sobota, 20 września 2014

Sofia - spacer przez dzieje

Bałkany to region o historii sięgającej tysiącleci i w dodatku ta historia jest tam na wyciągnięcie ręki - dosłownie, bo można np. napić się kawy w kawiarni urządzonej w piętnastowiecznej tureckiej łaźni, nieopodal której stoi ledwie sto lat starszy meczet otoczony pozostałościami rzymskich i bizantyjskich ulic. To wszystko można zobaczyć w serbskim Niszu. Z kolei Sofia zaprasza na kawę do meczetu z XV w., który obecnie pełni funkcję Narodowego Muzeum Archeologicznego, zaś w jego podziemiach znajduje się restauracja i klub. O całej Bułgarii krążą anegdoty, że gdzie nie zacznie się kopać, tam na pewno znajdzie się jakieś pozostałości po poprzednich pokoleniach zamieszkujących te tereny. Najbardziej widać to właśnie w stolicy, gdzie obecnie dużo się buduje. Mówi się nawet, iż "Pompeje znajdują się pod Sofią" (Konstantin Jireček - czeski historyk, badacz dziejów Bułgarii). Jest w tym stwierdzeniu dużo prawdy. Najlepszym tego przykładem jest ekskluzywny hotel Arena di Serdica (Serdica to rzymska nazwa jednego z miast tworzących dzisiejszą Sofię, drugie nazywało się Serdec). Pierwotnie hotel miał nosić inną nazwę, jednak w czasie jego budowy natrafiono na pozostałości olbrzymiego rzymskiego amfiteatru. Zajmował tak wielki teren, że gdyby chciano go odsłonić w całości, trzeba byłoby zburzyć kilka budynków w najbliższej okolicy, w tym Instytut Goethego i jedną z ambasad. Hotel wybudowano ponad odkrytym fragmentem amfiteatru i na jego cześć otrzymał nazwę. Ruiny można zobaczyć w hotelowym foyer. 

Foyer hotelu Arena di Serdica
Foyer hotelu Arena di Serdica
Także budowa metra przyniosła niejedno archeologiczne odkrycie. Najciekawsza jest stacja o nazwie Serdica. Mniej więcej w tym miejscu przebiagała granica pomiędzy antyczną Serdiką, a bułgarskim Serdec. W przejściach podziemnych prowadzących do stacji eksponowane są fragmenty starożytnych murów oraz wiekowe kamienne płyty należące do kolekcji Narodowego Muzeum Archeologicznego. Sofię odwiedziłam w 2011 r. i wówczas przy okazji budowy lub modernizacji metra odkopano spory fragment rzymskiej kamienicy. Miało tam powstać coś w rodzaju podziemnego muzeum widocznego z okien przejeżdżających pociagów podziemnej kolejki. Wtedy były to tylko plany. Mam nadzieję, że udało się je zrealizować, bowiem pomysł uważam za świetny. Sofia nie ma zbyt wielu atrakcji do zaoferowania turystom, a podziemne muzeum na pewno stałoby się jedną z nich.
Większość zabytków Sofii ma charakter sakralny. Na niewielkim terenie można zobaczyć świątynie różnych wyznań. Synagoga (z 1910 r., trzecia co do wielkości w Europie synagoga Żydów sefardyjskich) praktycznie sąsiaduje z meczetem Bania baszi z 1576 r. zbudowanym przez Mimara Sinana - najsłynniejszego architekta w państwie osmańskim. Co ciekawe, meczet jest wciąż dostępny dla wiernych. W drugim - Wielkim Meczecie Bujuk Dżami z XV w. - mieści się obecnie wspomniane Narodowe Muzeum Archeologiczne i restauracja, o której pisałam na wstępie.

Synagoga
Meczet Bania baszi
Meczet Bania baszi
Meczet Bania baszi
Wielki Meczet Bujuk Dżami - obecnie Narodowe Muzeum Archeologiczne
Jednym z najbardziej rozpoznawalnych zabytków Sofii jest Rotunda - cerkiew Św. Męczennika Jerzego Zwycięzcy. W jej bezpośrednim sąsiedztwie znajduje się autentyczna rzymska ulica. Kościół (pierwotnie chrześcijański) istniał tu już w IV-V w. Został zburzony przez Hunów, zaś w VI w. odbudowany już jako cerkiew prawosławna i ozdobiony pięknymi freskami. W XVI w. został przez Turków przekształcony w meczet. Dobudowano minarety, a freski zamalowano. Identyczny los spotkał cerkwie macedońskie, które zwiedzałam tego lata. Cerkiew ponownie konserkowano w 1878 r. Zburzono wówczas minarety. W czasie reżimu komunistycznego budynek pełnił świeckie funkcje (Turcy przynajmniej zachowali sakralny charakter budowli). Dopiero od 1998 r. znów jest tu cerkiew, choć o muzealnym charakterze. Udało się odrestaurować bezcenne freski. Najstarsze pochodzą z VI w. Niestety nie można ich fotografować. Rotunda została wpisana na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Rotunda
Bez wątpienia najbardziej znanym zabytkiem Sofii jest bajkowy neobizantyjski sobór Św. Aleksandra Newskiego. Zbudowano go na przełomie XIX w. i XX w. w najwyższym punkcie bułgarskiej stolicy - 550 m. n.p.m. (Sofia jest jedną z najwyżej położonych stolic europejskich, otoczoną przez góry). To największa cerkiew na całych Bałkanach. Złote kopuły widoczne są nawet z odległych dzielnic.

Sobór Św. Aleksandra Newskiego
Sobór Św. Aleksandra Newskiego
Źródło Św. Jerzego niedaleko soboru Św. Aleksandra Newskiego - górskie położenie Sofii sprawia, że w mieście dużo jest źródeł z krystaliczną wodą
Z kolei jedną z ciekawszych sofijskich świątyń jest maleńka cerkiew pod wezwaniem Św. Petki Samardżijskiej. Ledwo ją widać z poziomu ulicy, znajduje się bowiem praktycznie w przejściu podziemnym. W czasach panowania tureckiego kościoły innych niż islam wyznań nie mogły być wyższe niż meczety. Bardzo podobną, "wkopaną" w ziemię cerkiew widziałam także w Skopje, w części miasta zamieszkanej przez ludność wyznającą islam.

Cerkiew Św. Petki Samardżijskiej
Wnętrze cerkwi Św. Petki Samardżijskiej
Natomiast najbardziej "rosyjską" ze wszystkich sofijskich cerkwi jest cerkiew Św. Mikołaja. Ma nie tylko architekturę nawiązującą do moskiewskiej. Nawet potocznie zwana jest Rosyjską Cerkwią. Została zbudowana w latach 1912-1914 z inicjatywy carskiej dyplomacji, by mieszkający w Sofii Rosjanie mogli się modlić w "prawdziwej", a nie bułgarskiej cerkwii. Mimo że jest to jedna z nowszych świątyń, to jednak jest jedną z ładniejszych w mieście.

Cerkiew Św. Mikołaja
To tylko kilka spośród przykładów architektury sakralnej Sofii. Tak na prawdę wszyskie kościoły zasługują na uwagę, ale nie sposób opowiedzieć o nich za jednym razem. Nie udało mi się niestety dotrzeć do Cerkwi Bojańskiej - drugiej obok Rotundy wpisanej na listę UNESCO. Dla zwiedzających jest udostepniona tylko przez cztery dni w tygodniu, a ja spędziłam w Sofii akurat pozostałe trzy. To kolejny powód, by jeszcze raz odwiedzić stolicę Bułgarii.

Cerkiew Św. Nedela - ma rangę katedry i jest drugą pod względem rangi po soborze Św. Aleksandra Newskiego cerkwią w Sofii
Widok na cerkiew Św. Nedela
Cerkiew Św. Zofii (widok z boku)
W architekturze świeckiej można zobaczyć mieszankę stylów z różnych epok. Sofia jest eklektyczna - trochę jak Warszawa. Bardzo widoczny jest dwudziestowieczny masywny socrealizm. Większość budynków o charakterze państwowym (siedziby bułgarskich władz) utrzymana jest w stylu podobnym do warszawskiego Placu Konstytucji. Jest też pomnik ku pamięci Armii Radzieckiej - słynny na całą Europę, jeśli nie na cały świat, okresową zmianą barw, był bowiem wielokrotnie malowany m.in. na wzór superbohaterów z amerykańskich komiksów - oczywiście przy protestach płynących z Rosji.

Orłow Most z 1891 r.



Uniwersytet Sofijski
Sofijska Łaźnia Mineralna
Sofijska Łaźnia Mineralna
Jeden z nielicznych nowoczesnych budynków w sąsiedztwie Sofijskiej Łaźni Mineralnej
Pomnik ku pamięci Armii Radzieckiej
Pomnik ku pamięci Armii Radzieckiej
Wnętrze Pałacu Kultury z lat osiemdziesiątych XX w.
Panorama Sofii z Pałacu Kultury
Panorama Sofii z Pałacu Kultury (w oddali sobór Św. Aleksandra Newskiego)
Panorama Sofii z Pałacu Kultury
Fontanna w przejściu podziemnym obok Pałacu Kultury
Fontanna w przejściu podziemnym obok Pałacu Kultury
Pomnik Św. Zofii wzniesiony na początku obecnego stulecia
Hotel Les Fleurs - jeden z najnowocześniejszych i najładniejszych budynków w Sofii mieszczący się przy Bulwarze Witosza
W ścisłym centrum stosunkowo mało jest najnowszej architektury, a przynajmniej niewiele było jej trzy lata temu. Mam jednak świadomość, że miasto się rozwija, więc i szklanych domów będzie przybywać. Sofia pełna jest kontrastów. Widziałam sklepy drogich zachodnich marek np. Ermenegildo Zegna, a tuż obok kartonowe domy będące mieszkaniami najuboższych, czy dzieci wyciągające makulaturę ze śmietników. Bułgaria to przecież najbiedniejszy kraj Unii Europejskiej, z dużą społecznością romską. Sofia jest ponadto zupełnie nieprzygotowana dla potrzeb osób niepełnosprawnych. Krawężniki są tak wysokie, że ciężko było mi podjechać wózkiem dziecięcym (byłam z półtorarocznym synkiem). Dla osoby poruszającej się na wózku to bariera nie do pokonania. Na szczęście w metrze są windy (w czeskiej Pradze np. są tylko na niektórych, najczęściej przesiadkowych stacjach). 

Bezdomna na jednej z najbardziej reprezentacyjnych ulic miasta
Wejście do jednej ze stacji metra - prawie wszystkie utrzymane są w podobnym stylu
Mam wrażenie, że te trzy lata temu Sofia była mniej więcej 10 lat do tyłu za Warszawą, jeśli chodzi o nowoczesne budownictwo, czy zmiany urbanistyczne m.in. pod kątem osób niepełnosprawnych. Choć dzięki temu ma swój urok i wyróżnia się spośród innych europejskich stolic, a jest kompletnie niedoceniana przez turystów. Myślę jednak, że gdy za kilka lat tam wrócę, choćby po to, by zobaczyć podziemne muzeum, Cerkiew Bojańską i wjechać na Wzgórze Witosza, co też nie udało mi się w 2011 r., będzie to już zupełnie inne miasto.

(foto: iza & pwz)

sobota, 13 września 2014

Las wrześniowy

Wrzesień to dla mnie miesiąc zawieszony pomiędzy latem a jesienią. No bo i dzień już krótszy, i trochę chłodniej, ale wszędzie jeszcze dominuje soczysta zieleń, która dopiero za jakiś czas przemieni się w żółcie i czerwienie. Co prawda gdzieniegdzie liście już nie są tak intensywnie zielone i już pięknie kwitną wrzosy, ale dzisiejszy bardzo ciepły dzień bliższy był latu niż jesieni. Cały czas jeszcze żółcą się nawłocie, czyli polskie mimozy. Jedynym symptomem jesieni są sieci pajęcze utkane niemal wszędzie.





Wrzos



O tej porze roku głównymi bohaterami leśnej sceny są oczywiście grzyby. Podczas dzisiejszego spaceru zebraliśmy koszyk maślaków, podgrzybków i borowików. Oglądaliśmy też inne, które mają fantastyczne kolory - od klasycznych czerwonych muchomorów, przez żółte surowiatki, aż po rozmaite fioletowe grzyby.

Huby
Huba
Muchomor
Muchomor

Maślak zwyczajny
Borowik
Podgrzybek
Podgrzybek

Podglądaliśmy także świat zwierząt. Poza zwykłymi spotkaniami ze ślimakami, żabami, jaszczurkami (jedna zgubiła gdzieś ogon) i chrząszczami, udało nam się dojrzeć także zaskrońca. Wśród liści wypatrzył go mój czteroletni synek: "Mamo, mamo - zobacz, wąż!". Dopiero drugi raz spotkałam go w naturalnym środowisku. Miał ok. 50 cm długości i charakterystyczne żółte plamy.

Winniczki
Jaszczurka zwinka (ogon jej odrośnie)
Zaskroniec
To oczywiście nie ostatnia nasza wizyta w lesie w tym roku, ale następną planujemy już na kalendarzową jesień. Chciałabym pokazać chłopakom las kolorowy nie tylko od różnych barw kapeluszy grzybów, ale i jesiennych liści. Byle tylko pogoda dopisała.