sobota, 16 czerwca 2018

Babka ziemniaczana i inne frykasy, czyli co i gdzie zjeść w Białymstoku i okolicy. Kuchnia tradycyjna i inspiracje

Przez stulecia mapa Europy zmieniała się wielokrotnie. Ziemie przechodziły pod kolejne protektoraty, narody tworzyły własne państwa, inne dostawały się we władanie ościennych mocarstw, by z czasem odzyskać niepodległość. Najbardziej burzliwych losów zawsze doświadczały pogranicza, tereny zamieszkiwane przez sąsiadujące ze sobą nacje, często o różnych religiach i wywodzące się z odmiennych tradycji. I choć granice się przesuwały, a ludzie przenosili się z miejsca na miejsce, to na ziemi, gdzie żyli pozostawiali po sobie coś transgranicznego i ponadkulturowego, czyli... swój wkład w regionalną kuchnię. Gdyby odbyć po Europie podróż, której szlak wyznaczałyby smaki, trzeba by było pewnie zrobić rewizję wielu granic! Za przykład mogą posłużyć chociażby Bałkany. W północnej Serbii, w regionie Wojwodina, obok typowo bałkańskiej pljeskavicy, można zjeść węgierski gulasz, w kuchni macedońskiej mnóstwo jest wpływów bułgarskich, a w albańskiej części Epiru w każdej restauracji serwują popularną sałatkę grecką (choć Albańczycy nieco się złoszczą, gdy się ją tak określa).

Także w kuchni Podlasia doskonale widać wielokulturowość tego regionu. Przenikają się tu elementy biednej kuchni wiejskiej opartej przede wszystkim na ziemniakach oraz mące z wpływami kuchni wschodniej (głównie litewskiej) oraz żydowskiej. Ale współczesna kuchnia podlaska, szczególnie ta, której skosztować można w Białymstoku i okolicach, to nie tylko potrawy tradycyjne. Modne, nowoczesne restauracje doskonale radzą sobie z zaadaptowaniem miejscowych klasyków do współczesnych realiów, wykorzystując także lokalne produkty. Najciekawiej do tematu podeszła restauracja Tygiel (adresy miejsc, które odwiedziliśmy oraz ich krótki opis znajduje się na końcu tekstu). Menu składa się z czterech części obejmujących kuchnię: polską, żydowską, wschodnią i tatarską. Zdania na temat restauracji są podzielone, nam wszystko smakowało, zaś sam pomysł pokazania rodowodu poszczególnych dań (lub luźnego ich związku z wpływami poszczególnych kuchni) uważam za bardzo trafiony i podobnej systematyki będę trzymała się w tym poście.

KUCHNIA POLSKA

Babka ziemniaczana


Sztandarowym daniem na całym Podlasiu jest babka ziemniaczana nosząca na tych terenach nazwę tartun oraz kugel lub kugiel (to nazwy tego dania w kuchni żydowskiej, z której zresztą prawdopodobnie się wywodzi) i mająca nawet swoje coroczne święto w Supraślu. Starte ziemniaki, doprawione skwarkami z boczku oraz cebulą piecze się w piekarniku na blasze, następnie kroi na kawałki. Kawałki babki często są dodatkowo opieczone na patelni i w restauracjach najczęściej serwowane z sosem grzybowym. Taką jadłam w Tyglu.



Jednak na Podlasiu babka często stanowi też dodatek do mięs, zamiast ziemniaków lub frytek. Restauracja Tygiel ma w karcie takie danie w części poświęconej kuchni żydowskiej. Nosi nazwę kugel z gęsią na cymesie i babka jest tam dodatkiem do gęsiny. Podobnie serwowaną kaczkę nasz ośmiolatek jadł natomiast w restauracji Receptura. Całość była elegancko podana i to właśnie było jedno z tych dań, które łączą lokalną tradycję z kuchnią modną i nowoczesną.



