niedziela, 20 września 2015

Na murze malowane... w Salonikach

Na jednym z pierwszych murali, jaki zobaczyłam w Salonikach napis brzmiał: "I must admit I love dirty walls". Muszę przyznać, że Saloniki należą do pomazanych miast. Jak Belgrad. Jak Warszawa. Fakt, kamienice w ścisłym centrum, w okolicach Placu Arystotelesa mają jasne, odnowione elewacje, ale jak wejdzie się w boczne uliczki, to ściany pokrywają rozmaite bohomazy. Jednak w plątaninie bazgrołów można znaleźć prawdziwe perełki - jedne spontaniczne, inne malowane "na zamówienie", jako swoista forma reklamy. 



Jedne z najciekawszych murali w Salonikach wyszły spod pędzli, a raczej spraya, artystów skupionych w grupie o nazwie The Box Gallery. To ludzie z doświadczeniem, od lat działający na scenie street artu. Współpracę z grupą chętnie podejmują samorządy, ale także sklepy i firmy pragnące mieć niebanalną reklamę. Grupa organizuje także wystawy oraz zajmuje się sprzedażą akcesoriów do street artu i zabawek do własnoręcznego dekorowania lub już gotowych, ale szczerze mówiąc, nie chciałabym, aby moje dzieci bawiły się takimi!




Generalnie byłam zaskoczona tak dużą liczbą ciekawych malowideł na murach akurat w Salonikach, bo greckie miasta jakoś dotąd nie kojarzyły mi się ze street artem. 

No to bez zbędnego gadania, bo nagadałam się już przy poprzednim poście o Salonikach, zapraszam do obejrzenia tego, co miłośnikom street artu oferuje to drugie co do wielkości miasto w Grecji. 






























Żałuję jedynie, że nie udało mi się zobaczyć słynnej instalacji George'a Zogolopoulosa przedstawiającej parasole zawieszone tuż nad brzegiem morza. To dziś jedno z najbardziej charakterystycznych miejsc w Salonikach i kolejny dowód na to, że to miasto nowoczesne, które nie boi się współczesności, także w sztuce i że nie samym Antykiem Grecja stoi. Cóż, zawsze jest dobry powód, by wrócić do Salonik...

(foto: iza & pwz)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz