niedziela, 29 listopada 2020

Kampinoski Park Narodowy. Kacapską Drogą z Granicy ku granicy

Pandemia sprawiła, że Polacy pokochali naturę. Relacje z miejsc nieodległych od Warszawy i przy okazji malowniczych, jak chociażby Bagno Całowanie, w ciągu ostatniego pół roku pojawiły się na wielu blogach podróżniczych, zaś koleżanka, która mieszka w sąsiedztwie Lasu Bemowskiego w weekendy ma problem z zaparkowaniem samochodu pod blokiem. I my ulegliśmy tej modzie. Bo choć bliższa jest nam turystyka miejska, to jednak zamknięte muzea i restauracje sprawiają, że miasta oferują teraz mniej atrakcji niż natura. Naszym odkryciem jest Kampinoski Park Narodowy. Choć i tu ludzi jest sporo, to jednak obszar jest ogromny, a szlaków do wyboru mnóstwo, więc tłoku nie ma i są takie odcinki, gdy przez kilka kilometrów nie spotyka się nikogo, mimo że wybieramy najpopularniejsze trasy. Na początku listopada szliśmy niebieskim Południowym Szlakiem Krawędziowym do Grodziska Zamczysko, tym razem postanowiliśmy żółtym szlakiem zwanym Kacapską Drogą dotrzeć do Kanału Łasica i położonej na jego drugim brzegu Rzepowej Góry, miejsca ważnego i z przyrodniczego, i z historycznego punktu widzenia. To trasa, którą w niewielkiej części przeszliśmy już w 2016 r. podczas zorganizowanego spaceru z przewodnikiem


Szlak swój początek ma przy cmentarzu wojennym w Granicy, miejscu spoczynku około 800 żołnierzy Armii "Poznań" i "Pomorze", uczestników bitwy nad Bzurą, którzy w dniach 16-18 września 1939 r. szukali schronienia w Puszczy Kampinoskiej w czasie odwrotu w kierunku Warszawy. Niestety zostali zaskoczeni przez Niemców i zdziesiątkowani w walkach w okolicach wsi Zamość, Górki i Cisowe. Cmentarz, kształtem przypominający orła z rozpostartymi skrzydłami, zaprojektował ppor. Tadeusz Świerczewski, pseudonim "Karol". Trzy lata później i on zostanie tu pochowany po śmierci z rąk Niemców w czasie próby ucieczki 28 października 1942 r. z pobliskiej leśniczówki w okolicy dzisiejszego Ośrodka Dydaktyczno-Muzealnego Kampinoskiego Parku Narodowego. Miejsce upamiętnia symboliczna mogiła. W 1971 r. na cmentarzu odsłonięto modernistyczny pomnik w hołdzie poległym w obronie ojczyzny w latach 1939-1945. Jego autorstwo nie jest ustalone. Pierwotnie przypisywane było Władysławowi Hasiorowi, ale prawdopodobnie twórcą jest Władysław Frycz, autor Żyraf vis à vis wolskiej cerkwi i przy ZOO.   




W 2016 r. odbiliśmy w lewo na zielony Południowy Szlak Leśny wiodący do Dębu Powstańców 1863 r., teraz naszym celem była tzw. Kacapska Droga. Muszę przyznać, że zaintrygowała mnie ta nazwa. Kacap to pogardliwe określenie Rosjanina, w czasach słusznie minionych stosowane nawet szerzej, do obywateli ZSRR bez względu na narodowość. Skąd się wzięło w środku Puszczy Kampinoskiej? Nie znalazłam jednoznacznej odpowiedzi w dostępnych źródłach, zapytałam więc w Kampinoskim Parku Narodowym, ale i tu stuprocentowej pewności nie mają. Wiążą nazwę z obecnością Rosjan w puszczy już od czasów zaborczych, czy to w charakterze pracowników osuszających bagna, czy też aparatu represji po Powstaniu Styczniowym. To właśnie w tej okolicy ukrywali się młodzi mężczyźni uciekający z Warszawy przed branką do carskiej armii w styczniu 1863 r., tu formowały się oddziały, m.in. pod wodzą mjr. Walerego Remiszewskiego, który potem starł się z wojskami zaborcy w bitwie pod Budą Zaborowską (pamiątką po tych wydarzeniach jest wspomniany Dąb Powstańców 1863 r. i Sosna Powstańców 1863 r. - drzewa, na których wieszano tych, którzy nie polegli w walce). Być może tą właśnie drogą przemieszczały się rosyjskie wojska ścigające aż do Górek i Starej Dąbrowy niedobitki oddziału Remiszewskiego. Nazw geograficznych odnoszących się do "Kacapów" jest na terenie Mazowsza i wschodniej Polski więcej, chociażby nie tak bardzo odległy Kanał Kacapski na terenie Nadbużańskiego Parku Krajobrazowego, ponoć kopany przez jeńców rosyjskich z czasów wojny polsko-bolszewickiej 1920 r., czy też dwa Rowy Kacapskie, dopływy Biebrzy i rzeki Bukowej wpadającej do Bugu.


Wróćmy jednak na Kacapską Drogę. To bardzo ciekawy i różnorodny szlak. Najpierw prowadzi przez starodrzew sosnowy, jakże inny od w dużej mierze lasu liściastego, którym wędrowaliśmy do Grodziska Zamczysko. Ciekawe, że w jednym momencie pomyślałam o tym i ja, i Jerzyk, który miał w głowie zakodowane, że jedziemy do tego samego lasu, co poprzednio i pomyślał chyba, że go oszukaliśmy, bo z wyrzutem powiedział, że "to wcale nie jest ten sam las!". Nie zgadzał mu się kolor. Tam - żółcie jesiennych liści, tu - zielone wciąż drzewa iglaste. I choć z każdym przebytym kilometrem tych liściastych było coraz więcej, to przez trzy tygodnie, jakie minęły od poprzedniej naszej wizyty w puszczy, zrobiło się już bardziej "listopadowo". Korony drzew były już praktycznie nagie, a mgła dodawała całej trasie nieco tajemniczości. Mimo to krajobraz fundował coraz to nowe powody do zachwytu, bo oto nagle znaleźliśmy się wśród cudownych bagien uchodzących za jedne z najpiękniejszych w zachodniej części Puszczy Kampinoskiej. 






Szlak dochodzi do Kanału Łasica, największego z kampinoskich kanałów, powstałego jeszcze w XIX w. w wyniku prac melioracyjnych na niewielkiej rzece o tej samej nazwie. Kanał w czasie II wojny światowej był granicą pomiędzy Generalną Gubernią a terenami wcielonymi do III Rzeszy. Znajdująca się na przeciwległym brzegu wydma o nazwie Rzepowa Góra, wówczas jeszcze niezalesiona, była punktem kontroli granicznej, z regularnymi rogatkami i strzegącymi ich strażnikami. W czasie kampanii wrześniowej toczyły się o nią zacięte walki. Jest warta uwagi również z tego względu, że kampinoskie wydmy zazwyczaj występują w pasach. Rzepowa Góra jest samotnym wzniesieniem otoczonym bagnami. Leży na skraju obszaru ochrony ścisłej o nazwie "Krzywa Góra".







To był cel naszej wędrówki. Tuż przy moście na Łasicy znajduje się zadaszona ławka, idealne miejsce na drugie śniadanie. Byliśmy zaopatrzeni w kanapki, banany, czekoladę i termos z gorącą herbatą z miodem, która na szlaku smakuje wyśmienicie i cudownie rozgrzewa w coraz chłodniejsze już jesienne dni. Miały być jeszcze pieczone pałki z kurczaka, ale niechcący zostały w domu w lodówce... Szybki rzut oka na mapę pozwolił nam podjąć decyzję o powrocie do Granicy inną drogą, przez osadę Zamość do zielonego Południowego Szlaku Leśnego z Granicy w stronę Roztoki. Za to właśnie lubię papierowe mapy pozwalające szerzej niż nawigacja, czy aplikacja w telefonie spojrzeć na eksplorowany teren.  


Nie jest to oznakowany szlak, tylko droga na mapie oznaczona jako "inna". Z Kacapskiej Drogi trzeba odbić w prawo tuż przed wspomnianą ławką przy moście. Ścieżka wije się malowniczo wśród dawnych pól, mija podmokłe łąki, by wreszcie dotrzeć do Zamościa, wioski jak z obrazka, ze szpalerem wierzb przy drodze i ładną, murowaną kapliczką. To dosłownie kilka zabudowań. Kiedyś w puszczy znajdowało się wiele takich osad, głównie zamieszkiwanych przez budników, chłopów zwolnionych z pańszczyzny w zamian za wyrąb drzewa. Po utworzeniu parku narodowego stopniowo je wysiedlano wykupując grunty i ponownie je zalesiając. Zamość należy do takich właśnie na wpół wyludnionych wiosek. Jej nazwa, w przeciwieństwie do Zamościa w woj. lubelskim, nie pochodzi od nazwiska Zamoyskich, ale pod położenia "za mostem" (dawniej funkcjonowały dwie odrębne nazwy: Zamość i Zamoście).







By wrócić do Granicy trzeba w Zamościu zejść z drogi gruntowej, która dalej prowadzi do Górek i za kapliczką pójść prosto i zaraz potem skręcić w prawo. Groblą pomiędzy podmokłymi łąkami dojdzie się do zielonego szlaku, tzw. Zamościńskiej Drogi (tu nazwa drogi nie nastręcza problemów - wiedzie do Zamościa), fragmentu wspomnianego Południowego Szlaku Leśnego. Na końcu grobli, gdzie ścieżka z odkrytej przestrzeni znów wchodzi między drzewa, znajduje się niecodzienna pamiątka historyczna - symboliczna mogiła, ale tym razem nie wojenna, a upamiętniająca miejsce zbrodni sprzed lat. W 1962 r. zginęła tu czternastoletnia Teresa Kubińska. Tabliczka głosi, że dziewczynka zamordowana została przez bandytę. Na chłopcach zrobiło to piorunujące wrażenie i idąc dalej co chwilę oglądali się za siebie. Już po powrocie do domu w Internecie znaleźliśmy informację, że za zabójstwo skazano ciotkę nastolatki, ona sama zaś pochowana jest w Kampinosie.



Zamościńska Droga była chyba najładniejszą częścią naszej całej trasy tego dnia. To taki las, jaki najbardziej lubię, sosnowy, gdzie z poszycia wyrastają strzeliste drzewa, bez żadnych krzaków w niższych partiach. Po niemal płaskiej Kacapskiej Drodze tu znów szlak pokonywał wydmy raz pnąc się do góry, raz stromo opadając w dół.






Przy jednej z nich, Nartowej Górze, pod leśną wiatą zrobiliśmy ostatni przystanek na herbatę i czekoladę. Tu zielony szlak łączy się z niebieskim Południowym Szlakiem Krawędziowym, którym można stąd dojść do nieistniejącej wsi Narty, od której wydma wzięła nazwę. Narty również były osadą budników, zaś w czasie II wojny światowej mieścił się tam niemiecki obóz pracy przymusowej, o którym więcej pisałam we wpisie poświęconym szlakowi do Grodziska Zamczysko, dokąd również można dotrzeć niebieskim szlakiem.




Stąd już tylko kawałek do Granicy. Zielony szlak przechodzi obok Ośrodka Dydaktyczno-Muzealnego Kampinoskiego Parku Narodowego i skansenu budownictwa puszczańskiego, niestety w czasie pandemii obu nieczynnych. Warto jednak podejść i chociaż przez płot zobaczyć trzy zagrody nazwane od nazwisk ostatnich właścicieli zagrodami Widymajera, Wiejckiej i Połcia (ostatnia, tzw. Chata Kampinoska, położona jest w pewnym oddaleniu od dwóch pozostałych, bliżej parkingu). 





Miłośnikom sztuki polecam także zajrzeć na teren Domu Pracy Twórczej przy samym parkingu w Granicy, który też jest teraz nieczynny, ale można wejść na podwórko i obejrzeć ceramiczne rzeźby, które stanowią niewielką ekspozycję plenerową.







Do tej eskapady byliśmy lepiej przygotowani niż poprzednio. Przede wszystkim założyliśmy po dwie pary skarpet, szczególnie, że Jerzyk miał nowe buty. Poprzednio nieco obtarliśmy sobie pięty. Wzięliśmy też więcej jedzenia i gorącą herbatę w termosie. I choć pokonaliśmy podobny dystans, dzięki piknikowym odpoczynkom pod wiatami byliśmy mniej zmęczeni. W planach mam już kilka następnych wycieczek po Puszczy Kampinoskiej. Jeśli pogoda będzie łaskawa, będziemy chodzić aż do wiosny, bo na ferie zimowe się w tym roku nie zanosi...

czwartek, 12 listopada 2020

Kampinoski Park Narodowy. Szlak z Kampinosu do Grodziska Zamczysko w jesiennej odsłonie

Podróżowanie znów staje się trudniejsze. Coraz więcej krajów wprowadza lockdowny, godziny policyjne i zamyka gastronomię. Także w Polsce od minionej soboty nieczynne są muzea, zaś hotele mogą przyjmować gości jedynie nocujących służbowo. Podobnie jak wiosną, zostały nam właściwie tylko jednodniowe wycieczki w pobliżu miejsca zamieszkania. Wtedy życie ratował nam Las Bemowski, teraz postanowiliśmy lepiej poznać Kampinoski Park Narodowy. Tak naprawdę na puszczańskim szlaku dotąd byliśmy tylko raz, na zorganizowanej wycieczce z przewodnikiem i przyznam szczerze, że nie bardzo wiedzieliśmy jak się za to zabrać indywidualnie. A przecież lata temu uprawialiśmy z Piotrem prawie wyłącznie turystykę pieszą i najpierw sami, potem z małym Andrzejem przeszliśmy niemal wszystkie górskie pasma w Polsce. Wtedy żadna zagranica, czy city breaki nie były nam potrzebne do szczęścia. Wystarczył plecak na plecach, ciepły śpiwór i im więcej poziomic na mapie, tym lepiej! Pewnie gdyby nie dzieci, dalej chodzilibyśmy po górach, może jedynie przestalibyśmy ograniczać się wyłącznie do Polski, bo moim marzeniem były kiedyś rumuńskie Karpaty i góry Bułgarii, Piryn i Riła.

Pomysł na pieszą turystykę po terenach nizinnych dojrzewał w nas bardzo powoli. Właściwie zaczęliśmy ją odkrywać dopiero w zeszłym roku, gdy Andrzej zaczął chodzić na rajdy w ramach Akademii Nadwiślańskiej, a ja raz przyłączyłam się do takiej szkolnej wycieczki. Wreszcie pandemia sprawiła, że zaczęliśmy bardziej doceniać naturę, a wiosenne spacery po Lesie Bemowskim zachęciły nas do drugiego podejścia do kampinoskich szlaków.


Tym razem zdecydowaliśmy się na szlak do Grodziska Zamczysko. Dlaczego akurat ten? To miejsce owiane jest tajemnicą, w dodatku ze skarbem w tle, a takie historie rozpalają dziecięcą wyobraźnię nawet wówczas, gdy najmłodszych coraz trudniej czymś zainteresować. 

Na miejsce prowadzi kilka szlaków. My wybraliśmy Południowy Szlak Krawędziowy z Kampinosu (niebieskie znaki) praktycznie pokrywający się z Kampinoskim Szlakiem Rowerowym (znaki zielone). Na początku jednak wyznaczona trasa cofa się do Granicy, więc żeby skrócić sobie wędrówkę o kilka kilometrów postanowiliśmy zostawić samochód na styku Kampinosu i wsi Józefów, tuż przed mostem na Kanale Olszowieckim (do końca listopada jest w trakcie remontu i możliwa jest tylko piesza przeprawa), czyli jeszcze poza obrębem parku i tzw. Górczyńską Drogą łączącą Kampinos z miejscowością Górki dojść do miejsca, gdzie szlak biegnie skrajem obszaru ochrony ścisłej "Nart". Pamiętajcie, że na terenie Kampinoskiego Parku Narodowego można parkować tylko w wyznaczonych miejscach! 


To zresztą była doskonała decyzja, bo spacer był bardziej urozmaicony i niezwykle malowniczy. Droga, choć asfaltowa, meandruje tu zgodnie z naturalną rzeźbą terenu, raz wznosząc się, raz opadając. Krajobraz zaś ma w sobie wszystko to, co w Puszczy Kampinoskiej najcenniejsze: przykłady drewnianej zabudowy puszczańskiej otoczone polami z rosnącymi na miedzach wierzbami tak charakterystycznymi dla Mazowsza, bagienne torfianki, czy wydmy pokryte sosnowym lasem. Dobrze przeczytaliście: wydmy. Bo choć może się wydawać, że ta część Polski jest płaska jak deska, to jednak na Mazowszu są też wydmy, a kampinoskie szlaki potrafią nieźle wspinać się pod górkę! Za tutejsze ukształtowanie terenu odpowiedzialny jest ostatni lądolód. Topniejące wody lodowca spływające do morza pradoliną Wisły, wyznaczające kolejne koryta rzeki, zostawiły po sobie odsłonięte łachy piasku i wyspy, którym wiatr nadał formę dzisiejszych wydm. Niektóre koryta zostały odcięte od nurtu. Tereny te powoli wysychały dając początek współczesnym bagnom. Z czasem wyrósł tu las, ale obecnie puszczańskie wydmy są najlepiej zachowanymi wydmami śródlądowymi w Europie, zaś Kampinoski Park Narodowy w 2000 r. został uznany za rezerwat biosfery UNESCO.










Jednak Puszcza Kampinoska to nie tylko przyroda. Drzewa były tu świadkami wielu, często tragicznych wydarzeń, a ziemia pogrzebała ich ofiary. Jedno z takich miejsc znalazło się i na naszym szlaku. W nieistniejącej wsi Narty (obecnie na terenie Józefowa) w czasie II wojny światowej mieścił się niemiecki obóz pracy przymusowej założony w lipcu 1940 r. Kierowano tu ludność żydowską z warszawskiego getta, której zadaniem były prace melioracyjne przy osuszaniu bagna Olszowieckie Błoto. Kanały odwadniające (dwie odnogi wspomnianego już Kanału Olszowieckiego) kopano bez względu na pogodę, w dużej wilgotności, przy głodowych racjach żywnościowych. Okoliczna ludność, za namową ks. Stanisława Cieślińskiego z Kampinosu, niosła im pomoc na miarę swoich możliwości, choć groziła za to śmierć. Niestety wielu więźniów nie przeżyło. Chowano ich tuż za terenem obozu, na wydmie, która z czasem zyskała miano Trupiego Pagórka lub Kadisznika (od słowa kadisz oznaczającego modlitwę za zmarłych w judaiźmie). Do dziś spoczywają tam co najmniej 53 osoby. Ich nazwiska nie są znane. Mogiłę zdobi kamień poświęcony ich pamięci. Obóz ostatecznie został zamknięty w maju 1941 r. z powodu niskiej wydajności wycieńczonych ludzi. Warto zboczyć na chwilę z trasy i zobaczyć to miejsce. 

Kilkaset metrów dalej szlak skręca w prawo z Górczyńskiej Drogi w las, prowadząc początkowo pomiędzy dwoma obszarami ochrony ścisłej: "Nart" i "Pożary".

Obszar ochrony ścisłej "Nart" to rezerwat położony na wale wydmowym. Ochroną objęto tu już w 1940 r. starodrzew sosny pospolitej, zwanej kampinoską - obecnie ponad dwustuletni (sosny w naturalnych warunkach żyją do 300 lat) i najstarszy na Mazowszu zwarty drzewostan. Sosna jest podstawowym drzewem w Puszczy Kampinoskiej. Jej zasięg to aż 66% powierzchni lasu! Jednak rezerwat słynie głównie za sprawą rosnących na jego skraju dwóch grabów, z których jeden ma aż 377 m obwodu i znajduje się w czołówce najokazalszych drzew tego gatunku w Polsce. Po sąsiedzku można zobaczyć też dęby szypułkowe mające na karku bagatela po 250 lat oraz najpiękniejszą sosnę pospolitą w całym Kampinoskim Parku Narodowym, zwaną Sosną Królowej Bony. 



Vis a vis znajduje się obszar ochrony ścisłej "Pożary". Jego nazwa pochodzi od nie tak jeszcze dawnej metody pozyskiwania gruntów pod uprawy, czyli wypalania lasów. Bo zanim obszar Puszczy Kampinoskiej został objęty ochroną, był dość mocno eksploatowany przez ludzi. Drzewa wycinano na drewno, zaś bagna próbowano osuszać i przekształcać w grunty orne i pastwiska dla zwierząt gospodarskich. I takie przeznaczenie miały jeszcze kilkadziesiąt lat temu "Pożary". Dziś znów jest tu bagno, jedno z najdzikszych na terenie Kampinoskiego Parku Narodowego. Nie ma szlaku, który prowadziłby przez ten teren. "Pożary" można podziwiać tylko wędrując tym fragmentem Południowego Szlaku Krawędziowego.


Dalej jest już tylko las, który o każdej porze roku wygląda inaczej. Wczesną jesienią kwitną tu wrzosy, teraz już lekko zasuszone. Trafiliśmy na końcówkę najpiękniejszego fragmentu tej pory roku, która wciąż mieniła się jeszcze przepięknymi ciepłymi barwami, choć drzewa gubiły już liście, tworząc za to całe dywany ścielące złoto do stóp. Pnie porastały grzyby w rozmaitych kolorach. Jesienią las jest cichy. Nie słychać już śpiewu ptaków i brzęczenia owadów, jedynie szelest spadających liści i cienkich gałązek poruszanych wiatrem. Każdy trzask pękniętego drewna każe spoglądać za siebie: człowiek, czy zwierz. Częściej jednak człowiek, bo to dość popularny szlak.













Zamczysko to nic innego jak pozostałość niewielkiego wczesnośredniowiecznego grodziska z XIII w., najprawdopodobniej jednego z szeregu grodów tworzących linię obrony piastowskiego Mazowsza, choć niektóre źródła podają także, że mógł to być ośrodek myśliwski książąt mazowieckich. Za przeznaczeniem obronnym przemawiać może strategiczne położenie na skraju bagien sprawiające, że gród był trudny do zdobycia. Mógł chronić prowadzący przez Puszczę Kampinoską szlak lub służyć za schronienie dla miejscowej ludności przed nękającymi Mazowsze najazdami plemion pruskich i Litwinów. I to prawdopodobnie jeden z najazdów doprowadził do upadku osady w wyniku pożaru. Tu również znajduje się obszar ochrony ścisłej, dlatego na teren Zamczyska, które ma kształt niewielkiego pagórka otoczonego dwoma pasami wałów i fos (do dziś, gdy ma się szczęście, można zobaczyć w nich wodę) prowadzą schody i drewniane kładki. Mają zapobiec degradacji chronionej roślinności, która porasta zbocza grodziska, dlatego nie należy z nich schodzić. 








Przez lata wierzono, że w wieży, która znajdowała się na terenie osady (w czasie badań archeologicznych prowadzonych przy okazji budowy kładek odnaleziono m.in. średniowieczne cegły) królowa Bona ukryła liczne skarby przed wyjazdem do Włoch po śmierci męża, króla Zygmunta Starego. Według podań wieża zawaliła się pod ciężarem kosztowności, które utonęły w okolicznych bagnach. Szukano ich jeszcze po II wojnie światowej zanim w Puszczy Kampinoskiej utworzono park narodowy. Archeologowie dowiedli jednak, że grodzisko uległo zniszczeniu zanim Bona zasiadła na polskim tronie. To ostatecznie położyło kres dewastacji tego terenu przez samozwańczych poszukiwaczy skarbów. Bo skarbem jest tu przede wszystkim przyroda.


W pobliżu Zamczyska Południowy Szlak Krawędziowy i Kampinoski Szlak Rowerowy przecinają się z Głównym Szlakiem Puszczy Kampinoskiej (znaki czerwone), można więc albo ruszyć dalej niebieskim do Leszna przez kolejny obszar ochrony ścisłej "Karpaty", albo czerwonym: w jedną stronę do Roztoki przez Posadę Łubiec, w drugą do wsi Górki. Minusem podróżowania samochodem jest to, że trzeba do niego wrócić, więc musieliśmy wybrać drogę, którą przyszliśmy. W sumie pokonaliśmy ok. 12 km. Ze wszystkimi przystankami i jedzeniem racuszków na ławce w Zamczysku zajęło nam to 3 godz. 30 min.

Niezmotoryzowanym polecam wyruszyć z Leszna, dokąd z Warszawy, z przystanku Metro Księcia Janusza, można dojechać autobusem linii 719 (II strefa biletowa, czas przejazdu ok. 45 min.).


Wszystko wskazuje na to, że póki co w turystyce nic nie zmieni się na lepsze, więc pewnie z Kampinoskim Parkiem Narodowym zaprzyjaźnimy się na jakiś czas. Już zaopatrzyłam się w mapę szlaków i w przewodnik autorstwa Lechosława Herza, którego blog Mazowsze z sercem jest jednym z moich internetowych odkryć tego roku. Spodziewajcie się zatem kolejnych relacji z puszczańskich szlaków!