poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Korfu: w drodze na Pantokrator

Zawsze śmieję się z mojego męża, że przed pakowaniem robi listę niezbędnych na wyjazd rzeczy. Ja się zawsze pakuję z głowy! No i masz babo placek, wszystko zabrałam, tylko nie buty trekkingowe! Dla chłopaków wzięłam, bo... były na liście! Bo choć greckie wyspy kojarzą się przede wszystkim z lazurowym morzem i pięknymi plażami, to większość z nich jest górzysta i aż prosi się, by wybrać się na górską wędrówkę. A Korfu jest pod tym względem wyspą szczególną. Z południa, poprzez całe zachodnie wybrzeże, aż na jej północ wiedzie pieszy szlak Corfu Trail. Został wyznaczony 14 lat temu i ma długość 220 km. Prowadzi przez bardzo różnorodny teren, a jedną z jego części jest zdobycie najwyższej góry wyspy - Pantokratora (906 m n.p.m.). Może kiedyś zdecydujemy się przejść cały szlak, tym razem jednak postanowiliśmy wejść na Pantokrator. Jak tylko pierwszego dnia podróży zorientowałam się, że zapomniałam butów, tylko czekałam, aż wybije 10:00 i otworzą sklepy w centrach handlowych. Zatrzymaliśmy się w pierwszym, jakie było przy trasie. Żylina. Słowacja. Buciki w promocji. Można było jechać dalej. 



Pantokrator z charakterystycznymi masztami telekomunikacyjnymi widoczny jest z niemal każdego miejsca na północy Korfu. Drogi na szczyt prowadzą z kilku miejsc na wyspie. Nie są trudne, jednak dość monotonne i długie, bo z miejscowości położonych na wybrzeżu to kilkanaście kilometrów. Na samą górę da się także wjechać samochodem i to chyba najpopularniejszy sposób jej zdobycia. Postanowiliśmy połączyć przyjemne z pożytecznym ułatwiając sobie jednocześnie zadanie i kawałek podjechać autem, a resztę trasy pokonać już na nogach. Jako bazę wypadową potraktowaliśmy Starą Perithię, którą zwiedzaliśmy kilka dni wcześniej. O 8:00 rano było jeszcze przyjemnie chłodno i byliśmy chyba zupełnie sami w całej wiosce.



Trzeba przejść całą wieś i za ostatnimi zabudowaniami iść drogą wciąż do góry. Po kilkuset metrach żółta strzałka (takimi oznaczony jest cały szlak Corfu Trail) każe skręcić w prawo, w gęste paprocie. Odtąd idzie się do góry kamienną ścieżką, zostawiając za sobą Starą Perithię. Niestety szlak z dołu jest słabo oznaczony i zgubiliśmy go, gdy ścieżka zniknęła w gąszczu krzaków i jeżyn. Warto założyć długie spodnie, bo kolce boleśnie wbijają się w łydki. Krążyliśmy jakiś czas w jednym miejscu i przestaliśmy nawet przeszkadzać przyrodzie.  Przysiadały na nas motyle i olbrzymie koniki polne, a spod nóg uciekały duże zielone jaszczurki. W końcu jakimś cudem udało nam się dojść do właściwego szlaku, szerokiego i przejezdnego dla aut. Zaczęliśmy spotykać ludzi, ale było coraz później i upał zaczął dawać się we znaki, a cienia po drodze jak na lekarstwo. Strudzony wędrowiec może skorzystać właściwie tylko z jednej zadaszonej wiaty. Nawet prowizoryczna zagroda dla kóz zrobiona z blachy falistej stoi w pełnym słońcu! Na szczęście zwierzaki przez większą część dnia pasą się na zboczach Pantokratora.










Po kolejnych kilkunastu minutach marszu nasz trakt dotarł do asfaltowej szosy, którą większość turystów wjeżdża na szczyt samochodami. To najbardziej morderczy kawałek drogi, bowiem pnie się ona do góry bardziej stromo niż dotychczas i co chwilę zakręca. Z zazdrością patrzyliśmy na mijające nas auta, a ich pasażerowie z litością na nas, choć na górze odebraliśmy wyrazy podziwu od zmotoryzowanych rodaków i że dzieci takie dzielne. Dzieci sprawiały wrażenie, jakby przeszły nie więcej niż 100 m po plaży, za to ja miałam czarno przed oczami. Padłam w najwyżej położonej kawiarni na Korfu i nawet najdroższa cola, jaką kiedykolwiek piłam, niewiele pomogła. Dopiero jak włożyłam głowę pod kran w kawiarnianej toalecie, to doszłam jako tako do siebie i mogłam iść zwiedzać klasztor, który znajduje się na szczycie i z powodu którego na górę wjeżdżają te wszystkie auta.

Wszystkie drogi prowadzą na Pantokrator

Najwyżej położona kawiarnia na Korfu (z widokiem na miasto Korfu - stolicę wyspy)

Góra miała dla mieszkańców wyspy istotne znaczenie już w starożytności, bowiem znajdowała się na niej świątynia Zeusa. To na jej miejscu zbudowany został za panowania Andegawenów ok. 1347 r. pierwszy klasztor z kościołem Pantokratora, od którego swą nazwę wziął szczyt. Ponoć w jego budowie pomagali mieszkańcy Starej Perithii wykorzystując lokalne drewno i skały wapienne. Świątynia została zniszczona w 1537 r. Na jej miejscu ok. 1689 r. stanął obecny klasztor. Centralną część zajmuje kościół pod wezwaniem Przemienienia Pańskiego z osiemnastowiecznym ikonostasem i freskami. Nad świątynią góruje olbrzymi maszt telekomunikacyjny - ten, który widać, gdy patrzy się na Pantokrator z dołu. W bezpośrednim sąsiedztwie znajduje się kilkanaście mniejszych. Zdobycze cywilizacji całkowicie pozbawiły to miejsce uroku.









W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się pod wspomnianą zadaszoną wiatą na odpoczynek, by z dala od spalin pocieszyć się jeszcze naturą. Na prowizorycznej maszynce podgrzaliśmy gulasz po węgiersku w puszce. Dzieciaki jednogłośnie uznały, że to był najlepszy posiłek na Korfu! Okazało się, że dosłownie tuż obok wiaty szlak schodzi w dół i jest doskonale oznaczony. To ta część, którą zgubliśmy idąc do góry. Teraz zaoszczędziliśmy sporo czasu i siły.




W Starej Perithii w nagrodę na deser była jeszcze szarlotka i sałatka owocowa z przewagą zimnego arbuza. Choć marsz w pełnym słońcu był bardzo męczący, to jednak cieszę się, że wdrapaliśmy się na górę o własnych siłach. I coraz poważniej myślę o pokonaniu całego Corfu Trail.

(foto: iza & pwz & andy)

2 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Dobre, bo polskie ;-) W końcu ile można jeść tego czegoś w muszelkach...

      Usuń