Któregoś dnia, jadąc do pracy, z okna autobusu zobaczyłam bilboard reklamujący słowacką Tatrzańską Łomnicę hasłem: "Alpejski weekend? Najbliżej w Tatrach!". Na Alpy pewnie jeszcze długo nie będzie nas stać (choć marzy mi się Salzburg w zimowej szacie), więc pomyślałam, że skoro można poczuć alpejski klimat rzut beretem od polskiej granicy, to czemu by się tam nie wybrać?
Tatrzańska Łomnica przywitała nas mgłą, stalowymi chmurami i gęstymi płatkami śniegu sypiącymi się z nieba. Gdy pierwszego dnia stanęłam na stoku, zaczęłam się zastanawiać, czy tu w ogóle są jakieś góry! Wokół nic, tylko biel.
I tak przez cztery kolejne dni. Momentami tylko pojawiał się zarys stacji kolei linowej Skalnaté Pleso (Łomnicki Staw) i obserwatorium astronomicznego.
Piątego dnia zaniemówiłam z wrażenia. Całą okolicę zdominował majestatycznie górujący nad miasteczkiem szczyt Łomnicy (Lomnický štít) - drugi co do wysokości (2634 m n.p.m.) w Tatrach. Tak, faktycznie można pomyśleć, że jest się w Alpach!
Łomnica przyciąga i zimą, i latem. Na szczyt najszybciej można się dostać z Tatrzańskiej Łomnicy kolejką linową, która do użytku została oddana w latach 1937-1940, a więc niewiele później niż kolej linowa na Kasprowy Wierch. Podróż odbywa się w trzech etapach. Najpierw czteroosobowy wagonik zabiera turystów do stacji Štart (Start), by tam przesiąść się w większy i nowoczesniejszy, który dociera na wysokość 1751 m n.p.m. do stacji Skalnaté Pleso (Łomnicki Staw). Tam naprawdę jest górskie jezioro! A także obserwatorium astronomiczne wzniesione w latach 1940-1943 i hotel górski. A jak nie ma mgły, to rozpościera się stamtąd przepiękny widok na Tatrzańską Łomnicę.
Stamtąd na szczyt Łomnicy wyruszają charakterystyczne czerwone wagoniki, które są wizytówką całych Wysokich Tatr. Na samą Łomnicę nie ma pieszego szlaku, więc to jedyny sposób, by się tam dostać. Skoro na szczyt nie można wejść na nogach, to jak udało się zbudować tam stację kolejki??? Z uwagi na małą przepustowość tego fragmentu kolei, limitowana jest liczba osób, które każdego dnia mogą wjechać na samą górę. Nie jest też tanio - w tą i z powrotem z Tatrzańskiej Łomnicy na samą Łomnicę to wydatek 44 euro od osoby.
Jeśli ktoś ma lęk wysokości lub 44 euro to dla niego zbyt dużo, może wejść/wjechać na Lomnické Sedlo, czyli Łomnicką Przełęcz (2190 m n.p.m.), skąd również roztaczają się obłędne widoki. Oczywiście, gdy nie ma mgły...
Niestety po dwóch słonecznych dniach, Łomnica znów schowała się w gęstej mgle i pojawiła się dopiero w dniu naszego wyjazdu - na pożegnanie ze Słowacją.
(foto: iza & pwz)









