niedziela, 21 czerwca 2015

Sozopolskie plaże

Bułgaria nie cieszy się dobrą opinią wśród Polaków. Może dlatego, że przez całe lata komuny był to jeden z niewielu ciepłych krajów, do których nie było problemem wyjechać. A może dlatego, że od tamtej pory mentalność Bułgarów niewiele się zmieniła. Choć byłam w tym kraju dwukrotnie i w czarnomorskim Sozopolu zakochałam się bez pamięci, to wciąż szargają mną sprzeczne emocje. Bo z jednej strony to kultura zbudowana na historii sięgającej kilku tysiącleci wstecz. Miasta nad Morzem Czarnym, dziś często kurorty, zbudowane są na ruinach dawnych greckich portów, a budynki Sofii stoją na pozostałościach rzymskiej Serdiki. Z drugiej jednak strony można odnieść wrażenie, że miejscowi myślą tylko o tym jak naciągnąć turystę. Na cokolwiek. Początkowo myślałam, że takie opinie to tylko stereotyp. Potem jednak okazało się, że a to za śniadanie policzono nam dużo więcej niż było na stronie internetowej pensjonatu, za skorzystanie z kawiarnienej toalety przez trzylatka z rodzicem musieliśmy zapłacić jak za dwie osoby, choć dziecko w tym wieku nie trafi samo do toalety znajdującej się w podziemiach, wreszcie - w kantorze kupiliśmy węgierskie forinty, jak okazało się już na Węgrzech, o nominale wycofanym z obiegu. To wszystko sprawiło, że po ostatniej wizycie straciłam trochę sympatii do tego kraju.

Jednak mimo to uważam, że Bułgaria ma niesamowity potencjał turystyczny i szkoda by było, by w taki głupi sposób go marnowała. Co zatem ma do zaoferowania turystom? Poza wspomnianym historycznym bogactwem, niskimi cenami, to przede wszystkim piękne plaże nad Morzem Czarnym. Kurortów do wyboru jest mnóstwo. Choć zazwyczaj nie jeżdżę dwa razy w to samo miejsce, to w Sozopolu byłam dwukrotnie. Dlaczego Sozopol? Bo jestem wzrokowcem. Gdy w 2011 r. wymyśliliśmy sobie, że pojedziemy na wakacje samochodem do Bułgarii, jak za dawnych starych czasów, zaczęło się szukanie miejscowości na urlop. Za wybór miejsca zawsze odpowiadam ja. Pierwsze typy to był oczywiście Słoneczny Brzeg lub Złote Piaski, bo te dwie nazwy cokolwiek mi mówiły. Więc Google i "obrazy dla Słoneczny Brzeg/Złote Piaski". Na zdjęciach beton i stojące prawie na plaży wielopiętrowe hotele. To nie miejsca dla mnie. Zdjęcia odsyłały najczęściej do ofert biur podróży. I w jednym z nich znalazłam wycieczkę fakultatywną do Sozopolu. Wpisałam w wyszukiwarkę nazwę i... już wiedziałam, że to jest to miejsce! Malownicza Starówka z charakterystycznymi domami z okresu bułgarskiego Odrodzenia Narodowego (przełom XVIII i XIX w.) o kamiennych parterach i drewnianych piętrach, kameralne plaże w zatokach i ani jednego hotelu, który miałby więcej niż kilka pięter i stał na samej plaży! W miasteczku są dwie główne plaże.

Plaża Centralna

Położona jest praktycznie w samym centrum miasta i rozciąga się z niej piękny widok na malownicze zabudowania Starówki. W pobliżu bary, restauracje i mur forteczny, a także niewielki park i cerkiew Św. Cyryla i Metodego, odnowiona w ciągu ostatnich kilku lat. Na plaży część płatna z parasolami i leżakami oraz bezpłatna, gdzie można rozłożyć swój własny koc (to skrajne części plaży). Nad bezpieczeństwem kąpiących się czuwa ratownik, można skorzystać ze sprzętu wodnego, a nawet wznieść się ponad plażę w ramach parasailingu.


Widok z Plaży Centralnej na sozopolską Starówkę



Parasiling na Plaży Centralnej

Plaża Harmani

Szeroka piaszczysta plaża w nowej części miasta, pomiędzy Starówką a willowo-hotelową dzielnicą Budjaka. Wzdłuż plaży, przy ul. Ropotamo, ciągnie się szpaler barów i restauracji, z których do późnych godzin nocnych dobiegają dźwięki muzyki i śpiewu. Jest nawet bar z basenem! Zdarzają się noce, gdy plażę rozświetlają fajerwerki. Czasem miałam wrażenie, że plaża nigdy nie zasypia, bowiem, gdy spać kładli się ostatni imprezowicze, nad morzem pojawiali się już pierwsi plażowicze. W szczycie sezonu bywa tam tłoczno, jednak nie aż tak, by nie można było znaleźć wolnych miejsc. Podobnie jak na Plaży Centralnej, również i tu skrajne części są bezpłatne, zaś większą część plaży obejmują płatne parasole i leżaki (w latach 2011-2013 był to koszt 10 leva za parasol i po 10 leva za leżaki, cennika na ten rok niestety nie udało mi się ustalić). Jednak to właśnie tę część polecam. Po piewrwsze jest wygodniej (własny parasol i leżaki), a po drugie mniej ciasno. W części bezpłatnej w sezonie praktycznie koc leży przy kocu i ludzie bez mała chodzą sobie po głowach, by przebić się do wody. Problemem mogą być też niedopałki papierosów zakopywane w piasku. W Bułgarii niestety można palić wszędzie. W części płatnej zazwyczaj są popielniczki, więc tych niedopałków jest mniej.


W sierpniu niestety na bułgarskich plażach można natknąć się na glony

Plaża Harmani w szczycie sezonu



Jeśli ktoś szuka natomiast ciszy i spokoju oraz plaży wolnej od petów, powinien pojechać kilka kilometrów za miasto. Między kompleksem hotelowym w Diuni (to właśnie jeden z takich hoteli, jakich nie lubię - moloch stojący praktycznie na plaży, choć na szczęście nie za wysoki i w takim miejscu, że aż tak bardzo nie wadzi) i apartamentowcami Sveti Toma rozciąga się dzika plaża. Pusta, niezagospodarowana, co ma plusy i minusy. Plusy - jest pusto, cicho, spokojnie, a na plażę podpływają delfiny. Minusy - trzeba mieć własny prowiant, bo w pobliżu nie ma barów i restauracji. No i jak plaża nie jest zagospodarowana, to trzeba się liczyć z głazami sterczącymi z wody, które często są bardzo śliskie. Plaża leży na terenie rezerwatu Arkutino (będącego częścią rezerwatu Ropotamo), który jest jednym z ostatnich pozostałych dziewiczych miejsc bułgarskiego wybrzeża, gdzie swoje siedliska mają rzadkie gatunki ptaków. Jest zatem szansa, że taką dziką plażą pozostanie. Obecność rezerwatu oraz bagienny, podmokły teren powinny obronić się przed budową kolejnych hoteli.

Kompleks Diuni





Sveti Toma

Byłam w Sozopolu dwukrotnie. I mimo tych kilku negatywnych doświadczeń, to wciąż miejsce, w którym się kiedyś zakochałam i które zawsze będzie mi bardzo bliskie. Czy kiedyś tam wrócę? Tak, z pewnością. Ale za jakiś czas dopiero, bo jest jeszcze tyle miejsc na świecie, które chciałabym zobaczyć, że Sozopol musi poczekać. Mam jednak nadzieję, że nie zmieni się zbytnio i mimo iż jest miejscem bardzo popularnym wśród turystów, to będzie umiał tę turystykę zagospodarować w taki sposób, by wciąż chciało się tam wracać, a nie uciekać z krzykiem. 

2 komentarze:

  1. Masz trochę rację z tą Bułgarią. Świat poszedł do przodu, a oni ciągle pod względem obsługi klienta i stosunku do turystów są jakies 20 lat wstecz :( Ale poza tym to naprawdę piękny kraj, a w Sozopolu się zakochałam (choć akurat w samym miasteczku, bo na plaży nie byłam).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście tych niemiłych sytuacji mieliśmy tylko kilka, więc generalnie mam dobre wspomnienia. A w Sozopolu (właśnie w miasteczku) jestem cały czas zakochana, ale jego zabytki już pokazywałam, natomiast kilka osób pytało mnie o plaże (sąsiadkę już przekonałam i była w zeszłym roku). Pomyślałam, że w przededniu wakacji taki mini przewodnik komuś się przyda. Sama z takich korzystam na innych blogach.

      Usuń