niedziela, 13 października 2024

Murale w Grodzisku Mazowieckim. Kolorowa promocja miasta

Aktualizacja: 16 sierpnia 2026 r.

Choć Grodzisk Mazowiecki liczy sobie, bagatelka, ponad 500 lat, nie ma spektakularnych zabytków, którymi mógłby przyciągnąć turystów. Za to bardzo inwestuje w estetykę swojej przestrzeni. Najpierw w widocznych miejscach powieszono wielkoformatowe reprodukcje obrazów Józefa Chełmońskiego (część możecie zobaczyć w poście pt. "Mazowsze śladami Józefa Chełmońskiego"), potem na ścianach kamienic i bloków zaczęły pojawiać się murale. Wszystko zaczęło się w 2013 r., kiedy miasto rozpisało konkurs o nazwie "Grodziskie murale". Wyznaczono wówczas 9 lokalizacji (m.in. budynków transformatorów i garaży), gdzie powstać miały dekoracje artystyczne służące promocji Grodziska Mazowieckiego. Zwycięskie projekty zostały zrealizowane w kolejnych latach. Z czasem zaczęły powstawać też następne. Obecnie murali jest już ponad trzydzieści. Nie reprezentują, co prawda, takiego poziomu jak chociażby te z Łodzi, ale wśród autorów można znaleźć nazwiska bardzo uznanych artystów. Grodziski street art nawiązuje do historii miasta, postaci z nim związanych, przedsiębiorstw mających tu swoje siedziby, czy wreszcie do wydarzeń kulturalnych. Poziom obrazów jest bardzo różny i choć część jest reklamą społeczną lub po prostu reklamą, to ogląda się je z przyjemnością. Zebrałam dla Was najciekawsze. 

Mural Tytusa Brzozowskiego

Nie bez przyczyny właśnie ten rozpoczyna to zestawienie. Tytus Brzozowski pokazuje najbardziej charakterystyczne budynki i szczegóły urbanistyczne miast, które "portretuje" i na tyle, na ile znam Grodzisk, uważam, że idealnie oddaje jego klimat. Obraz powstał pod koniec sierpnia 2021 r. i możecie go zobaczyć przy ul. Nadarzyńskiej koło sklepu Biedronka.


Murale na 500-lecie Grodziska Mazowieckiego

Uroczysty jubileusz Grodzisk świętował w 2022 r. Z tej okazji powstały dwa murale. 

Autorem pierwszego jest Mgr Mors (Mariusz Brodowski), zaś na obrazie znalazły się odciski dłoni pięciuset mieszkańców miasta. 


Drugi, w wykonaniu Tomasza Żuka znanego jako Cukin Koszalin lub Cukin Art, to uwspółcześniona wersja "Bocianów" Józefa Chełmońskiego, który mieszkał i tworzył w niedalekiej Kuklówce (oddalonej o ok. 8 km).


Obrazy zdobią kamienice odpowiednio przy ul. Sienkiewicza 39 i ul. 17 Stycznia (widoczny z "deptaku").

Murale towarzyszące Festiwalowi Kultur Świata 

Festiwal Kultur Świata odbywa się w Grodzisku Mazowieckim od 2023 r. Przy okazji każdej edycji w różnych częściach miasta pojawiają się również promocyjne murale. I choć są de facto reklamami tego wydarzenia, to feeria barw i misterne wykonanie sytuują je wśród najlepszych przykładów grodziskiego street artu. Za realizację obrazów odpowiada firma WypiszWymaluj.





Mural z 2023 r. można zobaczyć przy ul. Montwiłła 12, z 2024 r. (według projektu Macieja Świechowskiego) - przy ul. Szkolnej 5, z 2025 r. - na dwóch sąsiadujących ze sobą blokach: przy ul. Szczerkowskiego 1 i ul. Teligi 9, zaś z 2026 r. - na rogu ulic Sportowej i Sadowej.

Andrzej Pągowski dla Gedeon Richter 

Obraz z 2021 r. jest efektem wieloletniej współpracy Andrzeja Pągowskiego z firmą farmaceutyczną Gedeon Richter, która siedzibę na Polskę ma właśnie w Grodzisku Mazowieckim. Powstał z okazji jubileuszu 120-lecia koncernu, zaś poświęcony jest zdrowiu psychicznemu i fizycznemu kobiet w Polsce. Znajduje się na ścianie bloku przy ul. Dalekiej 11B, po sąsiedzku z Halą Widowiskowo-Sportową, w której mieści się Planetarium oraz Obserwatorium Astronomiczne, dlatego na muralu można odnaleźć motywy nawiązujące do Kosmosu. 


Murale przy Stawach Walczewskiego

Murale są, a przynajmniej w 2019 r., kiedy je fotografowałam, były dwa.

Pierwszy, "Podróż Opty" autorstwa Urszuli Łoś, nawiązuje do samotnego rejsu Leonida Teligi jachtem Opty dookoła Ziemi w latach 1967-69. Teliga dzieciństwo spędził w Grodzisku Mazowieckim. Obraz otrzymał wyróżnienie we wspomnianym konkursie na murale dla miasta z 2013 r., powstał zaś cztery lub pięć lat później. 


Co do drugiego, przedstawiającego konia w galopie, nie mam pewności, czy nadal istnieje, bo od 2019 r. nie odwiedziłam Stawów Walczewskiego, mimo że w Grodzisku bywam dość regularnie.


Mural na jubileusz Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej

Obraz został wykonany w 2015 r. z okazji obchodzonego wówczas z pompą 170-lecia uruchomienia pierwszego odcinka Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej. Można go zobaczyć przy grodziskim dworcu.



Murale na budynkach transformatorów i na garażach

Przykładów street artu na ścianach małej architektury użytkowej rozsianych po właściwie całym mieście, jest bardzo dużo. Większość powstała w 2014 r. jako efekt przywoływanego już konkursu. Mnie tego typu dekoracje nie zachwycają, ale nie można zaprzeczyć, że upiększają przestrzeń. Poniżej kilka takich realizacji.

"Szyk transformatora" projektu Mai Tomaszewskiej nawiązujący do architektury Willi Radogoszcz to jeden ze zwycięskich projektów. Zdobi budynek na rogu ulic Sadowej i Grunwaldzkiej.



Również w 2014 r. powstał cykl murali "Bezmiar" według koncepcji Grażyny Bartnik na garażach u zbiegu ulic 3 Maja i Teligi. Ten projekt zajął z kolei III miejsce we wspomnianym konkursie. Jego lokalizacja nie jest przypadkowa, bowiem podobnie jak obraz z okolic Stawów Walczewskiego, nawiązuje do rejsu Leonida Teligi.


Niemal po sąsiedzku, na budynku transformatora przy ul. Szczerkowskiego 4, zobaczyć można obraz "Potwór Morski" lub "Potwór z Głębin" w wykonaniu wspomnianej już grupy WypiszWymaluj.


W ciągu tych kilku lat, gdy zaczęłam interesować się grodziską sceną street artu, część realizacji zdążyła też zniknąć z przestrzeni miasta, np. jeden z kontrowersyjnych murali Rafała Betlejewskiego z cyklu "Tęsknię za Tobą, Żydzie", czy obraz z napisem w języku jidisz na peronie stacji PKP Grodzisk Mazowiecki.

Mapę murali w tym mieście znajdziecie na blogu Wujka To Mi'ego pocztówki zza miedzy. Jest na bieżąco aktualizowana.

Jeśli natomiast zastanawiacie się, czy z Warszawy warto tu przyjechać dla samych murali, to ja uważam, że warto. A gdy uda Wam się wygospodarować więcej czasu, to jest tu również mnóstwo uroczych terenów spacerowych jak Stawy Goliana, Stawy Walczewskiego, czy Park Skarbków, ale o nich opowiem innym razem.

poniedziałek, 30 września 2024

Warszawa przyłapana... we wrześniu 2024

Ach, co to był za miesiąc! Lubię jesień w Warszawie, przede wszystkim za ten ruch, który zaczyna się na warszawskiej scenie wystawienniczej. Wakacyjne ekspozycje się kończą, rozpoczynają się zupełnie nowe, a całości dopełniają festiwale sztuki współczesnej.

Wrześniowy maraton rozpoczęłam od wizyty w... Hotelu Warszawa, który już po raz trzeci gościł stołeczne oraz zagraniczne galerie sztuki w ramach Hotel Warszawa Art Fair. W drugi weekend miesiąca przestrzenią wystawienniczą stały się... hotelowe pokoje (łącznie z łazienkami). Wstyd się przyznać, ale w tym roku po raz pierwszy wzięłam udział w tym wydarzeniu. Jedne ekspozycje były lepsze, inne gorsze, jednak sama idea prezentacji sztuki w tak prozaicznym otoczeniu jak wyposażenie wielopiętrowego hotelu, jest moim zdaniem mega trafiona, zresztą ja uwielbiam takie nieoczywiste miejsca ekspozycyjne. Każda z galerii miała do dyspozycji jeden z pokoi. W aranżacjach liczył się układ pomieszczenia, meble oraz światło. Wystawiły się niemal wszystkie moje ukochane galerie z pracami fantastycznych artystów, żeby wspomnieć chociażby takie nazwiska jak Zdzisław Beksiński, Wojciech Fangor, Maurycy Gomulicki, Jadwiga Sawicka, Paweł Olszczyński, Liliana Zeic, Monika Drożyńska (o artystce, dla której formą wyrazu jest przede wszystkim haft, było ostatnio głośno za sprawą kary, jaką poniosła za ozdobienie wyszywanymi maksymami zagłówków foteli w pociągu), czy Sasza Wiktor, choć tak naprawdę każdy z twórców zasługiwał na uznanie, czego najlepszym dowodem była kolejka chętnych do wejścia (ja czekałam 20 min.).






















Przy okazji udało mi się wreszcie odwiedzić restaurację Szóstka na szóstym piętrze tego hotelu z przepięknym widokiem na Świętokrzyską i wieżowce Warszawy.





W terminie 26-29 września 2024 r. równolegle odbywały się natomiast Warsaw Gallery Weekend i Warsaw off ART. Warsaw off ART faktycznie trwa jedynie przez cztery dni. Tegoroczna edycja pt. "Gdzie ten miód?" była chyba najspokojniejszą ze wszystkich, jakie widziałam do tej pory (czyli trzy poprzednie). Tym razem zaprezentowano głównie malarstwo i kilka obiektów przestrzennych. Prawie nie było sztuk audiowizualnych (media towarzyszyły tylko jednemu obrazowi), co akurat mnie ucieszyło. Autorami prac byli młodzi artyści. Poziom dzieł był bardzo różny, ale niestety żadne nie było w stanie zatrzymać mnie na dłuższą chwilę. Plusem była jak zawsze przestrzeń wystawiennicza. Warsaw off ART odbywa się na ogół w postindustrialnych halach, w tym roku wybór padł na w zupełnie nowe miejsce - Glicerynownię na terenie kompleksu Bohema powstającego na terenie dawnej fabryki Pollena Uroda na Pradze. 








Sam kompleks Bohema jest już praktycznie na ukończeniu. Gdy w 2019 r. w Warszawie otwierano nowe praskie stacje metra, jedną z najczęściej odwiedzanych była Szwedzka. Wszystko za sprawą zejścia pod ziemię, które idealnie korespondowało z sąsiadującymi z nim, zaniedbanymi zabudowaniami dawnej fabryki Pollena Uroda. Już w tamtym okresie mówiło się o ich rewitalizacji. Jak to wówczas wyglądało, możecie zobaczyć w poście pt. "Warszawa przyłapana... we wrześniu 2019", bo w sumie przecież ten cykl powstał właśnie po to, by dokumentować takie zmiany. Początki przemysłu w tym miejscu sięgają schyłku lat dziewięćdziesiątych XIX w. Wówczas teren należał do Towarzystwa Akcyjnego Fabryki Produktów Chemicznych PRAGA. Część wzniesionych przez nie budynków, w tym komin o wysokości 83 m, dotrwała do naszych czasów. Zakłady produkowały m.in. smary do maszyn, wosk i zaprawę do podłóg, wazeliny, czy pastę do obuwia Stella. W 1919 r. przejęła je Spółka Akcyjna Wotitz, a krótko potem Spółka Akcyjna Saturnia, która od 1921 r. funkcjonowała jako Przemysłowe Towarzystwo Przetworów Tłuszczowych Saturnia SA. To właśnie wtedy rozpoczęto tu produkcję kosmetyków, jednak wówczas jeszcze nie jako główny profil działalności, choć w ofercie pojawiło się m.in. znane do dziś mydło Jeleń. Pięć lat później fabrykę wchłonął niemiecki koncern Schicht i od 1928 r. nosiła nazwę Przemysł Tłuszczowy Schicht S.A. To w tym okresie nastąpiła dynamiczna rozbudowa zakładów na Pradze, które objęły również działkę przylegającą obecnie do stacji metra Szwedzka, gdzie wcześniej mieściła się wytwórnia lamp Braci Brünnerów. W latach trzydziestych XX w. do spółki weszła angielska firma Unilever Ltd, stąd kolejna zmiana nazwy na Przemysł Tłuszczowy Schicht-Lever SA. Produkowała tak kultowe wyroby jak mydła Jeleń Schicht i Biały Jeleń, czy proszek do prania Radion. Po II wojnie światowej zakłady zostały znacjonalizowane i od 1956 r. działały jako Warszawska Fabryka Mydła i Kosmetyków Uroda. W latach sześćdziesiątych XX w. włączono je do Zjednoczenia Przemysłu Środków Piorących i Kosmetyków, późniejszej Polleny, skąd wzięła się używana do dziś nazwa Pollena Uroda. Po transformacji ustrojowej zakłady zostały objęte prywatyzacją. Przez kilkanaście ostatnich lat budynki były opuszczone i niszczały. Trwająca wciąż rewitalizacja idzie w podobnym kierunku jak wcześniej w przypadku Konesera, Browarów Warszawskich, czy Fabryki Norblina, więc powstały tu przede wszystkim powierzchnie biurowe oraz mieszkalne. Zachowano jednak postindustrialny charakter tego miejsca i na razie całość wygląda nieźle, choć bardzo widoczne są kontrasty pomiędzy odpicowanym kompleksem, a starymi praskimi kamienicami, których stan pozostawia wiele do życzenia. Czekam jednak na dalszy rozwój Bohemy, przede wszystkim zaś na ciekawe koncepty gastronomiczne, bo miejsca do zagospodarowania jest wiele.







Wystawy odbywające się w ramach Warsaw Gallery Weekend trwają zazwyczaj nieco dłużej niż festiwalowe cztery dni. Ja na początek zrobiłam sobie spacer Dzielną, która jest całkiem sporym zagłębiem warszawskich galerii i obejrzałam trzy z nich. Żadnej pierwotnie nie miałam na liście tych must see (listę znajdziecie we wpisie pt. "Warszawa przyłapana... w sierpniu 2024").

Galeria Leto w tym roku przygotowała ekspozycję pt. "Marcin Janusz. Mleczne ciałka". Jest dość mroczna, choć to akurat nie powinno dziwić, bowiem czerpie ze sztuki średniowiecza. Tytuł nawiązuje do poematu Marbodusa, biskupa Rennes, dla którego stosunki płciowe miały służyć jedynie poczęciu, tymczasem sam w poezji na piedestał wynosił homoerotyczne wizje, których ucieleśnieniem są tytułowe mleczne ciałka. Wystawa trwa do 9 listopada 2024 r.




Galeria Molski na ekspozycji pt. "Granice obecności" prezentuje prace dwojga artystów, Zuzy Dolegi i Konrada Juścińskiego. Dzieła doskonale ze sobą korespondują, choć większe wrażenie zrobiły na mnie obiekty Juścińskiego wykorzystujące z jednej strony współczesne technologie, jak przetwarzająca ruch w dźwięk rzeźba "Mono", z drugiej zaś wracające do natury poprzez obsadzenie form przestrzennych nasionami kozibroda łąkowego. Można ją zobaczyć do 11 października 2024 r. 



Z kolei HOS Gallery prezentuje wystawę obrazów Grzegorza Pieniaka pt. "Red Shoes". Płótna przedstawiają akty męskie odziane praktycznie jedynie w czerwone szpilki. W większości są to autoportrety, buty zaś urastają do symbolu fantazji i ukrytych pragnień, ale skrywają również wyrzuty sumienia. Malarstwo jest dla artysty rodzajem terapii. Dla odbiorcy zaś próbą wejrzenia w głąb duszy malarza, dla mnie - kolejnym podejściem do przewartościowania współczesnego świata. Ekspozycja będzie dostępna do 16 listopada 2024 r. 





W cieniu Warsaw Gallery Weekend i Warsaw off ART kolejną wystawę otworzyła Galeria Lisowski. Tym razem to prezentacja najnowszych prac Bartka Arobala Kociemby nosząca tytuł "Powtarzać czas początku", z gościnnym udziałem duńskiego architekta Mikkela Nielsena, prywatnie partnera Bartka. Ten artystyczny projekt towarzyszy ich przygotowaniom do ślubu. Dużo tu odwołań do tradycji, kultury ludowej i dawnych obrzędów weselnych. Jest więc skrzynia posażna, małżeńska szafa otwierana z dwóch stron, "monidła", weselny czepiec, czy pająk nawiązujący do tych, jakie w wiejskich domach wieszano z okazji świąt (dwie ostatnie realizacje, wykonane techniką druku 3D, to wkład Mikkela Nielsena w to małżeńskie wiano). Jednak zamiast kogutów i wycinanek ozdobą są motywy czepiące ze związku chłopaków. Całość jest spójna i w miłych dla oka pastelowych kolorach. Wystawa, podobnie jak poprzednia przygotowana przez tę wędrującą galerię, odbywa się w dawnym salonie Cepelii przy Chmielnej i jak najbardziej wpisuje się w historię tego miejsca. Trwa do 16 listopada 2024 r.








Na koniec jeszcze dwie, zakończone dziś, ekspozycje.

W Instytucie Wzornictwa Przemysłowego przez ostatnie trzy miesiące można było oglądać pierwszą monograficzną wystawę Jana Bogusławskiego, jednego z najwybitniejszych polskich architektów XX w., pt. "Jan Bogusławski (1910–1982). Według reguł sztuki i własnego upodobania", przygotowaną przez Narodowy Instytut Architektury i Urbanistyki we współpracy z Instytutem Wzornictwa Przemysłowego. Pokazano na niej ponad 200 realizacji artysty, głównie w postaci zdjęć, makiet, niepublikowanych rysunków i szkiców oraz artykułów prasowych przedstawiających przede wszystkim architekturę - od domów weekendowych z lat trzydziestych XX w., przez odbudowę Zamku Królewskiego w Warszawie, wyposażenie gmachu Rady Państwa, kościoły, teatry w Polsce i za granicą, po wieżowce i modernistyczny pawilon Chemii w Warszawie. Część projektów Bogusławskiego nie doczekała się realizacji, niektórych, jak wspomniana Chemia, pawilon Zodiak, czy kino Praha, już nie ma. Ekspozycję uzupełniały oryginalne meble zaprojektowane przez Bogusławskiego oraz osobiste dokumenty. To była bardzo dobra ekspozycja, również za sprawą przestronnej i doskonale doświetlonej przestrzeni wystawienniczej.














Z kolei na terenach zielonych przy Centrum Olimpijskim można było zobaczyć ponad sto rzeźb tworzących "Ogród Rzeźby". Organizatorem ekspozycji był Dom Aukcyjny i Galeria Sztuki Art in House. Jak można było przeczytać w opisie wydarzenia, była to największa wystawa rzeźby ogrodowej (sic!) w Polsce. Wolę określenie "rzeźba plenerowa", bo ogrodowa kojarzy mi się raczej z wątpliwej urody krasnalami. Dzieła prezentowane czasowo stanęły obok prac tworzących stałą wystawę w tym miejscu (pokazywałam Wam ją już w poście pt. "Przewodnik po Warszawie, część 2. Sztuka w przestrzeni Warszawy: szlakiem współczesnych rzeźb miejskich", choć od tamtej pory kolekcja wzbogaciła się o nowe eksponaty) i doskonale wpisywały się przez ten czas w charakter ekspozycji, bowiem większość z nich odnosiła się w jakiś sposób do cielesności i sportu. Choć aranżacja była raczej słaba, to wśród pokazanych prac znalazły się prawdziwe perełki. U mnie na czele tej listy były jak zawsze balansujące rzeźby Jerzego Kędziory, ale wypatrzyłam również kilka innych interesujących realizacji. 















REKOMENDACJE NA PAŹDZIERNIK

25 października 2024 r. nastąpi długo oczekiwane otwarcie Muzeum Sztuki Nowoczesnej w nowej siedzibie przy Placu Defilad. Wydarzenie będzie trwać trzy tygodnie, a jego program zapowiada się naprawdę imponująco! Zaplanowano m.in. wystawę kilku wielkoformatowych rzeźb autorstwa takich artystek jak Magdalena Abakanowicz, Alina Szapocznikow, Monika Sosnowska, Sandra Mujinga czy Cecilia Vicuña oraz otwarcie kolejnej, szesnastej, edycji festiwalu Warszawa w budowie, która nosi tytuł "Trudna miłość. Muzeum między Placem a Pałacem". Stała wystawa muzeum dla publiczności będzie dostępna dopiero od 21 lutego 2025 r.

***

Warszawa przyłapana to cykl postów ukazujących się ostatniego dnia każdego miesiąca, opisujących to, co aktualnie dzieje się w stolicy i zapowiadających ciekawe wydarzenia kulturalne. Nie są to wpisy stricte podróżnicze, bowiem dość szybko się dezaktualizują. Jeśli jednak planujecie wizytę w Warszawie, to w najnowszym odcinku zawsze znajdziecie moje rekomendacje ciekawych wystaw w muzeach i imprez plenerowych. Cykl ma też charakter kronikarski i pozwala po jakimś czasie spojrzeć z pewnej perspektywy na zmiany, jakie wciąż zachodzą w tym niebanalnym mieście.