poniedziałek, 20 sierpnia 2018

Agia Pelagia i kilka słów o kurortach na Kithirze

Długo nie mogłam się zdecydować, którą część wyspy wybrać na nasz wypoczynek na Kithirze. Z reklamowego folderu, który wzięłam ze stoiska wyspy podczas targów "Grecka Panorama" w grudniu 2016 r. mamiły mnie dwa obrazy. Pierwszy to spektakularny widok skupiska białych domów na tle, z jednej strony górującej ponad nimi twierdzy, a z drugiej na majaczące w dole dwie niemal bliźniacze zatoki, oddzielone jedynie wąskim fragmentem lądu. To Chora, czyli znajdująca się na południu stolica wyspy i położony u jej stóp kurort Kapsali. To właśnie ten widok sprawił, że tak bardzo chciałam tu przyjechać! Drugi obraz, nieco mniej widowiskowy, to znów te charakterystyczne dla wielu wysp greckich białe domy o niebieskich okiennicach, tym razem delikatnie schodzące po zboczach wzgórza niemal do samego morza. To z kolei Agia Pelagia, także turystyczna miejscowość, dla odmiany położona na północy. Moim pierwszym typem było oczywiście Kapsali. Ale jak to zwykle bywa, życie zweryfikowało te plany. Po prostu okazało się, że mimo rezerwacji z ponad półrocznym wyprzedzeniem (listopad 2017 r.), w Kapsali praktycznie nie było miejsc noclegowych! Agia Pelagia za to oferowała ich w tym czasie jeszcze całkiem sporo.



Zastanawiam się, czy słowo kurort w odniesieniu do jakiejkolwiek miejscowości na Kithirze nie jest nadużyciem, bo prawda jest taka, że obie, i Kapsali, i Agia Pelagia, to tak naprawdę jedna główna ulica, przy której ulokowała się większość zabudowań. Im bliżej plaży, wzdłuż której biegnie droga, tym więcej gastronomii i sklepów. Jednak w porównaniu do innych nadmorskich miejscowości na wyspie, te dwie są najbardziej rozreklamowane, najbardziej nastawione na turystów i mają najładniejsze miejskie plaże, dlatego w skali wyspy mogą uchodzić za kurorty. Dorzuciłabym do nich jeszcze trzecią miejscowość, Avlemonas, która jest jednym z najbardziej fotogenicznych miejsc na wyspie. Co prawda miejskie kąpielisko ma dużo mniejsze, za to w odległości kilku kilometrów znajduje się jedna z najładniejszych plaż na całej wyspie, Kaladi. O plażach na Kithirze możecie przeczytać w poprzednim poście.



Zatem wybór dokonał się trochę niezależnie od naszych planów i 11 dni spędziliśmy w Agii Pelagii. Pod koniec czerwca, gdy przybyliśmy na wyspę, miejscowość zdawała się tkwić w jakimś przedsezonowym letargu. Zabudowania miasteczka przeglądały się w kałużach, pozostałości po burzowym froncie Nefeli, którym przywitała nas w tym roku Grecja, ale który na szczęście w tych dniach zdawał się odpuszczać na dobre. Senną atmosferę potęgował fakt, że większość hoteli była jeszcze nieczynna! Jednak z każdym kolejnym dniem było i więcej słońca, i więcej ludzi, i więcej życia.



Całe miasteczko to jedna główna droga, która wije się zakosami po zboczu wzgórza, by wreszcie linię prostą osiągnąć w samym centrum, nad brzegiem morza. Tu stoi niewielki kościół otoczony drzewami, a prawie naprzeciwko znajduje się kameralny port, w którym niewielkie kolorowe łódki delikatnie kołyszą się na falach. 








Nieco dalej swój początek ma ciąg restauracji i sklepów. Jest jeden sklep spożywczy, którego właścicielem jest przesympatyczny starszy pan, chętnie zagadujący klientów w ich rodzimych językach. Tak, zna też kilka zwrotów po polsku, a także po czesku, bowiem biuro podróży z tego kraju ma w ofercie wycieczki na Kithirę. Zazwyczaj mylą mu się oba języki, więc można usłyszeć "dobry wieczór na shledanou". Jest też warzywniak i dwa sklepy z pamiątkami. Wszędzie można płacić kartą, ale o bankomacie możecie zapomnieć! Najbliższy znajduje się w oddalonym o 5 km Potamos, największym mieście w tej części wyspy. Jest za to skrzynka pocztowa!




Z Agii Pelagii warto wybrać się na trekking do latarni morskiej Moudari, wzniesionej przez Brytyjczyków w 1857 r. Latarnia ma wysokość 25 m i uchodzi za jedną z największych i najważniejszych w całej Grecji. Czterokilometrowy pieszy szlak wiodący do zabytku rozpoczyna się w nadmorskiej miejscowości Platia Ammos oddalonej od Agii Pelagii o kilkanaście kilometrów. Szutrową, niezbyt komfortową drogą można podjechać nieco dalej, w okolice sporej pasieki. Stamtąd do przejścia zostanie już ok. 1,5 km. To dość niewdzięczny szlak, w palącym słońcu, wśród pustynnej karłowatej kolczastej roślinności i... modliszek! Ale widok wart jest tego piekielnego spaceru!








Czy warto wybrać Agię Pelagię na miejsce wakacyjnego wypoczynku? Zdecydowanie tak! To jedno z tych miejsc, gdzie atmosfera jest niespieszna i gdzie człowiek nareszcie zaczyna rozumieć, co oznacza greckie siga-siga. Wystarczy kilka dni, by sprzedawcy zaczęli Was pozdrawiać na ulicy i pytać, jak spędziliście dzień, łapiąc się za głowę, że w takim upale szliście do latarni. Chyba właśnie to najbardziej lubię w tych małych greckich społecznościach i dlatego wracam do Grecji niemal co roku.

GARŚĆ INFORMACJI PRAKTYCZNYCH

Gdzie spać?

Hoteli i apartamentów w Agii Pelagii jest mnóstwo, niektóre mają nawet słowo resort w nazwie (w końcu jak na kurort przystało). My wybraliśmy Prapas Apartments, który położony jest przy samym wjeździe do miejscowości, ok. 1 km od centrum. To jeden z najwyżej położonych hoteli i niedogodność może stanowić zejście do miasteczka, a szczególnie wejście z powrotem na górę. Piesi bowiem muszą korzystać z pobocza tej samej drogi, którą jeżdżą samochody, nie ma chodników. Wszystkie minusy wynagradza jednak widok z okna - najpiękniejszy na całe miasteczko i morze. Wszystkie pokoje mają balkony/tarasy z jednej strony, właśnie z widokiem na morze. Na miejscu jest też basen. I choć pokoje mają aneks kuchenny, to w cenie serwowane jest także śniadanie, skromne, ale bardzo smaczne. Przemiła gospodyni wszystko przygotowuje sama, gości wita z uśmiechem i przyświeca jej maksyma: no stress! I jak tu nie kochać Greków?






Gdzie jeść?

Tawerny i bary ciągną się wzdłuż głównej ulicy miasta. Dwie ulokowały się przy porcie, większość jak najbliżej plaży. 

Kaleris

Nam najbardziej do gustu przypadła restauracja Kaleris położona przy plaży. Oprócz standardowego menu codziennie było też dodatkowe z ofertą dnia. Wszystko świeże i pyszne. Niby tradycyjna kuchnia grecka, a jednak między wierszami przemycająca bardziej nowoczesne akcenty jak chociażby udziec barani podany na puree z bakłażana (ale gdy zamawialiśmy to danie dla dzieci, kelner od razu zapytał, czy nie zamienić puree na frytki - plus dla obsługi), czy stifado serwowane z puree z dyni. Spróbowaliśmy większości dań z karty i do niczego nie mogę się przyczepić!

Do tego widok na morze...







Almyra

Restauracja w porcie serwująca smaczne dania i kuchni greckiej, i międzynarodowej. Ośmioletniemu Jerzykowi szczególnie do gustu przypadła rolada z kurczaka z papryką, mi dakos, jedna z najbardziej rozpoznawalnych greckich przystawek, czyli grzanka z pomidorami i fetą, skropiona oliwą. Tu po raz pierwszy poczęstowano nas faturadą, charakterystycznym jedynie dla wyspy likierem o smaku cynamonu.






Bar Remetzo

Miejsce na kawę, lody, deser, czy drinka. Polecam szczególnie suflet czekoladowy z lodami. W ogródku jest telewizor, gdzie w czasie Mundialu puszczane były mecze. Gdy podróżuje się z małymi miłośnikami piłki nożnej, bezcenne! 



W takich miejscach jak Agia Pelagia nabieram wiary, że człowiek rodzi się hedonistą. Bo czego można chcieć więcej w takich okolicznościach przyrody?

czwartek, 9 sierpnia 2018

Plaże na Kithirze

Nie pamiętam już, kiedy ostatnio tak odpoczęłam nad morzem! Bo Kithira jest wyspą pełną luzu, bez nadęcia i tak różnorodną, że jednego dnia można wybrać się na górską wędrówkę, zwiedzić bizantyjskie ruiny lub jaskinię, która kiedyś pełniła też rolę kościoła, a potem jeszcze wykąpać się w lazurowym morzu. Właściwie niemal każdy dzień spędzaliśmy w innej części wyspy i za każdym razem do bagażnika samochodu wrzucaliśmy i torbę plażową, i buty trekkingowe, i jakieś ubrania miejskie. I zazwyczaj wszystko się przydawało, tym bardziej, że przez pierwsze dni pogoda była w kratkę (skutki frontu burzowego Nefeli, który w tym czasie przetaczał się nad niemal całą Grecją) i nie zawsze rano było wiadomo, czy z ciemnych chmur spadnie deszcz, czy raczej wiatr je przegoni i wyjdzie słońce. 



Plaże na Kithirze też są bardzo różnorodne. Jedne zajmują centralną część modnych kurortów, na inne z wysokich klifów prowadzą setki schodów, a jeszcze inne ulokowały się w malowniczych zatokach głęboko wrzynających się w ląd. Ale wszystkie łączy jedno: brak tłumów. Kithirze daleko jeszcze do takiej popularności, jaką cieszą się pozostałe Wyspy Jońskie, choćby Korfu czy Lefkada. Gdy odwiedziliśmy wyspę na przełomie czerwca i lipca bywały dni, że do południa nad morzem byliśmy sami, choć zajmowaliśmy zazwyczaj płatne leżaki. To była też pierwsza z greckich wysp, gdzie przez całe 11 dni na żadnej z plaż ani razu nie pojawił się nikt oferujący żywność, akcesoria do wody, rejsy statkiem czy masaż. Jedynie kelnerki z tawern pobierających opłaty za leżaki przynosiły menu i można było zamówić z baru coś do jedzenia lub do picia. Niestety takich zakątków w Europie jest już coraz mniej. Warto więc odwiedzić Kithirę i jej piękne plaże, zanim i tam dotrze komercja.

Agia Pelagia


Na miejsce naszego wypoczynku wybraliśmy jeden z dwóch największych kurortów na Kithirze, miejscowość o nazwie Agia Pelagia na północy wyspy. O samym miasteczku opowiem w jednym z kolejnych wpisów, dziś tylko chciałabym pokazać plaże w okolicy. Kąpielisko miejskie znajduje się praktycznie w samym sercu kurortu. Plaża jest piaszczysta i szeroka. Zejście do morza jest łagodne, a woda dość długo płytka. Nie ma kamieni, ani skał. Skupiska płatnych parasoli i leżaków znajdują się w skrajnych częściach. Koszt wynajęcia dwóch leżaków i parasola to 7 euro za dzień. Są też loże z trzech stron osłonięte zasłonami (15 euro za dzień). 






Przy środkowej części plaży ulokowały się tawerny i bary. Stoliki ustawione są w cieniu drzew niemal na samym piasku. Dzięki temu, że nie ma tu parasoli, można przy posiłku rozkoszować się widokiem lazurowego morza. 



Laggada


To kamienisto-żwirkowa plaża oddalona ok. 2 km od miejscowości Agia Pelagia. Dojazd początkowo asfaltem wzdłuż morza, potem drogą szutrową. Przy plaży znajduje się bar, z którego sączy się dyskretna muzyka. Nad brzegiem morza zaś czekają parasole z palmowych liści, skrywające leżaki. Dookoła wznoszą się strzeliste góry, a kilkaset metrów dalej jest wejście do wąwozu Kaki Lagada, nad którym góruje Paleochora, ruiny bizantyjskiego zamku i miasta, o którym opowiem oddzielnie.





I choć to jedna z bardziej komercyjnych plaż na wyspie, to zazwyczaj zajęte było tylko kilka leżaków. Bar oferuje napoje alkoholowe oraz bezalkoholowe (chłopaki zakochali się w mrożonej czekoladzie, czyli takim kakao na zimno) oraz przekąski. Za parasol i dwa leżaki płaci się 10 euro za dzień. To jak na Kithirę sporo, ale plaża posiada Błękitną Flagę. Są też czyste sanitariaty, prysznic i miejsce do przebrania. No i wi-fi!




To jedna z dwóch naszych ulubionych plaż na wyspie.

Kapsali


Kapsali to, obok Agii Pelagii, drugi z najbardziej znanych kurortów na Kithirze, położony dla odmiany na południu wyspy. Główna plaża, podobnie jak w przypadku pierwszej miejscowości, znajduje się w samym sercu miasteczka. Druga, mniejsza, usytuowana jest w sąsiedniej zatoce, oddzielonej wąskim pasem lądu. Kapsali ma nico inny charakter niż Agia Pelagia. Miasteczko otaczają góry. Jak na dłoni widać twierdzę wznoszącą się ponad Chorą, stolicą wyspy. Tego dnia, gdy tam byliśmy, niebo zasnute było ciemnymi chmurami. Całość robiła dość ponure wrażenie, choć sama plaża jest ładna, piaszczysto-żwirkowa, z łagodnym zejściem do wody. Można skorzystać z płatnych parasoli (niestety nie znam ceny, bo usiedliśmy w jednym z nadmorskich barów) oraz z prysznica i przebieralni. Wzdłuż całej plaży ciągną się bary i tawerny, ale od samego kąpieliska oddzielone są murkiem, więc nie jest tak malowniczo jak w Agii Pelagii.





Kaladi


Plaża Kaladi na południowym wschodzie Kithiry uchodzi za najładniejszą na całej wyspie. Cóż, zazwyczaj takie miano zyskują otoczone skałami zatoki, do których prowadzą niezliczone ilości schodów. Tak jest również w tym przypadku.



Niewielki, bezpłatny parking znajduje się tuż przy zejściu. Większy jakieś 200-300 m wcześniej. Tam też jest jedyny bar w okolicy, gdzie można się zaopatrzyć choćby w mrożoną kawę. Nad samym brzegiem morza nie ma niestety żadnej infrastruktury, ani płatnych leżaków z parasolami, ani gastronomii. Z jednej strony to atut, bo jest bardziej dziko i dzięki temu naprawdę pięknie, a z drugiej niestety na plaży nie ma praktycznie grama cienia. Można chować się pod skalnymi nawisami, ale i tam po jakimś czasie docierają promienie słońca.







Plaża jest kamienista, ale pierwszy raz naszym dzieciom to zupełnie nie przeszkadzało, bo... przez cały pobyt praktycznie nie było ich na plaży! W tym miejscu aż roi się od zatoczek, wysepek i jaskiń wydrążonych w skałach, więc chłopcy wraz z tatą popłynęli na męską wyprawę i tylko momentami widziałam ich na kolejnym wystającym z morza głazie. A ja mogłam wreszcie w spokoju oddać się lekturze!












Opinie o tym miejscu wcale nie są przesadzone. Plaża jest naprawdę malownicza i najmniej monotonna ze wszystkich na Kithirze, chociaż więcej uciechy będą miały starsze, umiejące pływać dzieci.



Avlemonas


Miejscowość Avlemonas leży w odległości kilku kilometrów od plaży Kaladi. To jedno z najbardziej fotogenicznych miejsc na Kithirze. Morze wydrążyło tu w skałach niewielką, wąską zatokę. Na jej obu brzegach stoją charakterystyczne białe domki, a w samej zatoce znajduje się niewielka plaża. To kolejne miejskie kąpielisko, ale jakże inne od dwóch poprzednich! Jest i niewielka część piaszczysta, i wybetonowany kawałek skalnej półki, z której schodzi się bezpośrednio do wody. W tej części plaży znajduje się przebieralnia. Nie ma parasoli, ani leżaków. W sąsiedztwie jest dużo tawern i barów.





Limnionas


Położona na zachodnim wybrzeżu Kithiry wioska Limnionas to chyba najbardziej urokliwe miejsce na całej wyspie! I choć na mapach i w przewodnikach oznaczona jest jako plaża, tak naprawdę jest to wioska rybacka, która latem oddaje się we władanie turystów, właściwie garstki turystów, która chce tu dotrzeć. A plaża jest przy okazji. Na niej może dwoje, troje plażowiczów. Na miejscu nie ma parasoli, ani leżaków.



Droga, która tu prowadzi, choć asfaltowa, jest wąska i bardzo kręta. To atut. Bo nawet jeśli kiedyś na Kithirę dotrze masowa turystyka na większą skalę, to nie zjedzie nią żaden autokar! I niech nie zjeżdża, bo na końcu drogi czeka cud! Już z góry widać charakterystyczną białą zabudowę. W większości to podłużne "garaże" dla łódek. Wiele jest zamkniętych i pewnie wciąż służą rybakom, ale w jednym, pośrodku, urządziła się tawerna. Brak bieżącej wody sprawia, że w karcie znajduje się tylko kilka dań, bardziej przekąsek i wszystko serwowane jest na plastikowej zastawie, a jednak wszystko smakuje wybornie, a właścicielka sama obiera ziemniaki na frytki, co dziś w gastronomii jest już chyba reliktem przeszłości. Można wpuścić dzieci do morza, które jeszcze w odległości ponad 100 m od brzegu sięga nie wyżej niż do pasa (choć są także skałki, w których czają się jeżowce, więc lepiej mieć obuwie do wody), usiąść przy stoliku i delektować się sardynkami w vinegrecie. Takie plażowanie to ja rozumiem! Limnionas zdecydowanie skradło moje serce.






Diakofti


Diakofti leży na wschodnim wybrzeżu Kithiry. To tu przypływają i stąd odpływają promy do Neapoli. W drodze powrotnej mieliśmy trochę czasu, by usiąść w kawiarni hotelu Notara nad brzegiem morza. Hotel posiada własną piaszczystą plażę. Dla klientów baru plażowanie jest za darmo. A plaża jest bardzo przyjemna! Oprócz parasoli i leżaków do dyspozycji gości są hamaki i huśtawki, a w bezpośrednim sąsiedztwie także miejska siłownia.





W pobliżu, po drugiej stronie ulicy, znajduje się plaża miejska uchodząca za największą piaszczystą plażę na wyspie. Płytka woda w morzu sprawia, że miejsce polecane jest dla rodzin z małymi dziećmi. Jednak w samo południe nie było tam ani jednego wolnego miejsca! Dziwi mnie to o tyle, że Diakofti jest małą i niezbyt interesującą miejscowością. Na Kithirze jest wiele ładniejszych miejsc, gdzie można spędzić wakacje bez tłumów i mieć plażę prawie tylko dla siebie.



Jeśli zatem nie macie jeszcze zaplanowanych wakacji, a marzycie o ciepłym morzu i pięknych plażach bez tłumów oraz bez plażowego businessu wszelkiej maści, to Kithira jest idealnym miejscem! Pokochałam tę wyspę od pierwszego wejrzenia i pewnie nieprędko jakakolwiek inna będzie w stanie ją zdetronizować.