środa, 3 czerwca 2015

Kolorowe jarmarki, skarby ukryte w bramach i nowoczesna marina

W powietrzu unosił się zapach świeżego pieczywa, grillowanych mięs i odgrzewanych między nimi kartaczy oraz aromat dymu wędzarnianego ze stoisk ze swojskimi wędlinami. Dźwięk grającej katarynki przeplatał się z odgłosami targujących się handlarzy starzyzną z potencjalnymi kupcami i melodią z glinianych ptaszków na wodę. W miniony weekend Płock opanowali antykwariusze, kolekcjonerzy, twórcy rękodzieła, sprzedawcy regionalnych produktów spożywczych, kataryniarze oraz... rycerze i kusznicy. W mieście odbywał się doroczny Jarmark Tumski połączony z obchodami Dni Historii Płocka. Dałam się porwać falującemu tłumowi ciągnącemu Tumską, zatrzymując się jedynie przy straganach z antykami, pieczywem i rękodziełem.








Zaintrygowały mnie też bramy prowadzące na podwórka. Swojego czasu u nieśmigielskiej przeczytałam: płock polecam do poszwędania sie pomiędzy kamienicami, póki jeszcze bramy nie są zamykane... Nieśmigielska wie, co mówi, bo to jej miasto i dziewczyna ma talent do wynajdowania fajnych miejsc, a do tego robi najlepsze zdjęcia wśród blogerów. Chcąc zatem choć na chwilę uciec od zalewającego ulicę tłumu, zagłębiłam się w trzy zupełnie przypadkowe bramy odchodzące od Tumskiej. Za pierwszą kryło się puste i obdrapane podwórko, coś na wzór niektórych warszawskich, jakże kontrastujące z odnowioną i odmalowaną Tumską! Zresztą w mieście jest więcej takich kontrastów.


Drugie podwórko skrywało galerię, hostel i pierwszy tego dnia mural (ponoć w Płocku można ich trochę znaleźć, nawet książka o nich powstała).



Hitem była jednak dla mnie brama przy Tumskiej 9, gdzie znalazłam ślady po dawnych muralach, ciekawą kamienicę pomalowaną w czarno-białe pasy, a przed nią stoliczek z parasolem. Klimat nie z tej ziemi!





Gdy w 2009 r. byłam na pierwszej edycji Jarmarku, wówczas większa część imprezy odbywała się właśnie na Tumskiej, jedynie rycerze rozłożyli się w okolicach Katedry. W tym roku festyn opanował niemal całe centrum miasta, łącznie ze Starym Rynkiem.








Wracając do kontrastów, to miasto w ostatnich latach przeszło totalny lifting. Tumska, Grodzka czy Stary Rynek praktycznie pachną świeżością. Niektóre kamienice wciąż są w remoncie. Jest elegancko. Nawet jedna ze spożywczych sieciówek na Grodzkiej swoje normalnie kolorowe krzykliwe logo przedstawiające sympatycznego płaza wykonała z mosiądzu. Synagoga, która w 2009 r. była w ruinie, dziś jest pięknie odrestaurowana i mieści Muzeum Żydów Mazowieckich. Są oczywiście jeszcze kamienice nie odnowione, szczególnie dalej od centrum, jednak widać, że są chęci do przywracania miastu blasku, a to przecież jedno z najpiękniejszych miast na Mazowszu i  w dodatku najstarsze w regionie.



Moja ulubiona część Płocka to pełne zieleni Wzgórze Tumskie - skarpa nad Wisłą, na której znajduje się Katedra - wizytówka Płocka. Tak jak sześć lat temu, tak i teraz należała do bractw rycerskich. Pomiędzy grupkami rycerzy pod Katedrą kręcili się elegancko ubrani ludzie, bowiem w świątyni odbywały się akurat święcenia kapłańskie.



Na dziedzińcu zamku książąt mazowieckich odbywały się konkursy kusznicze i łucznicze. Obok Katedry zaś pokazy rycerskie. Ciekawe, że ta część miejskiej zabawy zgromadziła najmniej liczną publiczność, a przecież była najciekawsza. A może ja już po prostu patrzę na tego typu imprezy oczami moich dzieci? A one były zachwycone, nawet prawdziwego rycerza udało im się pokonać. Cóż, trzech na jednego...






Ze wzgórza roztacza się oszałamiający widok na nowoczesną marinę. Śledzę ostatnio nowy projekt Filipa Springera Miasto Archipelag poświęcony dawnym miastom wojewódzkim. Płock ma niesamowity potencjał. Doskonale łączy swoją ponad tysiącletnią historię (przez pewien czas był nawet stolicą Polski), zabytkową architekturę w rozmaitych stylach z Secesją na czele, i widoczną w wielu miejscach wielokulturowość z nowoczesnością i nadwiślańskim położeniem. Niewiele miast, przez które płynie Wisła, może poszczycić się taką mariną, amfiteatrem i ogrodem zoologicznym nad jej brzegiem. Gdy silniej powieje wiatr, jachty prawie kładą się na wodzie, a wystraszone ptaki podrywają się do lotu. Niesamowity widok.









Muszę kiedyś wrócić do Płocka, gdy w mieście nie będzie żadnej imprezy, by spokojnie, bez pośpiechu powłóczyć się po ulicach, zajrzeć na podwórka póki jeszcze bramy nie są zamykane. W sobotę wyjechałam oczarowana. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz