w Internecie.



Od 4 maja, w ramach drugiego etapu znoszenia obostrzeń związanych z koronawirusem, zaczną działać wybrane muzea i galerie, jednak popularna majowa Noc Muzeów już wcześniej została przeniesiona na drugą połowę września. Zgodę na wznowienie działalności instytucji kultury musi wydać inspektor sanitarny. Czekam z niecierpliwością na informację, które muzea będzie można znów odwiedzić, bo sztuki najbardziej mi teraz brakuje.