poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Korfu: Vlacherna i Mysia Wyspa

Nie umiem czytać książek na plaży. Może dlatego, że lubię obserwować ludzi znajdujących się dookoła, a może po prostu dlatego, że i tak muszę cały czas jednym okiem patrzeć, co robią moje dzieci. O wiele lepiej w moim przypadku sprawdzają się krótkie teksty, nie skupiające aż tak wiele uwagi. Zawsze więc zaopatruję się w kolorowe czasopisma i nie mam wcale na myśli magazynów plotkarskich czy modowych. Jakże bardzo ucieszyłam się, gdy przed wyjazdem na Korfu pobiegłam do kiosku i w jednym z miesięczników o podróżach, który dość regularnie czytam, zobaczyłam artykuł o wyspie. I to nie byle jakiego autorstwa, bo Małgorzaty Rejmer, której książkę "Bukareszt. Krew i kurz" pochłonęłam kilka miesięcy temu jednym tchem. A na okładce jeden z najbardziej rozpoznawalnych widoków wyspy - maleńki biały monastyr na równie maleńkiej wyspie, must see, jeśli chodzi o Korfu mówiąc językiem blogosfery.



Ta wyspa to Vlacherna, a monastyr to żeński klasztor Panagia Vlacherna z XVII w. Wyspa oraz sąsiadująca z nią druga, Pontikonissi, zwana Mysią Wyspą, leżą w Zatoce Kanoni kilka kilometrów na południe od miasta Korfu. Samochód zostawiliśmy po przeciwnej stronie zatoki, w miejscowości Perama. Nie ma tam parkingów, ale można skorzystać z gościny restauracji Nisos z tarasem widokowym na całą zatokę, szczególnie jeśli zje się tam obiad. Brzegi zatoki łączy wąska grobla przeznaczona w zasadzie do ruchu pieszego, ale rowerem czy nawet skuterem też da się przejechać. Na drugim brzegu znajduje się kameralny port, w którym cumują niewielkie rybackie łodzie. Na nadbrzeżu suszą się kolorowe sieci. Niemal vis a vis wyspy w ogródku tawerny tuż nad samym morzem stoją stoliki, a przy niech niebieskie krzesła. Jakże typowo grecki obrazek! I jeszcze z takim widokiem! 





Śnieżnobiały klasztor wzniesiony w 1685 r. zajmuje niemal całą wyspę połączoną ze stałym lądem niewielkim mostem. Klasztor można obejść dookoła. Turystów jest niewielu, choć to przecież środek sezonu, a zdjęcie wysepki znajduje się chyba we wszystkich publikacjach poświęconych Korfu. Wewnątrz świątyni jest niewielka kaplica oraz sklep z pamiątkami.









Przy mostku łączącym wyspę z lądem przystań mają łodzie, które zabierają chętnych na sąsiednią, Mysią Wyspę (ponoć widziana z góry przypomina kształtem to sympatyczne zwierzątko). Rejs trwa zaledwie kilka minut, a płaci się 2,5 euro od osoby w dwie strony. W przeciwieństwie do prawie zupełnie płaskiej Vlacherny, na Pontikonissi wznosi się porośnięte bujną roślinnością wzgórze. Schody prowadzą do maleńkiego bizantyjskiego kościółka Pantokratora z XI lub XII w., również pobielonego. Obok świątyni znajduje się nieduże stoisko z pamiątkami i coś w rodzaju równie małej kawiarni. Po dachu dumnie przechadza się paw, skubiąc od czasu do czasu coś, czym karmi go właścicielka kramu. Te ptaki najwyraźniej upodobały sobie święte miejsca, ponieważ w zeszłym roku widziałam je w monastyrze Św. Nauma w Macedonii. Łódź wraca po turystów, gdy tylko ktoś pojawi się na przystani.



Nie wszyscy turyści zachowują się odpowiedzialnie






Mam wrażenie, że to najbardziej greckie miejsce na Korfu, powiedziałabym nawet, że romantyczne, gdyby nie to, że znajduje się w bezpośrednim sąsiedztwie lotniska! Lądujące samoloty przelatują niemal nad samym dachem klasztoru robiąc mnóstwo hałasu. Boję się latać i nie lubię samolotów, a jednak co chwilę robię im zdjęcia, najpierw z tarasu restauracji Nisos, potem już z przeciwległego brzegu zatoki. Gdy wracamy groblą do auta, nad Mysią Wyspą widzę światła nadlatującego samolotu i wiem, że będąc w połowie przeprawy nie zdążę już z niej uciec. Wiem też, że samolot jest na tyle wysoko, że nic nie może mi się stać, ale jednocześnie na tyle nisko, że zaczynam się bać, czy aby na pewno nie zahaczy mnie kołami. Odruchowo kulę się przyciskając do siebie pięcioletniego synka. Ale nic się nie dzieje, a ludzie robią sobie zdjęcia z nadlatującą maszyną. Gdy schodzimy z grobli, oglądam się i stwierdzam, że chyba więcej osób przyszło tu oglądać samoloty niż kościółki! No bo w sumie, kiedy następnym razem odrzutowiec przeleci tuż nad moją głową?






2 komentarze:

  1. Moje ulubione miejsce <3 duży parking jest po stronie Kanoni ale nie na górze przy tarasie widokowym tylko na dole.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie w Top 3, tylko te samoloty... O parkingu, o którym wspominasz wiem, tylko jechaliśmy od strony Achilleionu i łatwiej było nam zostawić auto po tamtej stronie. No i gdybym nie musiała iść tą groblą, to nie miałabym tak ekstremalnych przeżyć...

      Usuń