niedziela, 10 sierpnia 2014

Półtora dnia w Budapeszcie

Nasze rodzinne wakacyjne podróże planujemy zazwyczaj w ten sposób, aby jeden dzień mieć w zapasie na coś zupełnie nie planowanego. W ubiegłym roku w ten sposób spędzieliśmy dzień w Bratysławie. W tym roku mieliśmy dwie możliwości: zostać jeszcze dobę w Skopje lub jechać gdzieś dalej. Akurat w połowie drogi między stolicą Macedonii a Warszawą leży Budapeszt. Poprzedmim razem byłam tam 12 lat temu. To była jedna z pierwszych stolic europejskich, które odwiedziłam. Wówczas miasto zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Jest piękne, jednak tym razem już nie wzbudziło u mnie aż takiego zachwytu. Nie umiem jednak powiedzieć, dlaczego. Był początek lipca i na ulicach było dość tłoczno. Słychać było za to chyba wszystkie języki świata.
Ponieważ do stolicy Węgier dotarliśmy późnym popołudniem, pierwszego dnia wybraliśmy się jedynie na krótki spacer w okolice Bazyliki Św. Stefana. Byłam zaskoczona ilością restauracji i kafejek, które tu powstały.

Bazylika Św. Stefana
Bazylika Św. Stefana


Plac Erzsebet - popularne miejsce spotkań budapesztańskiej młodzieży
Plac Erzsebet

Nazajutrz swoje pierwsze kroki skierowaliśmy do... Narodowego Banku Węgier. W ubiegłym roku w Bułgarii w kantorze sprzedano nam banknoty o nominale 200 forintów, które jak okazało się przy próbie płatności na stacji benzynowej, zostały już wycofane z obiegu i zastąpione monetami. Przeleżały rok w szufladzie wraz z naszymi paszportami i przez przypadek mieliśmy je ze sobą. Bez problemu i żadnych opłat udało nam się wymienić je na monety. Nie była to wielka kwota, bardziej chodziło o zasadę, bo chyba nikt nie lubi być oszukany. W pobliżu siedziby banku centralnego był akurat targ z ekologiczną żywnością. Starczyło na paczkę pierniczków dla dzieciaków i piwo z niszowego browaru. Przy okazji mój mąż wdał się w sympatyczną pogawędkę z właścicielem browaru, co zaowocowało... podarowaniem nam opakowania domowego makaronu! Polak, Węgier - dwa bratanki...

Pierniczki z symbolami Budapesztu i Węgier

Na tym samym placu stoi jeszcze pomnik wzniesiony ku chwale bohaterskich sowieckich wyzwolicieli pamiętający czasy komuny. Z pewnej odległości przygląda mu się Ronald Regan, który też ma tu swój pomnik. Chichot historii.

Ronald Regan patrzący w kierunku pomnika ku chwale bohaterskich sowieckich wyzwolicieli Węgier

Stamtąd droga wiedzie już prosto pod Parlament, czyli chyba najbardziej rozpoznawalny budynek Budapesztu, a potem wzdłuż Dunaju można dojść do Mostu Łańcuchowego, który prowadzi na drugą stronę rzeki do dawnego miasta Buda. Na Wzgórze Zamkowe można wjechać kolejką przypominającą tę kursującą na Gubałówkę, jednak tego dnia musielibyśmy stać w dość długiej kolejce po bilety. Zdecydowaliśmy się więc na spacer. Buda ma chyba więcej znanych zabytków niż przeciwległy Peszt. Jest tu słynna Baszta Rybacka, kościół Św. Macieja, wreszcie Zamek Królewski z fontanną Macieja. Nieco dalej znajduje się Wzgórze Gellerta i zabytkowy Hotel Gellerta ze znanymi na całym świecie termami. Tam jednak tym razem nie udało nam się dotrzeć. Udało się za to zjechać kolejką.

Widok na Budę od strony Pesztu
Most Łańcuchowy i Zamek Królewski
Most Łańcuchowy i Zamek Królewski
Widok z Mostu Łańcuchowego na Dunaj i Parlament
Zaułki Starego Miasta
Baszta Rybacka
Baszta Rybacka

Widok z Baszty Rybackiej na Parlament

Zamek Królewski
Fontanna Macieja
Lwia Brama


Widok ze Wzgórza Zamkowego
Widok ze Wzgórza Zamkowego

Upał niestety dał się nam we znaki, więc postanowiliśmy zakończyć zwiedzanie w dzielnicy żydowskiej, w której znajduje się kilka synagog oraz dwa pomniki ofiar Holocaustu. Jeden z nich ma postać drzewa z metalowymi listkami. Na każdym z nich wygrawerowano nazwisko jednej z ofiar nazistowskiej eksterminacji.

Synagoga Dohany

Pomnik ofiar Holocaustu
Pomnik ofiar Holocaustu


Na więcej tym razem nie starczyło sił i czasu. Doczłapaliśmy się do pobliskiego pasażu Gozsdu Uduvar - prawdziwego zagłębia pubów, knajp i kawiarni. Wykwintnego obiadu nie da się tam, co prawda zjeść, ale burgery, na które moda dotarła nie tylko nad Wisłę, ale i nad Dunaj, niezwykle ucieszyły naszych małych piechurów. Właśnie rozpoczynał się kolejny mundialowy mecz, więc zostaliśmy tam do wieczora.

Na następny raz zostawiliśmy wspomniane Wzgórze Gellerta, Plac Bohaterów z Pomnikiem Tysiąclecia, wyspę Małgorzaty oraz położone na obrzeżach Budapesztu rzymskie Aquincum. Wszystkie te miejsca odwiedziłam poprzednio. Na zwiedzanie Budapesztu trzeba poświęcić zdecydowanie więcej czasu niż półtora dnia, które my mieliśmy do dyspozycji. Ale jest za to powód, by kiedyś jeszcze tu wrócić, zwłaszcza że póki co nie mamy planów na przyszłoroczną podróż.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz