wtorek, 31 października 2023

Warszawa przyłapana... w październiku 2023

Na przełomie września i października w stolicy odbywał się Festiwal Poetycki Domu Literatury Warszawa Wierszy. Przy tej okazji na schodach łączących trasę W-Z i Plac Zamkowy (tych obok zabytkowych schodów ruchomych) pojawiła się poezja! Stopnie ozdobiły fragmenty utworów Ryszarda Krynickiego, Wisławy Szymborskiej i Juliusza Słowackiego. To chyba pierwsza taka inicjatywa w stolicy. Podobne wcześniej widziałam w Lublinie i Krakowie. Festiwal trwał do 9 października, ale mam nadzieję, że cytaty na schodach zostaną z nami dłużej!





Ja jak zwykle o tej porze roku skupiłam się jednak na zwiedzaniu ekspozycji w ramach dorocznych cyklicznych festiwali sztuki. 

Na pierwszy ogień poszedł Warsaw off ART, bardzo krótkie wydarzenie, które co roku trwa zaledwie przez 4 dni. Tegoroczna edycja nosząca tytuł "Internet Wariors" odbywała się w Elektrowni Powiśle i była skromniejsza od dwóch poprzednich, w których brałam udział. Była z nich również najmniej interesująca, przynajmniej dla mnie. Nie znam się na sztukach wizualnych, więc na temat tej części ekspozycji nie będę się wypowiadać, natomiast z pozostałych prac najbardziej podobały mi się obrazy, których autorką jest Natálie Ryzá oraz rzeźby Dominika Dragosa Pohludki.









W ramach drugiego, Warsaw Gallery Weekend, udało mi się zobaczyć póki co trzy wystawy, z których jedna, "La Mansarde d'Emilie", już się niestety zakończyła. Została przygotowana przez galerię Leto we współpracy z nową przestrzenią wystawienniczą emi_art_warsaw, która mieści się przy ul. Emilii Plater. Wystawa była niezwykle przewrotna! Tytułowa Emilie to nikt inny jak właśnie bohaterka powstania listopadowego. Na ekspozycji nie było jednak scen historycznych. Jej opis na stronie wydarzenia zaczynał się od słów: A co, gdyby Emilia Plater (1806-1831) dotarła szczęśliwie do wolnej Warszawy? Czy zamieszkałaby w mieszkaniu w jednej ze śródmiejskich kamienic? Czy angażowałaby się nadal w życie polityczne? A może – zmęczona wojaczką – rozpoczęłaby walkę o emancypację kobiet i prawa mniejszości? Bądź – w duchu umiłowanego przez nią romantyzmu – stworzyłaby salon literacko-artystyczny, rozbudzający życie intelektualne Warszawy?. Emi_art_warsaw mieści się na czwartym, mansardowym piętrze śródmiejskiej kamienicy, w idealnym miejscu, by snuć opowieść o Mansardzie Emilii, jednak kompletnie nie w duchu patriotyzmu, a wśród odważnych wizji, w dużej mierze dotykających cielesności i erotyki. Wystawa była bezpruderyjna i doskonała - również dzięki niebanalnemu wnętrzu, w którym gościła. Poszłam na nią głównie dla dwóch nazwisk: Maurycego Gomulickiego i Xawerego Wolskiego, jednak przyjemnym zaskoczeniem były dla mnie również prace artystów, których dotąd nie znałam, przede wszystkim Alexa Urbana, Saszy Wiktora i Angeliki Markul, której twórczość wciąż można podziwiać również na drugiej, indywidualnej ekspozycji, przygotowanej przez Leto, pt. "O, Lie on Me" i prezentowanej w siedzibie galerii. 








Wciąż trwają również dwie kolejne festiwalowe wystawy, które obejrzałam. 

W siedzibie Fundacji Galerii Foksal jeszcze do 18 listopada 2023 r. trwa prezentacja prac Małgorzaty Mirgi-Tas pt. "Jangare". O artystce głośno zrobiło się w ubiegłym roku, gdy została reprezentantką Polski na Biennale w Wenecji prezentując wielkoformatowe tkaniny inspirowane renesansowymi freskami z Palazzo Schifanoia w Ferrarze przeniesionymi na grunt kultury romskiej (można je było zobaczyć w Zachęcie). Prace pokazane przy okazji Warsaw Gallery Weekend również odwołują się do tradycji Romów. Tytułowe Jangare (od słowa jangar oznaczającego węgiel w języku romskim) to pięć postaci ludzkich w naturalnych rozmiarach wykonanych z wosku i sadzy. Nawiązują do tradycyjnych bengoro (diabełeków) – romskich figurek magicznych wytwarzanych z wosku i przystrajanych rozmaitymi elementami zaczerpniętymi ze świata ludzi i zwierząt jak kości, włosy, czy koraliki, używanych do wróżenia lub rzucania złych uroków. U Mirgi-Tas jest odwrotnie. Jej Jangare mają przynosić szczęście i dobry omen. Postaci spoglądają w cztery strony świata, piąta, niedokończona, symbolizuje zaś pierwiastek ludzki. Oprócz Jangare na wystawie jest jeszcze jedna rzeźba - Ryćhino wyobrażająca niedźwiedzia i wykonana również z wosku i sadzy. To kolejny ukłon w stronę romskich korzeni artystki, bowiem wielu Romów w minionych czasach zajmowało się tresurą niedźwiedzi. Poza rzeźbami, na ekspozycji można zobaczyć również charakterystyczne dla Mirgi-Tas patchworkowe obrazy. I choć są niezwykle barwne i budzą jak najbardziej pozytywne emocje, to trzeba wiedzieć, że powstały w oparciu o fotografie z berlińskich archiwów Kunstbibliothek w Staatliche Museen oraz Landesarchiv. Niedźwiedzie z pracy pt. "Rychino Andro Foros" to fragment zdjęcia przedstawiającego Romów z tresowanymi zwierzętami na jednej z ulic przedwojennego Berlina, zaś "Romnija" to portret więźniarek z obozu pracy przymusowej Berlin-Marzahn, utworzonego kilka lat przed wybuchem II wojny światowej, w czasie przygotowań do Igrzysk Olimpijskich w Berlinie w 1936 r. Wówczas narodowi socjaliści uwięzili wszystkich berlińskich Romów i Sinti, by potem w czasie wojny systematycznie wysyłać ich do obozów koncentracyjnych. Znając kontekst obrazów, ich odbiór diametralnie się zmienia. Wystawa, choć niewielka jest bardzo warta odwiedzin, nie tylko ze względu na doskonałą sztukę, ale i... widok z okna galerii na wieżowce Warszawy. To chyba jedyne miejsce, gdzie w przeszklonych wnętrzach sztukę ogląda się dobrze, bez odbić i refleksów, za to z kapitalną grą światła!  











Po sąsiedzku, w galerii Piktogram, można z kolei zobaczyć prezentację twórczości Agaty Ingarden pt. "The Dream House World". Agata Ingarden pochodzi ze znanej artystycznej rodziny związanej głównie z krakowską architekturą. Jej ojciec, Krzysztof Ingarden, zaprojektował m.in. budynek Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha oraz Pawilon Wyspiańskiego, zaś stryj ojca, Janusz Ingarden, brutalistyczny hotel Forum. Agata Ingarden poszła swoją drogą tworząc sztukę, której główną tematykę stanowią związki człowieka z otoczeniem, zarówno z naturą, jak i ze środowiskiem industrialnym. Na wystawie "The Dream House World" pokazano obiekty z pogranicza rzeźby, instalacji i mody. W większości prac artystka wykorzystała stare okna znalezione na przedmieściach Paryża oraz ręcznie szyte ubrania, które przepoczwarzają się niczym owady. Część prac wykorzystuje efekty audiowizualne, dźwięk i video. Nie do końca zrozumiałam intencje artystki, ale całość jest bardzo ciekawa. Można zajrzeć jeszcze do 10 listopada 2023 r.   









Na mojej liście galerii do odwiedzenia w ramach Warsaw Gallery Weekend jest jeszcze kilka adresów. Na szczęście większość z wystaw będzie czynna do ok. 25 listopada 2023 r., więc następne relacje będziecie mogli przeczytać za miesiąc lub na bieżąco na profilu fejsbukowym Sztuka wokół.

Poza wydarzeniami spod znaku Warsaw Gallery Weekend udało mi się odwiedzić jeszcze dwie, zakończone już, ekspozycje.

I tak, Kordegarda, w ramach obchodów Roku Jana Matejki, przygotowała wystawę pt. "Jan Matejko. Przedobrazy". Tytułowe przedobrazy to rysunki ołówkiem, w większości będące szkicami do dzieł malarskich - zarówno do słynnych obrazów historycznych, m.in. do Rejtana, Hołdu Pruskiego, Kazania Skargi czy Unii Lubelskiej, jak i prace mniej znane, wśród nich szkice do obrazów zaginionych. Łącznie na ekspozycji można było zobaczyć 43 rysunki. Towarzyszyły im kolorowe slajdy z już gotowymi obrazami, które dotrwały do naszych czasów. Całość wypadła bardzo dobrze, niestety ekspozycje w tym miejscu są bardzo krótkie i w tej chwili można już oglądać kolejną, równie doskonałą. To twórczość Jana Szczepkowskiego, a więcej o tej wystawie przeczytacie w rekomendacjach na końcu wpisu.





Z kolei w Muzeum Sztuki Fantastycznej można było zobaczyć ekspozycję pt. "Jerzy Duda-Gracz. Remanenty". Choć malarstwo Jerzego Dudy-Gracza zaliczane jest do sztuki fantastycznej, to na wystawie próżno było szukać wizji rodem z sennych koszmarów, czy puszczonych zbyt luźno wodzy fantazji. Pokazane prace, a było ich blisko 60, tworzyły opowieść o... Polsce! Powstały od końca lat sześćdziesiątych XX w. do początku XXI w. i są dowodem na to, jak bystrym obserwatorem był Duda-Gracz. Były wśród nich obrazy nostalgiczne, satyryczne i takie, które zmuszają do refleksji nad otaczającym nas światem i naszą ludzką naturą. Choć większość z nich była miła dla oka, to przy bardziej wnikliwym spojrzeniu można było dostrzec, że w gruncie rzeczy pokazana przez artystę rzeczywistość jest tragiczna. A tak zupełnie na marginesie, to przebogate, ozdobne ramy obrazów kapitalnie kontrastowały z poprzemysłowymi ścianami z surowej cegły muzealnego wnętrza! Miałam sobie tę wystawę odpuścić i nie żałuję, że mimo pogody średnio zachęcającej do wyjścia z domu, jednak wybrałam się na nią w przededniu zakończenia. 









Na krótką chwilę w przestrzeni Warszawy znów pojawił się neon, a właściwie kaseton na świetlówki, z dawnego hotelu Victoria, tym razem jako instalacja o nazwie "Inscription Project – Victoria" autorstwa Stefana Kornackiego. Instalacja jest częścią większego projektu tego toruńskiego artysty, który wykorzystuje zdemontowane z budynków neony, kasetony i inne rodzaje napisów do tworzenia audiowizualnych dzieł sztuki w przestrzeniach miast. Ustawionym w różnych miejscach literom towarzyszą obrazy i dźwięk, co nadaje im nowy kontekst. Victoria, zaprojektowana przez Romana Duszka dla hotelu wzniesionego w 1976 r., została zdemontowana w 2011 r. Wraz z Kornackim ruszyła w podróż po różnych zakątkach Europy, m.in. do Portugalii na Lumina Festival w Cascais w 2015 r. i rok później na wystawę "Things to come" w Palacio Belmonte w Lizbonie, gdzie niestety została poważnie uszkodzona przez mieszkańców pustostanu, na którym została zawieszona. W Polsce pokazywana była już na wystawie "Go Home" w Centrum Sztuki Współczesnej Znaki Czasu w Toruniu, w ramach Traffic Design w Gdyni, w Stoczni Cesarskiej w Gdańsku oraz w warszawskich Cukrach Praga. W obliczu wojny w Ukrainie i kryzysu uchodźczego neon zyskał przekaz antywojenny, głównie za sprawą swojej nazwy oraz litery V, która dla projektanta napisu, Romana Duszka, miała znaczenie symbolu zwycięstwa nad nazizmem. Realizację można było podziwiać przed ZODIAKIEM Warszawskim Pawilonem Architektury do 29 października 2023 r. 






Z kolei z dawnego wybiegu dla niedźwiedzi przy warszawskim ZOO zniknęła "Złota Wyspa", trwający od sierpnia projekt Pawła Althamera.

Październik to jeden z moich ulubionych miesięcy, idealny, by podziwiać polską złotą jesień w lasach, parkach, ale i... na cmentarzach, szczególnie tych zabytkowych, pełnych starych drzew jak warszawskie Powązki, na które wybrałam się w ostatni weekend miesiąca. Liście w tym roku spadają bardzo powoli, jednocześnie wciąż żółcąc się na gałęziach i ścieląc dywany pod konarami, tworząc przy tym niezwykłe pejzaże, za które tak kocham tę porę roku. 


REKOMENDACJE NA LISTOPAD

To już ten czas, gdy w wielu miastach Polski odpalane są iluminacje i ogrody świateł. W Warszawie pierwszy wystartował Królewski Ogród Światła przy Pałacu w Wilanowie, który czynny będzie od 13 października 2023 r. do 29 lutego 2024 r. 27 października 2023 r. dołączył do niego Garden of Lights w Ogrodzie Botanicznym PAN w Powsinie, w którym do 3 marca 2024 r. będzie można zobaczyć Smerfy. 11 listopada 2023 r. zaś swoje podwoje otworzy Magiczny Botaniczny - Cztery Żywioły w Ogrodzie Botanicznym Uniwersytetu Warszawskiego. Tegoroczna edycja potrwa do 25 lutego 2024 r.

Wciąż ciekawe rzeczy dzieją się w stołecznych muzeach.

Jeszcze tylko do 11 listopada 2023 r. w Kordegardzie można zobaczyć wystawę pt. "Państwowiec / Jan Szczepkowski" poświęconą twórczości tego wybitnego rzeźbiarza, który zasłynął realizacjami w duchu stylistyki art déco, w tym do dziś zachowanymi detalami architektonicznymi na budynku Sejmu RP i gmachu Banku Gospodarstwa Krajowego.

17 listopada 2023 r. w Zachęcie ruszy wystawa obrazów Jerzego Nowosielskiego, jedna z ostatnich uświetniających w całej Polsce obchody roku tego artysty, ustanowionego z okazji stulecia jego urodzin. Na ekspozycji zostaną zaprezentowane cztery wiodące wątki w twórczości malarza: pejzaż, ciało, abstrakcja i ikona. Potrwa do 4 lutego 2024 r.

Nie wiem, kiedy znajdę czas, żeby zobaczyć wszystko to, co bym chciała. Zawsze powtarzam, że jesień to u mnie najbardziej intensywny okres w roku!

***

Warszawa przyłapana to cykl postów ukazujących się ostatniego dnia każdego miesiąca, opisujących to, co aktualnie dzieje się w stolicy i zapowiadających ciekawe wydarzenia kulturalne. Nie są to wpisy stricte podróżnicze, bowiem dość szybko się dezaktualizują. Jeśli jednak planujecie wizytę w Warszawie, to w najnowszym odcinku zawsze znajdziecie moje rekomendacje ciekawych wystaw w muzeach i imprez plenerowych. Cykl ma też charakter kronikarski i pozwala po jakimś czasie spojrzeć z pewnej perspektywy na zmiany, jakie wciąż zachodzą w tym niebanalnym mieście.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz