poniedziałek, 16 maja 2016

Wakacje na greckich wyspach. Thassos, Korfu, czy może Wyspy Sarońskie?

Lazurowa woda, klify stromo opadające do morza, ale i łagodne zalesione zbocza skierowane ku morskim przestrzeniom, ośmiornice suszące się na sznurkach w kameralnych portach, muzyka cicho sącząca się z tawern, białe domki o niebieskich okiennicach... To typowo pocztówkowe, wakacyjne obrazki z greckich wysp. Tak naprawdę nawet nie policzono dokładnie, ile ich jest, ale szacuje się, że grubo ponad 1000. Jednak ludzie mieszkają na mniej niż 250 z nich. Niby wszystkie są podobne, a jednak każda jest inna.

Korfu - widok z ruin twierdzy w Kassiopi

Byłam na sześciu, a jeśli wliczyć w to maleńkie Vlachernę i Mysią Wyspę z równie maleńkimi klasztorami, to nawet na ośmiu. Jednak cztery pierwsze odwiedziłam wiele lat temu. To były Wyspy Sarońskie, które geograficznie leżą mniej więcej na poziomie Aten. Większą grupą wyczarterowaliśmy wówczas jacht i z portu w Pireusie wypłynęliśmy na nieodległe wody Zatoki Sarońskiej, zawijając do portów czterech niewielkich, ale zupełnie różnych wysp.

Pierwsza była Egina o powierzchni 84,41 km², która odegrała ważną rolę w czasie wojny o niepodległość Grecji w latach 1821 - 1832 przeciwko Imperium Osmańskiemu. W stolicy, mieście o nazwie takiej samej jak wyspa, jak to na greckich wyspach często bywa, wciąż zobaczyć można mury obronne. To typowo portowe miasteczko, gdzie obok mariny, w której cumują jachty, znajduje się też przystań rybacka. W porcie kruszeją macki ośmiornic, a tawerny, ukryte pomiędzy niewielkimi kamieniczkami, z dala od oczu turystów, serwują wyśmienite świeże ryby i owoce morza, właśnie z ośmiornicami na czele. Po przeciwległej stronie wyspy, z wypoczynkowej miejscowości Agia Marina, można dojść do ruin starożytnej świątyni Nimfy Afai. Droga pnie się ostro pod górę w pełnym słońcu. Nie polecam z morską chorobą, która w okolicy tej wyspy szczególnie daje się we znaki. Za to to właśnie tam spotkałam się z niezwykłą grecką gościnnością. Gdy zielona na twarzy od mdłości i upału zeszłam od ruin świątyni do położonej nieco poniżej niewielkiej kawiarni i zamówiłam wodę, musiałam chyba wyglądać naprawdę źle, bo troskliwy gospodarz zapytał, czy nie jestem chora. Opowiedziałam mu o morskich dolegliwościach, wypiłam wodę, a gdy zapytałam, ile płacę, starszy pan powiedział, że nic, bo po prostu chciałby pomóc. Pomógł. Może nie na same mdłości, ale na dobry humor do końca dnia. Pod wieczór na szczęście choroba morska nieco ustąpiła. Z ciekawostek - na wyspie Nikos Kazandzakis napisał swoją najsłynniejszą powieść, "Greka Zorbę".

Egina - ruiny świątyni Nimfy Afai

Potem obraliśmy kurs na Hydrę (64,44 km²), która oczarowała mnie najbardziej. Kamienne domy, wąskie uliczki i osiołki czekające w porcie na przyjezdnych, bo to jedyny transport na wyspie, po której nie mogą poruszać się samochody (z wyjątkiem śmieciarki, karetki i jeszcze jednego, czy dwóch aut dostawczych). Artyści najwyraźniej upodobali sobie Wyspy Sarońskie, bowiem to tu większość swoich przebojów napisał Leonard Cohen uwiedziony urokiem Hydry, nazywanej także Idrą.

Następna była maleńka wysepka Spetses (27 km²), gdzie 90% mieszkańców mieszka w stolicy o tej samej nazwie, a jakże! W kilku pozostałych osadach populacje sięgają od kilku do góra trzydziestu osób. Wzdłuż wybrzeża jeżdżą dorożki, gdzieniegdzie stoją armaty - przypominające o tym, że Spestes, podobnie jak Egina, brała udział w wojnie o niepodległość Grecji w latach 1821 - 1832. Nic dziwnego, zamieszkiwali ją głównie kupcy posiadający swoje statki oraz doświadczeni marynarze.

Marina w Spetses

Ostatnią była wyspa o nazwie Poros (49,6 km²) o architekturze charakterystycznej dla greckich wysp - takiej, jaka się kojarzy z pocztówek z Grecji. 

Poros

Na Wyspy Sarońskie najlepiej wybrać się w rejs jachtem, jednak na wszystkie wyspy kursują wodoloty (z portu w Pireusie), na niektóre zawijają także spore promy. Niestety mam bardzo mało zdjęć, bo byłam tam w czasach aparatów na kliszę, kiedy się szanowało każdą klatkę i raczej fotografowało swoją facjatę, a nie domy czy krajobrazy. 

Do Grecji wróciłam dopiero po kilkunastu latach, ale znowu na wyspy. Tym razem samochodem. W ciągu dwóch ostatnich lat odwiedziłam Thassos oraz Korfu - pierwszą położoną na Morzu Egejskim, drugą na Jońskim, choć w podobnym dystansie kilometrowym. I choć Korfu jest jedną z najbardziej znanych i najchętniej odwiedzanych greckich wysp, a Thassos nieco bardziej prowincjonalną, ale obie leżą na podobnej szerokości geograficznej, co powoduje, że i jedna, i druga są uznawane za najbardziej zielone ze wszystkich greckich wysp. Jednak to na Korfu najwcześniej zaczęła rozwijać się turystyka. Wyspę już w starożytności odwiedzali cesarze rzymscy szukając tu wytchnienia. W nieco bardziej współczesnych czasach jedną ze swoich posiadłości miała tu austriacka cesarzowa Sissi. To właśnie turystyka określiła dzisiejszy charakter obu wysp, stawiając Korfu w szeregu tych najpopularniejszych (ale i najbardziej skomercjalizowanych), zaś Thassos na dużo dalszej pozycji.  

Obie znajdują się w ofertach polskich biur podróży, ale na obie można także dotrzeć samodzielnie. Lepiej skomunikowana ze światem jest zdecydowanie Korfu. Przede wszystkim posiada lotnisko, które samo w sobie jest atrakcją turystyczną. Położone jest tuż nad zatoką Kanoni, a pas startowy graniczy z wodami zatoki. Samoloty przelatują nad wspomnianymi już wyspami Vlacherną i Mysią Wyspą, na których znajdują się maleńkie śnieżnobiałe klasztory. To niesamowite zderzenie dwóch światów - ryk silników nad świątyniami, które przecież powinny być miejscami cichymi, miejscami zadumy i refleksji. 





Na Korfu można również dostać się promem. Z terytorium Grecji, z portu w Igoumenitsy, promy dopływają do stolicy, miasta Korfu, lub miejscowości Lefkimi położonej na południu wyspy. Można także przypłynąć z Włoch, jednak wówczas podróż trwa około dobę, za to ogromne promy to prawdziwe pływające hotele. Można także z Albanii, ale jest to przeprawa praktycznie wyłącznie piesza, gdyż promy mają miejsce dla maksymalnie dwóch samochodów i często są one zarezrwowane z dużym wyprzedzeniem.




Na Thassos trudniej dostać się indywidualnemu turyście, bowiem wyspa nie ma lotniska. Lecąc samolotem trzeba kierować się do Kawali, w której jest także terminal promowy. Promy odpływające z Kawali przybijają na Thassos do miejscowości Skala Prinos. Rejs trwa nieco ponad godzinę. Zmotoryzowanym polecam, by pojechali 40 km dalej, do Keramoti. Z kameralnego, malowniczego portu płynie się krócej, bo tylko 35 min., a promy dobijają do Limenas, inaczej Thassos, stolicy wyspy.

Porty są właśnie tym miejscem, gdzie najbardziej rzucają się w oczy różnice, spowodowane historycznymi zawirowaniami. Port w Limenas wita niską zabudową i pustym prawie nadbrzeżem. W stolicy Korfu, mieście o tej samej nazwie, od razu widać potężne kamienice, bardziej włoskie niż greckie - efekt ponad czterystu lat panowania Wenecjan.

Thassos - Limenas

Korfu - miasto Korfu

Różnice są też w sieci dróg na samej wyspie. Thassos można objechać jedynie dookoła (ok. 90 km obwodu). Lokalne drogi docierają do górskich miejscowości, jednak żadna nie przecina jej z północy na południe. Korfu można zarówno okrążyć, jak i przeciąć ją ze wschodu na zachód. Drogi wiodące przez góry są szerokie i bezpieczne.

Lokalna droga na Thassos

Lokalna droga na Thassos

Thassos w czasach starożytnych była wyspą majętną - najbardziej żyzną ze wszystkich wysp Morza Egejskiego, bogatą w złoża metali szlachetnych (złota i srebra), a także miedzi, ołowiu i cynku oraz śnieżnobiałego marmuru, z którego wzniesiona została m.in. Hagia Sophia w Konstantynopolu (Stambuł). Wyspa dostała się we władanie Fenicjan (jej nazwa pochodzi od imienia Thassosa - syna lub wnuka fenickiego króla Aginora), dla których stała się źródłem drewna do budowy statków oraz rud metali, które eksportowali na tereny Grecji kontynentalnej. W czasie wojen między Atenami a Spartą przechodziła z rąk do rąk. Nieco spokojniej na wyspie było za czasów panowania Aleksandra Wielkiego oraz później, w czasach rzymskich. W epoce nowożytnej często była napadana, łupiona i niszczona, także przez piratów. W 1462 r. dostała się we władanie Turków, zaś po I wojnie bałkańskiej w 1913 r. znalazła się w granicach Grecji. Pozostałości czasów starożytnych najlepiej widoczne są w stolicy, gdzie znajduje się m.in. antyczny amfiteatr i muzeum archeologiczne oraz w Aliki, gdzie obejrzeć można ruiny starożytnych świątyń, wczesnochrześcijańskich kościołów oraz dawne kamieniołomy, w których wydobywano marmur, a przy okazji także odpocząć na dwóch plażach rozdzielonych wąskim pasem lądu. To jeden z najbardziej malowniczych zakątków wyspy.


Thassos - stanowisko archeologiczne w Limenas

Thassos - Muzeum Archeologiczne w Limenas

Nie wiem dokładnie, kiedy na Thassos zaczęła rozwijać się turystyka, jednak pod tym względem jest raczej wyspą prowincjonalną. Nie ma tu zbyt wielu dużych kompleksów hotelowych, raczej małe rodzinne hotele, czy pensjonaty, często bez basenu. Trudno nawet znaleźć porządny apartament dla rodziny z dziećmi. Turystyka wkradła się do zwykłych wiosek rybackich, w których zaczęły powstawać tawerny i wyrastać kramy z pamiątkami, ale które nie zatraciły swojej autentyczności, bo przy przystaniach wciąż cumują rybackie łodzie, suszą się sieci, a na słońcu kruszeją macki ośmiornic. Raczej nie uświadczy się w nich dyskotek, kasyn itp. 

Thassos - Limenaria

Thassos - Limenaria

Thassos - Limenaria

Thassos - Skala Marion

Obrazy z Korfu są raczej odwrotnością tych z Thassos. Mniej tu Grecji starożytnej (jedyne nawiązanie do czasów antycznych widziałam w dziewiętnastowiecznym pałacyku Achilleion), więcej akcentów weneckich. Więcej niż malowniczych górskich wiosek czy kameralnych portów jest tu wartych uwagi formacji skalnych jak słynny Kanał Miłości, przylądek Dastris, groty w okolicach Paleokastritsy, czy jezioro Korission na południu wyspy. Atrakcją jest niemal dwustukilometrowy pieszy szlak Corfu Trail, który wiedzie zarówno przez ciekawe przyrodniczo, ale i historycznie zakątki wyspy i wspina się na jej najwyższy szczyt - Pantokrator. 

Korfu - Paleokastritsa

Korfu - Paleokastritsa

Korfu - Kassiopi

Korfu - widok z Kassiopi na Albanię

Korfu - Kassiopi

Korfu - ferma rybna w okolicach Kassiopi

Korfu - przystań rybacka Imerolia

Na Korfu nie brakuje jednak także rozkrzyczanych wakacyjnych miasteczek, które zamierają wraz z wyjazdem ostatniego letnika, takich migoczących kolorami i męczących uszy głośną muzyką (jak Sidari na północy, czy Kavos na południu). Korfu już w latach sześćdziesiątych XX w. postawiła na masową turystykę jako jedna z pierwszych greckich wysp. Dziś z tej gałęzi przemysłu utrzymuje się 1/3 jej mieszkańców. Widać to na każdym kroku, choćby patrząc na turystów, którzy odwiedzają obie wyspy. Thassos to głównie Serbowie, Rosjanie, nawet Albańczycy. Korfu - przeważnie Brytyjczycy. Przekłada się to od razu na menu w tawernach i restauracjach. W prawie każdej na Korfu można zjeść angielskie śniadanie, a telewizja włączona jest na kanały sportowe transmitujące Wimbledon. Jednak to pociąga za sobą także poziom restauracji. Nie ma naganiaczy witających przechodzących obok turystów słowami Hallo, my friend!, nie ma papierowych obrusów na stołach, co jest powszechne na Thassos. A i dania są jakieś takie mniej ociekające tłuszczem i bardziej elegancko i nowocześnie podane, np. baranina pieczona w pergaminowej saszetce, co niestety pociąga za sobą także cenę. Cóż, bogatszy i bardziej wymagający klient.

Thassos

Korfu

Linguine z owocami morza - Thassos

Linguine z owocami morza - Korfu


Ale autentyczności więcej jest jednak na Thassos. W niemal każdym miasteczku można zobaczyć starszych panów popijających kawę i grających w karty w kafenijo, czy Greczynki całe w czerni. Kościoły mają typowo grecką architekturę i znalazłam nawet jeden cmentarz (o którym kiedyś napiszę oddzielnie, bo chowanie zmarłych w Grecji to bardzo ciekawy temat). Na wyspie jest tylko jeden supermarket, który w ofercie posiada zarówno opakowania hurtowe dla restauratorów, jak i asortyment typowo pamiątkarski. Nie ma zagranicznych sieciówek, w przeciwieństwie do Korfu, gdzie widziałam Lidla i mnóstwo dyskontów.

Thassos - Limenaria

Thassos - Limenaria

Thassos - Limenaria

Thassos - Limenaria

Thassos - Limenaria

Thassos - Limenaria

Thassos - Theologos

Thassos - Theologos

Thassos - Limenaria

Thassos - Skala Rachoni

To, co łączy obie wyspy, to plaże. Na jednej, i na drugiej można znaleźć zarówno plaże szerokie i piaszczyste, jak i małe, kameralne, położone w uroczych zatokach. Te drugie częściej są kamieniste lub żwirkowe, ale nie jest to regułą. Zdecydowanie najciekawsza, Metalia, znajduje się na Thassos w miejscowości Limenaria. Otoczona pozostałościami nieczynnej od dawna fabryki wydobywającej niegdyś rudy metali, wyposażona w słomkowe parasole, to atrakcja nie tylko dla tych, którzy lubią wylegiwać się na słońcu, ale i dla urban explorerów.

Thassos - Limenaria, plaża w centrum miasteczka

Thassos - Limenaria, plaża Metalia

Thassos - Limenaria, plaża Metalia

Thassos - Limenaria, plaża Metalia

Thassos - Potos

Thassos - Skala Marion

Thassos - Skala Marion
Korfu - Paleokastritsa

Korfu - okolice Kassiopi
Korfu - okolice Kassiopi

Ogólnie można odnieść wrażenie, że są to wyspy dla zupełnie innych ludzi. Na Thassos doskonale będą się czuć rodziny z dziećmi i ludzie w kwiecie wieku, którzy szukają już raczej spokoju. To Grecja prowincjonalna, leniwa, baz pośpiechu, z sąsiedzką życzliwością (Sophia, u której mieszkaliśmy, przynosiła nam pomidory i ogórki z własnego warzywnika). Korfu powinny wybrać raczej osoby młodsze, choć jeśli ktoś nastawia się wyłącznie na plażowanie to też będzie zadowolony. Zdecydowanie jest to wyspa dla miłośników natury (wspomniane formacje skalne, groty w Paleokastritsie, trekking na Pantokrator). 

Korfu
Korfu

Samo miasto Korfu zasługuje na oddzielny, kilkudniowy pobyt, bo można włóczyć się po nim godzinami, a zakamarków do zobaczenia jest mnóstwo. 

Korfu - miasto Korfu

Gdzie chętniej bym wróciła? Po trzech pobytach w Grecji stwierdzam, że to nie jest kraj moich marzeń. Na Korfu wróciłabym na kilka dni do stolicy, bo po jednodniowym pobycie mam wielki niedosyt. Przeszłabym także szlak Corfu Trail, by zobaczyć wyspę "od środka". Natomiast z perspektywy czasu cieplej myślę o Thassos, czym sama jestem zaskoczona, bo ja generalnie wolę miasta i kurorty, w których coś się dzieje. Na Korfu jednak zabrakło tej autentyczności, dookoła sama komercja. Nawet w porcie w Kassiopi, uroczym przecież, cumowały raczej statki wycieczkowe i łodzie na wynajem, a te rybackie ukrywały się na uboczu. Tawerny eleganckie, ale nie widziałam ani jednego miejsca, gdzie starsi panowie graliby w karty, nigdzie nie kruszały ośmiornice na sznurkach. Luksus - tak, autentyczność - trochę mniej. Każdy musi sam ocenić, co woli.


(foto: iza & pwz)

6 komentarzy:

  1. Świetny wpis, nic dodać nic ująć. Naszym zdaniem Thassos z perspektywy czasu jest bliższa naszym sercom.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Wy macie do Thassos sentyment chyba także z powodów osobistych...

      Usuń
  2. Iza "Na Korfu jednak zabrakło tej autentyczności, dookoła sama komercja".To nie tak, naprawdę .Wystarczy tylko wsiąść na skuter i "zapuścić" się po korfiańskich wioskach.Ja tak zrobiłam i zakochałam się po uszy.Prawdziwe senne wioseczki położone z dala od uczęszczanych przez turystów szlakach.Po trzech pobytach na wyspie myślałam że ją znam.Nieprawda, wciąż ją odkrywam na nowo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie o to chodzi. Tego codziennego wyspiarskiego życia trzeba szukać na odludziach. Nigdzie na Korfu nie widziałam ani suszących się na sznurkach óśmiornic, ani staruszków grających w karty, ani kobiet w czerni. Na Thassos to dość powszechny widok nawet w miasteczkach uchodzących za kurorty. Wystarczy też spojrzeć na sklepy. W Limenarii na Thassos mnóstwo było małych lokalnych sklepików z rybami czy mięsem czynnych od wczesnych godzin rannych do wyprzedzania asortymentu, czyli w praktyce do południa. W Kassiopi na Korfu był mięsny, ale z kupnem świeżych ryb był już problem, a ośmiornice były praktycznie nieosiągalne, bo cały połów szedł na potrzeby restauracji i hoteli. Dlatego Thassos jest dla mnie bardziej autentyczna. W każdym miasteczku, nawet kurorcie widać tam codziennie życie. Nie trzeba go szukać poza szlakiem.

      Usuń
  3. Korfu jest też taka


    https://youtu.be/36Bq6m9qvqA

    Dlaczego preferujemy podczas wakacyjnych wyjazdów skuter i poruszamy się nim tam, gdzie zorganizowany turysta nie dotrze? Ano właśnie dlatego...tu na Korfu dlatego , by poczuć zapach korfiańskich łąk, spojrzeć prosto "w oczy" Pantokratorowi, posłuchać odgłosów dzwoneczków pod górskim szczytem , wtopić się w naturę i być , tak po prostu...sam na sam z myślami, z Bogiem, z przyrodą ...Aby dotrzeć do tego miejsca, trzeba było pokonać szutrowe dróżki , by nagle otworzyła się przed nami taka oto piękna szosa.Jak nagle się rozpoczęła tak nagle się skończyła.Skuterem, mimo mocy 125 dcm3 nie dało rady pociągnąć przed siebie.Musieliśmy, po raz pierwszy, ze względu na nasze bezpieczeństwo, zrezygnować z obranej trasy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My samochodem też docieramy zazwyczaj w odległe zakątki, a na Pantokrator weszliśmy na własnych nogach, bo na każdej wyspie wyszukujemy także fajne miejsca na trekkingi.

      Usuń