poniedziałek, 2 listopada 2015

Na Pęksowym Brzyzku

Pod Tatrami doskonale wiedzą jak kruche jest ludzkie ludzkie życie i jak łatwo stracić je w górach. Gdy w 1848 r. ks. Józef Stolarczyk, pierwszy proboszcz parafii w Zakopanem, założył pierwszy w ówczesnej wsi (prawa miejskie Zakopane uzyskało w 1933 r.) cmentarz, miano na nim chować zwykłych Górali. Ziemię, położoną na wysokim brzegu nad Cichą Wodą, podarował na ten cel Jan Pęksa. Jemu też cmentarz zawdzięcza nazwę. Jednak, kiedy w drugiej połowie XIX w. Tytus Chałubiński zaczął popularyzować właściwości klimatyczno-lecznicze Zakopanego, do miejscowości zaczęli ściągać kuracjusze, a po założeniu Towarzystwa Tatrzańskiego m.in. właśnie przez Chałubińskiego i ks. Stolarczyka, także zafascynowani góralskim folklorem artyści oraz ludzie kultury i nauki. Coraz chętniej wyprawiano się w góry, coraz bardziej popularne zaczęło robić się taternictwo. Ale góry zaczęły domagać się ofiar. W jednym z najstarszych grobów na Pęksowym Brzyzku leży Józef Biesiadecki, niespełna szesnastoletni gimnazjalista z Krakowa, który latem 1886 r. zginął w czasie zejścia z Czerwonych Wierchów. To jeden z pierwszych odnotowanych śmiertelnych wypadków wśród turystów w Tatrach. Niebawem, w 1889 r., na cmentarzu spoczął Tytus Chałubiński, potem, w 1893 r., także ks. Stolarczyk. Leży tu też Jan Pęksa, ten od ziemi.

I w ten właśnie sposób coraz częściej chowano tu przyjezdnych - artystów, lekarzy, coraz liczniejszych taterników. W 1908 r. w lawinie stracił życie młody zdolny kompozytor Mieczysław Karłowicz (pochowany został na warszawskich Powązkach), także działający w Towarzystwie Tatrzańskim. Wówczas pojawił się pomysł powołania stowarzyszenia zajmującego się ratownictwem górskim. 29 października 1909 r. we Lwowie powstało Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe. A już w następnym roku śmierć poniósł pierwszy ratownik, Klemens Bachleda, w czasie akcji ratowniczej na północnej ścianie Małego Jaworowego Szczytu. Pochowany został na nowym cmentarzu zakopiańskim, który zaczął działać od 1908 r. W tym czasie na jakiś czas wstrzymano pochówki na Pęksowym Brzyzku.

W dwudziestoleciu międzywojennym chowano tu już tylko zasłużonych, w dużej mierze tych, którzy do dzisiaj codziennie narażają życie dla innych i niosą pomoc tym, którzy nie dali rady górom i na których drodze stanęły żywioły. 30 grudnia 2001 r. pod Szpiglasową Przełęczą zeszła lawina, która zabrała trójkę turystów. Tylko jeden z nich przeżył. To on wezwał pomoc. Na ratunek ruszyły dwie grupy ratowników. Ośmioosobowa, druga grupa, także podcięła lawinę. Zginęło dwóch młodych ludzi, Bartek Olszański (24 l.) i Marek Łabunowicz (29 l.). Ich groby znajdują się na Pęksowym Brzyzku obok siebie, pod samym murem, bo z upływem lat miejsca na maleńkim cmentarzu jest coraz mniej. Najpierw były to zwykłe kopczyki z ziemi, z czasem murowane nagrobki. Odwiedzam je zawsze, gdy zaglądam do Zakopanego. Sama chodzę po górach, a w Tatrach bywam głównie zimą. Lawinę może podciąć każdy. A pod Tatrami doskonale wiedzą jak kruche jest ludzkie ludzkie życie i jak łatwo stracić je w górach...

Równolegle z taternictwem w Zakopanem zaczęły rozwijać się rozmaite sporty zimowe, przede wszystkim narciarstwo. Pionierem był Stanisław Barabasz - współtwórca Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. Polscy narciarze szybko zaczęli rywalizować w międzynarodowych zawodach. Pierwsze Zimowe Igrzyska Olimpijskie odbyły się we francuskim Chamonix dopiero w 1924 r. i wystartowało w nich zaledwie 7 Polaków. Cztery lata później, w St. Moritz w Szwajcarii było ich już cztery razy więcej! Wśród nich Bronisław Czech, jeden z najwybitniejszych polskich narciarzy dwudziestolecia międzywojennego, także ratownik TOPR. Zakopiańczycy byli nie tylko silni, odważni i wysportowani. Znali Tatry jak własną kieszeń i dlatego wielu z nich w czasie II wojny światowej zostało kurierami, którzy z ogarniętej wojną Polski pomagali ludziom przedostać się przez góry na Węgry. Przenosili także dokumenty i pieniądze. Niektórzy konspiracyjną działalność przypłacili życiem jak wspomniany Bronisław Czech, który zmarł w Oświęcimiu, a na Pęksowym Brzyzku ma symboliczny grób, czy młodziutka Helena Marusarzówna, rozstrzelana w 1941 r. przez Hitlerowców. Śmierci z rąk Niemców cudem uniknął jej brat, także narciarz i kurier, Stanisław Marusarz. Wyskoczył z okna krakowskiej siedziby Gestapo przy Montelupich. Był wysportowany i mimo postrzału w nogę przeżył. Zmarł w 1993 r. w wieku osiemdziesięciu lat i spoczął niedaleko siostry.

Symboliczny grób Bronisława Czecha i grób Heleny Marusarzówny (1993 r.)

Groby Heleny Marusarzówny i Stanisława Marusarza (1996 r.)

Na Pęksowym Brzyzku leżą także wybitni artyści związani z Zakopanem - pisarze, malarze, rzeźbiarze, m.in. Kornel Makuszyński, Stanisław Witkiewicz (symboliczny grób ma też tu jego syn, Stanisław Ignacy Witkiewicz - Witkacy, bo prawdziwego miejsca jego pochówku po samobójczej śmierci dotąd nie odnaleziono), Karol Stryjeński, Antoni Kenar, Władysław Hasior czy Antoni Rząsa. To także niezwykła galeria twórczości zakopiańskich rzeźbiarzy, z których jeden projektował nagrobek innego. I tak Antoni Kenar jest autorem krzyża na grobie Karola Stryjeńskiego, Kenarowi nagrobek zaprojektował Antoni Rząsa, zaś rzeźba na grobie Rząsy powstała w pracowni Hasiora w Liceum Technik Plastycznych w Zakopanem.

Grób Karola Stryjeńskiego (proj. krzyża Antoni Kenar)

Grób Antoniego Kenara (proj. A. Rząsa)
Grób Antoniego Kenara (proj. A. Rząsa)



Grób Antoniego Rząsy

W 1931 r. nekropolia została wpisana na listę zabytków.

Bramę cmentarza zaprojektował podobno Stanisław Witkiewicz, twórca tzw. stylu zakopiańskiego. Znajduje się na niej taki napis (tablicę powieszono w stulecie istnienia cmentarza):

Ojczyzna to ziemia i groby.
Narody, tracąc pamięć, tracą życie.
Zakopane pamięta.

Rok 2015 to Rok Witkiewiczów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz