wtorek, 30 grudnia 2025

Warszawa przyłapana... w grudniu 2025

Znów zachwyciła mnie przedświąteczna Warszawa. W tym roku atrakcji było wyjątkowo dużo! A może ja po prostu lubię cieszyć się życiem? 


Największe zainteresowanie budził oczywiście nowy Jarmark Warszawski pod Pałacem Kultury i Nauki z charakterystycznym olbrzymim kołem widokowym. Więcej pisałam już o nim w listopadowej Warszawie przyłapanej. Wygrał głównie ciekawością nowości, a mi uświadomił przy okazji, że ten dotychczasowy, przy staromiejskich murach, wcale nie jest taki zły, bo choć ciasno, to jednak klimatyczniej i że drewniane domki wokół lodowiska na Rynku Starego Miasta są jednak najpiękniejszym miejscem w grudniowej stolicy! Jarmarki już się kończą. Można je odwiedzić odpowiednio do 1 i 6 stycznia 2026 r., zaś gastronomia przy ślizgawce będzie działać tak długo jak ona, czyli do końca lutego 2026 r.









Stosunkowo nową atrakcją były też dwa zimowe tarasy widokowe w warszawskich wieżowcach: Winter WOWderland na 19-tym piętrze NYX Hotel Warsaw, który otwarty był już drugi sezon i będzie czynny jeszcze do 6 stycznia 2026 r. oraz premierowy Jarmark Świąteczny powyżej chmur na tarasie Highline Warsaw w Varso Tower (na ten można zajrzeć do 31 stycznia 2026 r.). Poza panoramą rozświetlonego miasta oferowały również klimatyczny wystrój oraz drewniane domki z grzanym winem, herbatą zimową i oscypkami na gorąco z żurawiną. Ja wybrałam Winter WOWderland, czyli zimową wersję sezonowego rooftop baru Ether. W przeciwieństwie do niemal sąsiedniego Highline Warsaw, tu za wstęp nie trzeba płacić. I choć jest sporo niżej, to wielkomiejska panorama i tak wypada dobrze. Wino drogie - 45 zł, ale do przeżycia, zważywszy że to właściwie jedyny koszt, jaki poniosłam.





Świąteczny klimat jeszcze przez jakiś czas gościć będzie na warszawskich ulicach. Stare Miasto, Krakowskie Przedmieście i Świętokrzyska po raz ostatni zdobią dekoracje w duchu PRL-u. Znikną dopiero po feriach zimowych.



Wyjątkowo atrakcyjny wygląd ma jeszcze również Politechnika Warszawska. Budynek po zmroku rozświetla barwny mapping z przemykającym w oknach cieniem Mikołaja. Iluminację można podziwiać do 6 stycznia 2026 r.



Z kolei Zamek Królewski włączył się w obchody kończącego się właśnie Roku Stefana Żeromskiego multimedialnym pokazem pt. "Szklany Zamek Żeromskiego", który wyświetlany był w weekend 12-14 grudnia 2025 r. na fasadzie od strony Wisły. Pisarz w latach 1924-1925 mieszkał w pokojach królewskiej rezydencji. Co ciekawe, jedyny oryginalny fragment fasady Zamku, który przetrwał zniszczenia z 1944 r. obejmuje okno tego mieszkania, które w trakcie mappingu było podświetlone. Trwająca kilka minut animacja nawiązywała do pracy twórczej Żeromskiego oraz motywów z jego powieści.








Warszawa zyskała też nowy neon. Niebieski napis "Schlebiaj Sobie" wraz z parą mrugających oczu wieńczą kamienicę na skrzyżowaniu Waryńskiego z Nowowiejską. Są reklamą mieszczącej się na parterze Piekarni Lubaszka, ale szalenie podoba mi się wykorzystanie w tym przypadku gry słów. Za instalacją stoi biuro kreatywne 2increatives. Ma być pierwszym z projektów w ramach długookresowej współpracy Piekarni Lubaszka i 2increatives.


W grudniu udało mi się zobaczyć jedną z ostatnich wystaw z tegorocznej edycji Warsaw Gallery Weekend - prezentację twórczości Moniki Mamzety i Anny Panek pt. "90–60–90" w galerii lokal_30. Nie miałam jej pierwotnie na liście tych do odwiedzenia, ale przekonała mnie przyznana ekspozycji podczas festiwalu Nagroda Główna Fundacji Sztuki Polskiej ING. Stylistyka Anny Panek niespecjalnie do mnie przemawia, natomiast prace Moniki Mamzety zdecydowanie warto było zobaczyć, są bowiem mocne, mogą szokować, ale taka ich rola, bo poruszają ważne społecznie tematy: kobiecą cielesność, dążenie do doskonałości za wszelką cenę, konieczność zaspokajania narzuconych przez innych (głównie mężczyzn) kanonów piękna (tytułowe 90-60-90, czyli uznawane przez lata za idealne proporcje między biustem, talią i biodrami), aż po akceptację własnego ciała i jego niedoskonałości pozostawionych przez ciąże, czy w postaci blizn po zabiegach chirurgicznych, często ratujących życie. Uwagę zwracała przede wszystkim instalacja pt. "Lebensborn" w postaci lalki Barbie w rozmiarze ludzkim, ale przy zachowaniu wymiarów z zabawki. Niespodzianka czekała nawet w... łazience! Tam również znajdowała się jedna z wystawowych prac, a oprócz tego cała ściana kafelków Anny Orbaczewskiej! Taki bonus, który mnie zachwycił. Wystawa trwała do 19 grudnia 2025 r., natomiast kafelki można oglądać również podczas każdej kolejnej ekspozycji.












Nie zdążyłam obejrzeć wszystkich wystaw biorących udział w Warsaw Gallery Weekend, które sobie zaplanowałam. Na szczęście dwie z nich po zakończeniu można było zobaczyć ponownie w ramach wydarzenia o nazwie Art Warsaw Miodowa, w którym w ciągu trzech dni (12-14 grudnia 2025 r.) wzięło udział 35 czołowych stołecznych galerii sztuki. Formuła festiwalu podobna była do znanej już z Hotel Warszawa Art Fair, tyle, że tym razem miejscem prezentacji sztuki były wnętrza dawnego Wydziału Stomatologicznego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego zajmującego przez lata kamienicę wzniesioną w latach 1816–1819 według projektu architekta Fryderyka Alberta Lessla przy Miodowej 18. Wcześniej działała tam m.in. firma cukiernicza Franciszek Fuchs i Synowie. Obrazy i rzeźby wypełniły trzy piętra budynku, mając za tło zmywalne białe kafelki oraz elementy infrastruktury pozostawionej przez uczelnię. Galerie zaprezentowały prace swoich najlepszych twórców. W przestrzeni galerii Olszewski znalazły się obrazy Wojciecha Fangora, zaś galerii Ciacek - dzieła Domicelli Bożekowskiej (rzeźby, rysunki i projekty). To właśnie na te dwie wystawy nie zdążyłam wcześniej. Szczególnie podobała mi się natomiast przestrzeń BWA Warszawa, która wyszła naprzeciw szumowi medialnemu wokół dwójki swoich artystów, czyli Małgorzaty Mycek, zdobywczyni Grand Prix Bielskiej Jesieni 2025 oraz Karola Radziszewskiego, o którym głośno zrobiło się za sprawą nagiego portretu Józefa Piłsudskiego. Kontrowersyjne obrazy obydwojga zestawione zostały z pełnymi hejtu artykułami. Mam nadzieję, że w jakiś sposób przyczyniło się to do lepszego zrozumienia roli sztuki i autonomii twórczej artystów. Całość wypadła bardzo dobrze i liczę na więcej podobnych inicjatyw. 


















W trakcie Art Warsaw Miodowa HOS Gallery zaanonsowała swoją aktualną ekspozycję pt. "Próg" łączącą obrazy Julii Szczerbowskiej z pracami ceramicznymi Pawła Olszczyńskiego. Wystawa niestety jutro się kończy. Z twórczością Szczerbowskiej wcześniej się nie spotkałam, natomiast ceramikę Olszczyńskiego niezwykle cenię i to głównie dla niej odwiedziłam tę ekspozycję. Dominują w niej motywy wampirów i nietoperzy, które doskonale współgrają z czerpiącym inspirację ze stylistyki secesyjnej malarstwem. Całość jest wciągająca, choć nieco mroczna. Tytułowy próg to moment, w którym właśnie znalazł się świat w obliczu upadających wartości. Obydwoje artystów zwraca się więc ku przeszłości, by tam szukać odpowiedzi, jak ten czas przetrwać. Bo przecież już nie raz ludzkość stała na progu nowego, chociażby wówczas, gdy światło zaczynało wyłaniać się z mroków średniowiecza lub gdy absyntem artyści zalewali niepewność fin-de-siècle. Czuć w tych pracach widmo katastrofy, a z drugiej są bardzo intrygujące.








Po sąsiedzku, w galerii LETO, wciąż można zobaczyć ekspozycję pt. "Almost White". Wystawa prezentuje połączenie kolekcjonerskich elementów wyposażenia wnętrz z drugiej poł. XX w. ze sztuką. Pokazano więc i dobrze zaprojektowane meble, w tym cudowną lampę wyobrażającą liście miłorzębu projektu Tomasso Barbi, i prace kilkunastu artystów, m.in. Maurycego Gomulickiego, Xawerego Wolskiego, Angeliki Markul oraz Alex Urban. Wszystko w jasnych tonacjach. Aranżacje są eleganckie, choć ja nie potrafiłabym egzystować w tak minimalistycznym wystroju. Czegoś mi w nich brakowało. No właśnie, czego? To zamierzony zabieg! I o tym jest ta wystawa, która trwa do 31 stycznia 2026 r.









Natomiast do 11 stycznia 2026 r. dostępne będą jeszcze dwie inne ciekawe ekspozycje.

I tak, w siedzibie Fundacji Alina na wystawie pt. "Wanda Czełkowska. Sztuka jest absolutem konkretu" zobaczyć można kilka rzeźb tej artystki wykonanych od lat pięćdziesiątych do dziewięćdziesiątych XX w., zdjęcia, które były drugim obszarem jej zainteresowań artystycznych oraz rysunki i obrazy. Dla mnie najciekawsze są oczywiście rzeźby, doskonale obrazujące twórczą drogę Wandy Czełkowskiej, bowiem z charakterystycznymi dla jej dorobku Głowami i Figurami wykonanymi w latach pięćdziesiątych i siedemdziesiątych, zestawiono prace późniejsze, z lat dziewięćdziesiątych, które formą kompletnie odbiegają od tych wcześniejszych, przyjmując postać aluminiowej Elipsy wypełniającej praktycznie w całości jedną z sal galerii oraz szklanej pionowej linii, która jest tak minimalistyczna, że można ją wziąć za architektoniczny element wnętrza. Ekspozycja, choć niewielka, jest pomysłowo zaaranżowana i jest prezentacją dorobku Czełkowskiej w pigułce. Jeśli ktoś dotąd nie zetknął się z jej twórczością, to tu zobaczy esencję tych dokonań. 







Z kolei Galeria "Okno na Kulturę" gości wystawę pt. "200 lat od kamienia węgielnego. Portrety Teatru Wielkiego". 19 listopada 1825 r. wmurowano kamień węgielny pod budowę Teatru Wielkiego w Warszawie. Równo 200 lat później, 19 listopada 2025 r., w Galerii "Okno na Kulturę" otwarto niewielką wystawę jubileuszową. Historię można podejrzeć przez "teatralne" lornetki, ale clou ekspozycji stanowią wybrane kostiumy autorstwa takich projektantów jak Arkadius, Gosia Baczyńska, czy Maciej Zień oraz prace artystów współczesnych inspirowane gmachem Teatru Wielkiego i wystawianymi w nim sztukami, na czele z haftami Moniki Drożyńskiej wykonanymi w ramach obchodów sześćdziesiątej rocznicy odbudowy teatru, które na co dzień podziwiać można we foyer (pokazywałam Wam je już w Warszawie przyłapanej w październiku przy okazji wizyty na spektaklu "Najlepsze miasto świata. Opera o Warszawie", który tak na marginesie można teraz oglądać na kanale VOD Teatru Wielkiego). Całość ciekawa, niestety stroje ustawiono tak, by zdobiły okna galerii i widoczne były z Krakowskiego Przedmieścia. Niestety w praktyce szyby odbijają zabudowę ulicy, przez co eksponaty w świetle dziennym są ledwo widoczne. 






Ja tymczasem robię już wystawowe plany na pierwsze miesiące nowego roku, bo ambicje na ten miałam dużo większe, a wyszło jak zawsze.

***

Warszawa przyłapana to cykl postów ukazujących się ostatniego dnia każdego miesiąca, opisujących to, co aktualnie dzieje się w stolicy i zapowiadających ciekawe wydarzenia kulturalne. Nie są to wpisy stricte podróżnicze, bowiem dość szybko się dezaktualizują. Jeśli jednak planujecie wizytę w Warszawie, to w najnowszym odcinku zawsze znajdziecie moje rekomendacje ciekawych wystaw w muzeach i imprez plenerowych. Cykl ma też charakter kronikarski i pozwala po jakimś czasie spojrzeć z pewnej perspektywy na zmiany, jakie wciąż zachodzą w tym niebanalnym mieście.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz