sobota, 27 maja 2017

Neonowy Wrocław

Załóżmy, że masz półtorej godziny na zwiedzanie Wrocławia. Dziewięćdziesiąt minut. Dokąd pójdziesz? Ja postanowiłam obejrzeć neony. Ktoś może pomyśleć, że to za krótko, by wędrować od budynku do budynku i przyglądać się reklamom świetlnym, tyle ich przecież w całym mieście. Wystarczy jednak zagłębić się w pewne podwórko przy Ruskiej...



Pierwsze skojarzenie: belgradzki Čavketov Pasaž. Łączy plac Nikole Pašića wytyczony w 1953 r., oddalony dosłownie o kilka kroków od serbskiego Parlamentu, z uliczką Nušićevą, która w tej części jest wąska, kameralna i pełna kawiarnianych ogródków. Centrum miasta, a jednak nie każdy przechodzień potrafi wskazać drogę. Pasaż biegnący w dużej mierze pod budynkiem pamiętającym czasy Tity, dziś mieszczącym bank, od 2012 r. kryje uliczną galerię sztuki i zagłębie street artu. Ale trzeba wiedzieć, czego szukać, by tam trafić.

Podobnie jest we Wrocławiu. Ruska, ulica wytyczona w tym miejscu jeszcze w średniowieczu, która od 1345 r. praktycznie nie zmieniła swojej nazwy (!), skrywa podobne miejsce. Skręcając w bramę oznaczoną numerami 46A, B i C, można skrócić sobie drogę do równoległej ulicy Świętego Antoniego. Z przejścia korzysta wielu mieszkańców. Jednak podwórka, szczególnie to pod numerem 46C, przyciągają także miłośników sztuki ulicznej oraz pamiątek czasów minionych. To oni zadzierają do góry głowy i wydają pełne zachwytów ochy i achy. Entuzjazm budzą... neony. Całe ściany neonów. To Galeria Neon Side. Tego w Belgradzie nie mają.







Miejsce nie jest przypadkowe. W czasach PRL-u mieściła się tu siedziba przedsiębiorstwa Reklama, które produkowało neony dla Dolnego Śląska (w Warszawie działało Stołeczne Przedsiębiorstwo Instalacji Reklam Świetlnych, wcześniej funkcjonujące pod nazwą Przedsiębiorstwo Usług Reklamowych Reklama i tworzyło neony dla całego kraju). Neony z tej epoki zaczęła gromadzić w tym miejscu w 2014 r. Fundacja Neon Side Wrocław. Można tu zobaczyć takie szlagiery jak znaną z większości polskich miast Modę Polską, czy Wrocław Główny, który i mnie witał, gdy pierwszy raz pociągiem przyjechałam do stolicy Dolnego Śląska. Są neony z budynków kin, zakładów przemysłowych, czy sklepów rozmaitych branż. Kilkadziesiąt lat powojennej historii ulic tego miasta w pigułce. Do tego kluby, galeria sztuki, w której kupić można m.in. świetne przyciski do papieru w formie szklanych kamieniczek i nieco street artu. Miejsce klimatyczne za dnia, a jakże cudowne musi być po zmroku, gdy te wszystkie napisy świecą kolorowo!


















Dla wrocławian, którzy pamiętają reklamy w ich pierwotnych lokalizacjach, jest to pewnie również miejsce budzące mnóstwo sentymentów i wspomnień. Dla mnie to tylko rodzaj muzeum, ale galeria nad Odrą przemawia do mnie o wiele bardziej niż Muzeum Neonów na warszawskiej Pradze. Bo choć reklamowe napisy zostały przeniesione tu z różnych zakątków Wrocławia, to zawisły na fasadach budynków, bardziej oddając klimat czasów, w których powstały i ulic, które zdobiły, niż te zamknięte w muzealnej hali. I mimo że trzeba zadzierać głowę do góry i ciężko uchwycić je na zdjęciach w pełnej krasie, to wyeksponowane w ten sposób są bardziej rzeczywiste, jakby nigdy nie zniknęły z ulic. Brawo, Wrocław!



Dziewięćdziesiąt minut to oczywiście za dużo czasu na samą neonową galerię. Idąc dalej Ruską dojdzie się do Placu Solnego i do Rynku. Zdążyłam więc wypić jeszcze kawę z widokiem na Ratusz i na kontrowersyjną szklaną fontannę. We Wrocławiu poprzednio byłam pięć lat temu i prawie zdążyłam zapomnieć jak bardzo zachwyca mnie stolica Dolnego Śląska. Wrócę tu niebawem na nieco dłużej!

2 komentarze:

  1. Przepiękne! Koniecznie muszę to zobaczyć na własne oczy jak będę kolejny raz we Wrocławiu.

    OdpowiedzUsuń