Co ciekawe, podobne danie można też znaleźć w kuchni łemkowskiej i jest tam znane pod nazwą... kindziuk! Nie należy oczywiście mylić tej potrawy z podlaskim gatunkiem wędliny, o której będzie jeszcze mowa w dalszej części tekstu.

Kiszka ziemniaczana


To drugi, obok babki, ziemniaczany klasyk w tym regionie. Uwierzycie, że jak żyję ponad czterdzieści lat, to w czasie tegorocznej majówki jadłam ją po raz pierwszy w życiu? Kiszka w kształcie przypomina kiełbasę, ponieważ do jej wykonania używa się jelit wieprzowych, do których, po oczyszczeniu, wkłada się farsz z ziemniaków doprawionych cebulą, a następnie piecze się w piecu. Serwuje się z rozmaitymi dodatkami, ja jadłam z sosem grzybowym, ale muszę przyznać, że o ile babkę ziemniaczaną bardzo lubię, to kiszka jakoś nie powaliła mnie na kolana.



Ser koryciński


Ser koryciński znałam dotąd głównie z targów odbywających się w różnych częściach Polski i towarzyszących wszelkiej maści uroczystościom, głównie religijnym, chociażby obchodom Niedzieli Palmowej w Łysych na Kurpiach, czy Bożego Ciała w Łowiczu. Kupowałam po kawałku niemal każdego smaku (mój ulubiony to z dodatkiem czarnuszki), by potem kroić na plastry i jeść na kanapkach. Jednak ten gatunek sera z powodzeniem może być wykorzystywany także jako dodatek do sałatek, najczęściej nieco przypominających grecką. Z pomidorami i ogórkami komponuje się równie dobrze jak feta!




Restauracja na Zamku w Tykocinie serwuje także dwie przystawki z sera korycińskiego: na ciepło, w chrupiącej panierce z dodatkiem żurawiny oraz w postaci marynowanej.

KUCHNIA ŻYDOWSKA

W kuchni Podlasia, poza daniami z ziemniaków, można znaleźć także całą gamę potraw mącznych, wśród których dominują oczywiście wszelkiego rodzaju pierogi z żydowskim kreplachem oraz litewskimi kołdunami na czele.

Kreplach


Kreplach to sporych rozmiarów pieróg z nadzieniem mięsnym, gotowany, następnie smażony w głębokim tłuszczu. W restauracji na Zamku w Tykocinie serwowany jest dodatkowo z sałatką tabule (tabbouleh), popularną na Bliskim Wschodzie, także w Izraelu. To kolejny przykład łączenia tradycji z nowoczesnością w restauracjach Podlasia.



KUCHNIA WSCHODNIA

Wpływy wschodnie w kuchni Podlasia, a szczególnie Białegostoku i okolic, to nie tylko zapożyczenia od sąsiadów, głównie Litwinów i Białorusinów, ale również elementy kuchni rosyjskiej, jak chociażby pożywna zupa soljanka. W 1807 r. Białystok znalazł się w granicach ówczesnego Imperium Rosyjskiego sprowadzając do miasta całą rzeszę carskich urzędników i wojska, a wraz z nimi rosyjskie potrawy.

Soljanka


To gęsta, pożywna zupa na wywarze mięsnym, rybnym lub grzybowym z licznymi dodatkami, jak ogórki kiszone, oliwki, czy kapary, nadającymi jej nieco kwaskowy smak. W Polsce zadomowił się przede wszystkim wariant mięsny i bardzo ją lubię, choć jem niezwykle rzadko. 




Chłodnik litewski


Choć zupa ma rodowód wschodni, to jednak przyjęła się na terytorium praktycznie całej Polski i dziś uważana jest za jedno ze sztandarowych dań sezonowej kuchni polskiej. Uwielbiam buraki właściwie pod każdą postacią i chłodnik należy do moich ulubionych zup. W czasie naszej białostockiej majówki jedliśmy go niemal codziennie, za każdym razem w innym miejscu (w Tyglu, Recepturze i w barze Jarzębinka w Supraślu). Najsmaczniejszy był w Recepturze (lubię taki, który ma bardziej intensywny smak, z mniejszą ilością śmietany, czy jogurtu), ale najbardziej fotogeniczny, na tym talerzyku w kwiatki, bez wątpienia był ten serwowany w Jarzębince! Chłodnik standardowo podawany jest z jajkiem na twardo, ale w kuchni staropolskiej dodawano jeszcze szyjki rakowe. Dziś zdarza się to właściwie tylko w wykwintnych restauracjach, co dziwi o tyle, że szyjki rakowe to nie jest żaden rarytas i dostępne są nawet w sklepach wielkopowierzchniowych.




Kartacze


Kartacze, inaczej cepeliny, kojarzą mi się głównie z kuchnią litewską, ale muszę przyznać, że gdy byliśmy w zeszłym roku w Wilnie, wcale mnie nie zachwyciły. U naszych wschodnich sąsiadów serwowane są z kwaśną śmietaną, ale o niebo bardziej odpowiada mi wersja polska, ze skwarkami. Te podłużne kluski lepi się z dwóch rodzajów ziemniaków: gotowanych i surowych (to dlatego mają trochę ciemniejszy kolor). Farsz robi się z surowego mięsa mielonego z dodatkiem cebuli i przypraw, dzięki czemu jest taki soczysty. W Białymstoku jadłam kartacze w dość nietypowym miejscu o nazwie MultiBrowar, do którego ludzie przychodzą raczej napić się piwa i obejrzeć mecz. I o dziwo, były bardzo smaczne! Miały, co prawda, mniej farszu niż te, których później skosztowaliśmy w Jarzębince, ale był on dużo smaczniejszy!





Kołduny litewskie


Kołduny to niewielkie pierożki z mięsnym farszem z dodatkiem łoju. Podobnie jak w przypadku kartaczy, nadzienie robi się z surowego mięsa i dopiero gotuje. Mogą być podawane w rosole lub barszczu, albo po prostu z omastą. Wersję pierwszą jadł Jerzyk w Tyglu (jako kołduny tatarskie), drugą zaś serwuje restauracja na Zamku w Tykocinie.



Kindziuk


To twarda, dojrzewająca wędlina o litewskim rodowodzie. Ma pikantny i nieco kwaskowy smak. Podobnie jak ser koryciński, doskonale nadaje się zarówno na kanapki, jak i jako dodatek do dań współczesnej kuchni podlaskiej, choćby sałatek, czy... podpłomyków. Podpłomyk z kindziukiem jadłam w restauracji Horyzont. W karcie jest też inny, serowy, który ma w składzie ser koryciński. 





Kwas chlebowy


Kwas chlebowy uchodzi za napój bezalkoholowy, jednak może zawierać niewielki procent alkoholu, ponieważ powstaje w wyniku fermentacji chleba (z dodatkiem cukru i drożdży). Ma charakterystyczny smak przypieczonej skórki chleba, nie jest bardzo słodki, lekko gazowany i doskonale gasi pragnienie! W Białymstoku serwuje go praktycznie każda restauracja, w butelkach (najczęściej producentów litewskich) lub z beczki.



KUCHNIA TATARSKA

Kołduny tatarskie


Przyznam szczerze, że nie umiem odróżnić kołdunów litewskich od kołdunów tatarskich, a takie zamówił sobie Jerzyk w restauracji Tygiel. W odróżnieniu od litewskich z Tykocina, tatarskie podane były w pikantnym rosole. Dziecko, które jest miłośnikiem pierogów pod każdą postacią, zjadło, ale bez jakiegoś szczególnego zachwytu.



Nie mam innych doświadczeń z kuchnią tatarską. Niestety nie zdążyliśmy odwiedzić Tatarskiej Jurty w Kruszynianach. Spaliła się ostatniego dnia naszego pobytu na Podlasiu, jednak wierzę, że uda nam się jeszcze spróbować tamtejszej kuchni, bowiem właściciele się nie poddają. Na miejscu działa sezonowy bar w namiocie i serwowana jest większość potraw, które dotąd znajdowały się w menu. Mam nadzieję, że to kultowe już miejsce szybko zostanie odbudowane.

Powyższy wybór dań nie oddaje bogactwa smaków Podlasia, nawet tych charakterystycznych dla stolicy regionu i najbliższych okolic. Opisałam jedynie to, czego udało nam się spróbować podczas czterodniowej majówki w Białymstoku. W zestawieniu zabrakło choćby buzy, czyli napoju ze sfermentowanej kaszy jaglanej o bałkańskim rodowodzie. Podobny, o nazwie boza, piłam lata temu w Bułgarii. Lubię próbować lokalnych potraw we wszystkich miejscach, które odwiedzam, jednak zazwyczaj są to bardzo tradycyjne dania. W Białymstoku do gustu przypadła mi szczególnie kuchnia podlaska w nowoczesnym wydaniu.   

GDZIE SMACZNIE ZJEŚĆ W BIAŁYMSTOKU I OKOLICY

Białystok


Tygiel 

Restauracja w założeniu chce przypomnieć przedwojenne smaki miasta. Przyświeca jej hasło "kuchnia czterech kultur". Karta podzielona jest na cztery części obejmujące kuchnię polską, żydowską, wschodnią i tatarską. Są i potrawy tradycyjne, takie jak babka ziemniaczana, tatar, czy chłodnik, ale i po prostu inspirowane każdą z tych kuchni. Dania są ładnie i nowocześnie podane.



Tygiel
Rynek Kościuszki 28

Horyzont 

Jedno z tych modnych miejsc o nowoczesnym, ciekawie zaaranżowanym wnętrzu i również nowoczesnej kuchni. W karcie misz masz z różnych stron świata, bo jest i zupa pho, i burgery, i w maju sezonowe szparagi, ale także subtelne elementy kuchni lokalnej we współczesnej odsłonie, jak choćby wspomniane podpłomyki z kindziukiem i serem korycińskim. Wszystko smaczne, obsługa nienaganna.



Horyzont
ul. Legionowa 14/16

Receptura 

Mój numer jeden, jeśli chodzi o Białystok. Kuchnia fenomenalna! W karcie można znaleźć przede wszystkim dania kuchni polskiej, oczywiście z elementami regionalnymi, ale w nowoczesnym wydaniu, odważnie łączące smaki, m.in. pyszny chłodnik, kaczkę, gęś (na babce ziemniaczanej) i najlepszą baraninę, jaką jadłam (z dodatkiem koziego sera i boczniaków, podawana na kaszy bulgur, z pieczonymi buraczkami, fasolką szparagową i chipsem z selera). Do tego profesjonalna obsługa (kelner, który potrafi i zabawić rozmową, i namówić na jeszcze jeden kieliszek wina) i niebanalne wnętrze w modernistycznym pawilonie wzniesionym w latach siedemdziesiątych XX w. z okazji centralnych dożynek.




Receptura 
ul. Św. Rocha 14 (w Parku im. Jadwigi Dziekońskiej)

MultiBrowar

Trafiliśmy tam nieco przypadkowo, bo mieszkaliśmy po sąsiedzku. Lokal na pierwszy rzut oka nijaki, ot gospoda, w której można napić się piwa (duży wybór, jak sama nazwa wskazuje), obejrzeć transmisję meczu i przy okazji coś zjeść. Dzieciaki skusił mecz Jagiellonii, więc postanowiliśmy zostać na kolacji i okazało się, że jak na tego typu miejsce, kuchnia jest bardzo przyzwoita. Królują co prawda tłuste dania mięsna (golonka, żeberka), jednak można znaleźć i lokalne akcenty (babka ziemniaczana, kartacze, sałatka z serem korycińskim). Bardzo pozytywne zaskoczenie. 

MultiBrowar 
ul. Malmeda 8

Supraśl


Bar Jarzębinka

Niewielki bar znajdujący się przy głównej ulicy miasteczka specjalizujący się z tradycyjnej kuchni podlaskiej. Wybór dań niewielki, za to sama klasyka: babka ziemniaczana, kiszka ziemniaczana, kartacze. Można też zamówić talerz lokalnych specjałów, na którym wszystkiego będzie po trochu. Kuchnia jak domowa.



Bar Jarzębinka 
ul. 3 Maja 22

Tykocin


Restauracja na Zamku 

Podobnie jak Receptura, restauracja serwuje dania kuchni polskiej w nowoczesnym wydaniu i z wykorzystaniem lokalnych produktów (ser koryciński, kindziuk). W karcie można znaleźć także potrawy kuchni żydowskiej, wschodniej i tatarskiej.




Zamek w Tykocinie
ul. Puchalskiego 3

W Białymstoku jest więcej restauracji, które karmią wybornie. Na liście, którą przygotowałam sobie przed wyjazdem, miałam jeszcze przynajmniej drugie tyle, a niestety tylko cztery dni do dyspozycji. Jeśli wydaje Wam się, albo powiedziano Wam, że w Białymstoku nic nie ma, to ja Wam mówię, że warto tam jechać choćby dla fantastycznej kuchni!

środa, 6 czerwca 2018

Street art w Białymstoku

W drugiej połowie maja na ulicach Warszawy można było zobaczyć plakaty kampanii społecznej pt. "Kultura leczy". Ciekawe, że jeden poświęcony został także sztuce ulicy, a hasło głosiło: "Street art podnosi poziom hormonu szczęścia". Bo murale na ulice miast wnoszą mnóstwo kolorów, a te mają dobroczynne działanie na ludzki organizm. Może właśnie dlatego podświadomie szukam obrazów malowanych na murach we wszystkich miastach, które odwiedzam. Ale robię to także dlatego, że lubię obcować ze sztuką. A street art to najbardziej ulotna ze wszystkich dziedzin sztuki. Dziś jest, jutro go nie ma. Ocieplenia budynków, dobudowywanie nowych domów do ścian starych, wreszcie rozbiórki - wszystko to sprawia, że muralami czy innymi przykładami sztuki ulicznej można cieszyć się zazwyczaj tylko przez kilka lat. Daleko jesteśmy jeszcze za krajami zachodniej Europy, gdzie ten nurt sztuki zaczęto doceniać i zabezpieczać, choćby montując szyby jak w przypadku niektórych prac najbardziej chyba znanego przedstawiciela street artu, Banksy'ego. Jednak i u nas stawia się już pierwsze kroki w tym kierunku. W Białymstoku kamienica z 1914 r., na której znajduje się jeden z najbardziej rozpoznawalnych polskich murali, przedstawiający dziewczynkę w spódnicy w kolorowe paski podlewającą konewką... żywe drzewo rosnące przy budynku, w 2016 r. wpisana została do rejestru zabytków. Tym samym ochroną objęty został także mural, który poniekąd stał się już symbolem miasta.

Białystok może się poszczycić także innymi doskonałymi muralami i w tej chwili zajmuje dość ważne miejsce na streetartowej mapie Polski. W ścisłym centrum przykładów sztuki ulicznej jest niewiele. Większość z nich można znaleźć na ścianach bloków na osiedlach oddalonych ok. 3-4 km od śródmieścia. Białostocki street art przybiera rozmaite formy, od klasycznych murali, przez wielkoformatowe "naklejki", aż po kompozycje z ceramiki. Wiele z tych obrazów powstało w ramach Dni Sztuki Współczesnej, corocznej imprezy artystycznej odbywającej się w Białymstoku od 1985 r., której od kilku lat towarzyszy także cykl East Side Street Art, co tylko dowodzi tezy, że street art śmiało może być uznawany za gałąź sztuki.

W czasie tegorocznej majówki obejrzałam w stolicy Podlasia kilkanaście bardzo dobrych przykładów sztuki ulicznej.

Natalia Rak "Legenda o wielkoludach"/"Dziewczynka z konewką" (Al. Piłsudskiego 11/4)


Choć oficjalny tytuł obrazu to "Legenda o wielkoludach", to i tak wszyscy nazywają go "Dziewczynką z konewką". Mural powstał w 2013 r. w ramach akcji „Folk on the street”. Ma ona za zadanie wpleść elementy folkloru w przestrzeń miejską, między innymi łącząc tradycję ludową ze street artem. Inspirowany jest właśnie "Legendą o wielkoludach", którą odnaleźć można w książce Wojciecha Załęskiego pt. „Hecz, precz, stała się rzecz. Wydobyte z kufra pamięci”. Znajduje się na ścianie kamienicy z 1914 r., obecnie będącej siedzibą Instytutu Chemii Uniwersytetu w Białymstoku. Budynek w 2016 r. został wpisany do rejestru zabytków, zaś sam mural na stałe wpisał się w krajobraz miasta i jest też jednym z najbardziej rozpoznawalnych w całej Polsce. Od zawsze chciałam go zobaczyć na żywo!



"Utkany wielokulturowością" (Al. Piłsudskiego 19/1)


Dlaczego utkany? To nawiązanie do dziewiętnastowiecznych włókienniczych tradycji Białegostoku. Tło muralu stanowi wielobarwna tkanina. Dlaczego utkany wielokulturowością nie trzeba pewnie tłumaczyć. Obraz przedstawia symbole oraz słowa pisane w różnych alfabetach i językach nawiązujące do pamięci o byłych mieszkańcach miasta różnych narodowości i religii, m.in. Żydach, czy Rosjanach. Powstał w 2015 r. w ramach projektu skierowanego przeciwko mowie nienawiści, co nie przeszkodziło temu, by ktoś na początku tego roku namalował na nim swastykę, która na szczęście szybko została usunięta.




Cykl murali poświęconych tolerancji (Al. Piłsudskiego 20/1)


Niemal vis à vis pracy Natalii Rak, po drugiej stronie Al. Piłsudskiego, znajdują się cztery niewielkie murale, w których również można zobaczyć motyw podlewanego drzewa, jednak w nieco innym kontekście. Obrazki powinno oglądać się po kolei, od tego, na którym dwójka dzieci sadzi drzewo, potem jako nastolatkowie je pielęgnują, by wreszcie jako dorośli odpoczywać w jego cieniu. Autor nie jest znany, zaś obrazki powstały w październiku 2015 r. w ramach akcji Podlaskiego Urzędu Wojewódzkiego, która miała promować tolerancję. Czwarty obraz, kończący cykl, opatrzony jest słowami św. Jana Pawła II: „Rasizm jest zaprzeczeniem najgłębszej tożsamości istoty ludzkiej.”








Millo "Instability"/"Niestabilność" (ul. Swobodna 60, widoczny od strony Al. Konstytucji 3 Maja)


To jedyna w Polsce praca włoskiego artysty Francesco Camillo Giorgino, znanego jako Millo, który jest jednym z najbardziej charakterystycznych i rozpoznawalnych twórców street artu na świecie. Drugi plan jego obrazów prawie zawsze stanowią czarno-białe schematy miast z blokami, ulicami i innymi miejskimi akcentami. Stanowią tło dla podkolorowanych postaci, jednak zazwyczaj artysta używa w każdej pracy zaledwie trzech, czterech barw. W przypadku białostockiej realizacji z 2015 r., wykonanej w ramach Dni Sztuki Współczesnej, jest to chłopiec układający misterny domek z kart. I tylko dwa kolory: czerwony i niebieski.



Drugi mural artysty, noszący tytuł "Wolność" ("Freedom"), także namalowany w 2015 r. widziałam w Wilnie. Ilustruje post podsumowujący mój podróżniczy 2017 r.

BASE23, Tobias Kroeger, bez tytułu (ul. Gajowa 77)


To kolejny mural wykonany w ramach Dni Sztuki Współczesnej, tym razem w 2014 r. Autorami jest dwójka artystów niemieckich: BASE23 (Lars Base Niebuhr) i Tobias Kroeger. Przedstawia nieco surrealistyczną, budzącą niepokój postać, ale obok "Dziewczynki z konewką" i pracy Millo trafił do mojego osobistego TOP 3 białostockich murali.



Chekos'art "Kobieta w masce" (ul. Batalionów Chłopskich 1, widoczny od strony ul. Popiełuszki)


W 2013 r. w Białymstoku miały miejsce incydenty na tle rasistowskim. Na osiedlu, gdzie znajduje się mural, doszło do podpalenia mieszkania polsko-hinduskiego małżeństwa. Obraz przedstawiający ciemnoskórą kobietę, zdejmującą białą maskę powstał w opozycji do tych wydarzeń z inicjatywy stowarzyszenia „Normalny Białystok”, do którego zwrócili się artyści z grupy Chekos'art (Anna Kitlas i Francesco Chekos) działającej na co dzień we Włoszech, ale przebywających akurat w Białymstoku. Obrazowi towarzyszą słowa Kazimierza Przerwy-Tetmajera: „Ludzie są równi, tylko nierówność ich dzieli”.



Ciekawe, że pierwszym napotkanym przechodniem podczas naszego pobytu w Białymstoku był... ciemnoskóry chłopak. I to właśnie on, nam, turystom, wskazał drogę do Rynku Kościuszki.

TAKTAK "Chłopiec..." (ul. Radzymińska 18)


Mural nie ma tytułu, ale najczęściej potocznie nazywany jest "Chłopcem z tkaniną", czy też "Opowieścią o pieczeniu chleba". Podobnie jak "Dziewczynka z konewką", ten mural także powstał w ramach akcji "Folk on the street". W 2017 r. wykonali go artyści z białoruskiej grupy TAKTAK. Inspiracją stała się charakterystyczna dla Podlasia tkanina dwuosnowowa, zaś tytuł pracy nawiązuje do jednej z bardziej znanych takich tkanin pt. "Pieczenie chleba”, której autorką jest tkaczka z Wasilkowa, pani Lucyna Kędzierska. 



Sweet Damage Crew "Golden Catch"/"Złoty połów" (ul. Antoniukowska 42)


Mural przedstawiający chłopca próbującego wyłowić złotą rybkę z akwarium przy użyciu skomplikowanego systemu kołowrotków powstał w 2016 r. w ramach Dni Sztuki Współczesnej. Jest dziełem twórców z Rumunii działających w grupie Sweet Damage Crew.




"TBA" lub "Przenikanie" (ul. Skłodowskiej-Curie 10)


Nie udało mi się ustalić autora obrazu, za to w Internecie znalazłam dwa tytuły "TBA" lub "Przenikanie" oraz informację, że mural powstał w ubiegłym roku w ramach Festiwalu Światła i Sztuki Ulicy Lumo Bjalistoko i nawiązuje do zniszczeń, jakich Białystok doznał w czasie II wojny światowej.




Dwa murale przy ul. Zamenhofa (ul. Zamenhofa 5c)


Pierwszy nosi tytuł "Żubry". To praca wspomnianego już wcześniej BASE23, tym razem w duecie z Mortenem Andersenem. Niemcy wykonali obraz w ramach Dni Sztuki Współczesnej w 2013 r.



Drugi, a właściwie trzy małe murale to praca Stanisława "Szuma" Szumskiego.



Swanski (ul. Waryńskiego 8, widoczny od strony ul. Częstochowskiej)


Praca Swanskiego (pod tym pseudonimem ukrywa się Paweł Kozłowski), którego warszawski mural poświęcony oceanom pokazywałam kiedyś na blogu, przedstawia baśniowego stwora przypominającego smoka. Mural powstał w maju 2012 r. w ramach Dni Sztuki Współczesnej.



NeSpoon i jej słynne koronki (ul. Mickiewicza 2c i Galeria Arsenał Elektrownia, ul. Elektryczna 13 - wejście od ul. Świętojańskiej)


Pierwsza znajduje się przy ul. Mickiewicza, na budynku wchodzącym w skład kompleksu Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku. Powstała w 2012 r. w ramach akcji „Folk on the street”.




Druga zdobi wejście do oddziału Galeria Arsenał mieszczącego się w budynku starej elektrowni z początku XX w. i zwanego po prostu Elektrownią.



Street Art_PLN i Outings Project (ul. Kijowska róg Młynowej, pustostany)


Na niszczejącym zabytkowym budynku przy ul. Kijowskiej 2 znajduje się kilka przykładów street artu, głównie wykonanych techniką szablonu. Pod pracami podpisał się ktoś ukrywający się pod pseudonimem Street Art_PLN. 








Vis à vis pustostanu, po drugiej stronie ulicy, na również opuszczonym budynku fabryki, można zobaczyć zniszczoną już niestety pracę znanego francuskiego artysty Juliena de Casabianca. W ramach projektu Outings Project przenosi on na ulice fragmenty obrazów, które można podziwiać w muzeach, najczęściej malarzy tego kraju, w którym akurat tworzy. Kilka jego realizacji pojawiło się także na warszawskiej Pradze. Nie są to typowe murale. Powiększone fragmenty znanych dzieł sztuki przenoszone są na papier i naklejane na budynkach, dlatego są bardzo nietrwałe. W Białymstoku artysta brał udział w festiwalu kultury niezależnej Underground/Independent w marcu 2017 r. 



Paulina Horba, Katarzyna Zagłoba „G(wa)ra w Scrabble” (ul. Zamenhofa 4, widoczny od strony ul. Malmeda)


To ceramiczna kompozycja, której autorką jest rzeźbiarka Paulina Horba. Płaskorzeźba w formie planszy do gry w Scrabble (ceramiczne kostki znajdują się na pomalowanej na zielono ścianie) układa się w hasła w podlaskiej gwarze, z których większość wyszła już z użycia, a dla turysty odwiedzającego miasto, zwyczajnie nie znaczą nic! A skawarotka to patelnia, małanka - błyskawica, zorka - pierwsza gwiazda, bonda - placek z ciasta chlebowego pieczony w piecu chlebowym przed wygaśnięciem żaru, uciesny -  radosny, inaksy - inny, zagon - pas ziemi między bruzdami, zaś kiziak - źrebię... Praca powstała w 2015 r. w ramach akcji "Folk on the street".



Scrabble z Białegostoku, choć większe, to przypomina prace NeSpoon z 2011 r. wykonane w ramach Art Boom Festival w Krakowie. Wówczas 8 słownych układanek zawisło w różnych miejscach na ścianach krakowskich kamienic. Jedną znalazłam na Kazimierzu.

Paulina Horba "3 Akty z Natury" (budynek Białostockiego Teatru Lalek, ul. Kalinowskiego 1)


Są to trzy kompozycje z mozaiki ceramicznej o nowatorskiej formie, inspirowane bogactwem natury Podlasia. Są zatem oczywiście żubry, ale i ptaki oraz las. Praca powstała dzięki stypendium "Młodzi Twórcy" przyznanego przez Prezydenta Miasta Białegostoku w 2016 r. 



W 2016 r. Białystok wygrał konkurs na miasto z najpiękniejszymi muralami zorganizowany przez jeden z portali internetowych. Nie jestem zdziwiona, bo mi także street art w stolicy Podlasia bardzo przypadł do gustu. Widać także, że miasto wciąż inwestuje w tę dziedzinę sztuki. I jest to z pewnością inwestycja, która się zwróci, bo ciekawa sztuka ulicy przyciąga turystów. Jestem tego najlepszym przykładem!